fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Ani lemingi, ani mohery nie zrobią rewolucji

Fotorzepa, Darek Golik
Rozmowa z Rafałem Chwedorukiem, politologiem z Uniwersytetu Warszawskiego

Rzeczpospolita: Od dziś zaczyna się seria demonstracji w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Szykują się grupy z Facebooka, Komitet Obrony Demokracji, Partia Razem i kluby „Gazety Polskiej". Jakie znaczenie będą miały te manifestacje?

prof. Rafał Chwedoruk: Nie będą miały żadnego znaczenia. Jeżeli Polacy nie wyszli tłumnie na ulice, kiedy podwyższano wiek emerytalny, to trudno się spodziewać, że zrobią to dlatego, iż jedna czy druga partia chce decydować o obsadzeniu trzech–pięciu stanowisk sędziowskich w Trybunale Konstytucyjnym. Ponadto większość opinii publicznej jest zdezorientowana tym, co widzi, nie postrzega tego sporu w kategoriach przełomowej chwili w dziejach polskiej demokracji. Warto też dodać, że środowiska, na których opiera się działalność KOD, wpadły we własną pułapkę.

To znaczy?

Przez lata promowały indywidualistyczny wzorzec społeczny, głosiły, że każdy powinien być self-made manem. Z dużą dozą nieufności podchodziły do olbrzymiej części protestów społecznych, a poza tym przestrzegały Polaków przed światem polityki, o czym świadczy hasło: „Nie róbmy polityki, budujmy szkoły, mosty". Trudno, żeby teraz nawet ich wyborcy nagle stanęli w obronie kwestii instytucjonalno- -ustrojowych.

Czy na niepowodzenie demonstracji wpłynie również jesienno-zimowa aura?

Mieliśmy powstanie listopadowe, styczniowe, Grudzień '70, więc jeżeli naród ma w sobie żar rewolucyjny, to żadna pogoda mu niestraszna. Odnoszę jednak wrażenie, że dziś Polacy tego żaru nie czują.

Tomasz Lis groził jednak, że będziemy mieli polski Majdan...

Wizja puczu dokonywanego przez lemingi albo puczu moherowych beretów to nie temat na poważny protest społeczny, tylko na skecz kabaretowy. Pamiętajmy, że jesteśmy społeczeństwem raczej biernym; jedynym podmiotem obywatelskim, który jest w stanie zorganizować u nas duże manifestacje, są związki zawodowe, ale one na pewno w ten konflikt się nie zaangażują.

Czyli lemingi nie wyjdą na ulicę?

Nie, one raczej bezkrytycznie przyjmują to, co dzieje się dookoła. Ponadto w ich przypadku kariera i spłacanie kredytów uniemożliwiają szerszą działalność obywatelską. Jeżeli ktoś ma kredyt na głowie, to myśli pragmatycznie o rzeczywistości, nie angażuje się w inicjatywy zawierające element ryzyka. Natomiast bardziej konserwatywną część społeczeństwa stanowią przede wszystkim Polacy już po pięćdziesiątce, mieszkańcy prowincji. Mówiąc brutalnie, manifestacji – zarówno jednych, jak i drugich – nikt w Warszawie nie zauważy. Pod tym względem jesteśmy krainą wielkiej próżni.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA