fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Biura parlamentarzystów niedostępne dla niepełnosprawnych

Adobe Stock
Tylko niewielki odsetek lokali parlamentarzystów jest dostosowany do potrzeb osób z niepełnosprawnościami.

– Jest słabo. Ale niestety spodziewaliśmy się takich wyników – mówi Kamil Kowalski, ekspert ds. dostępności z Fundacji Integracja. W ten sposób odnosi się do badań ekspertów Integracja LAB i portalu Niepelnosprawni.pl, którzy postanowili sprawdzić dostępność biur poselskich i senatorskich dla osób z niepełnosprawnościami.

Z badań wynika, że tylko 21 proc. biur jest w pełni dostępnych dla osób z niepełnosprawnością ruchową, co oznacza, że mogą oni nie tylko wejść i wyjść, ale też skorzystać z toalety. Zupełnie niedostępnych dla takich osób jest 49 proc. biur.

– Wyjątkowo złe wyniki są w przypadku niepełnosprawności wzroku i słuchu – mówi Kamil Kowalski. – Taką dostępność sprawdzaliśmy pod kątem jednego elementu: oznaczeń kontrastowych krawędzi schodów. Okazało się, że istnieją tylko w 18 proc. biur, choć ich zamontowanie jest wymogiem prawnym – dodaje. Zauważa, że żadne biuro nie jest wyposażone w pętlę indukcyjną ułatwiającą rozmowę z osobą słabosłyszącą. Z kolei tylko 2 proc. umożliwia rozmowę w języku migowym, np. z wykorzystaniem tłumacza online.

Realna dostępność biur może okazać się jeszcze gorsza, bo Fundacja Integracja przeprowadzała badanie metodą ankietową. A odpowiedź dostała jedynie od 95 posłów i senatorów, czyli 17 proc.

Dlaczego biura polityków są tak słabo dostosowane? Zdaniem Kamila Kowalskiego taką mamy w Polsce architekturę. – Wcześniejsze badania NIK pokazywały, że przepisów nie spełnia w niektórych regionach znaczny odsetek nawet nowych budynków – zauważa.

Marek Plura, były poseł i były europoseł PO, który sam porusza się na wózku, winę widzi po stronie polityków. – Biura nie są przystosowane, bo odwiedza je mało osób z niepełnosprawnościami. A dlaczego ich nie odwiedzają? Bo nie są przystosowane. To błędne koło, którego efekt jest żenujący, bo posłowie pełnią służbę polityczną i mają szczególny obowiązek być dla wszystkich – podkreśla.

– Moje biuro jest dostępne dla osób niepełnosprawnych ruchowo – mówi poruszający się na wózku senator PSL Jan Filip Libicki. – Ale podaję w internecie mój telefon i inne dane kontaktowe, a gdy zgłasza się do mnie osoba z niepełnosprawnością, to często nie umawiam się w biurze, tylko jadę do niej. I o gotowość do takiego działania powinno się pytać w ankiecie – dodaje.

Kamil Kowalski odpowiada, że takie pytanie padło. – Spośród polityków posiadających niedostępne biuro taką możliwość zapewnia około 70 proc. – mówi. – To wcale nie napawa optymizmem. 30 proc. posłów i senatorów wie, że ich biura są niedostępne, a mimo to mówią: nie ma innej opcji.

Teraz Integracja zamierza wystąpić do kancelarii Sejmu i Senatu, by wspólnie wypracować rozwiązanie, które zmobilizuje parlamentarzystów do dostosowania biur. Jeden z posłów w rozmowie z „Rzeczpospolitą” anonimowo zastanawia się jednak, czy jest to potrzebne. – Cena dostosowania może być bardzo wysoka. Prosta platforma, tzw. schodołaz, to koszt około 40 tys. zł. A do przeciętnego posła lub senatora nie zgłasza się więcej niż jedna osoba z niepełnosprawnościami rocznie. Lepiej, by posłowie i senatorowie odwiedzali takich wyborców – komentuje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA