fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kościół

Tomasz Krzyżak: Kto jeszcze powinien przeprosić

Fotorzepa, Łukasz Solski
Arcybiskup Stanisław Gądecki przeprosił za zgorszenie, którego przyczyną był jego zmarły niedawno poprzednik. To być może spóźniona, lecz ważna reakcja.

Słowa arcybiskupa Gądeckiego mogą oczywiście pozostawiać pewien niedosyt. Niektórzy komentatorzy zwrócili już uwagę na to, że przeprasza on tych, którzy czują się skrzywdzeni, a nie tych, którzy zostali skrzywdzeni. W ich opinii słowo „przepraszam" nie idzie do konkretnych osób, lecz rzucone jest po prostu w medialną przestrzeń dla świętego spokoju. Można do tego podchodzić w ten sposób, czepiać się poszczególnych słów, wątpić w szczerość intencji – tyle tylko, że przyjmując takie stanowisko, rozmieniamy się na drobne i tracimy z pola widzenia szerszy kontekst.

W liście abp. Gądeckiego do diecezjan pada bowiem nie tylko słowo „przepraszam". Metropolita poznański wprost przyznał, że jego poprzednik był oskarżony o molestowanie kleryków. Dwa tygodnie temu – w oświadczeniu wygłoszonym po pochówku abp. Paetza na cmentarzu – takie słowa nie padły. Wszyscy o tym dookoła przez lata mówili, a Kościół hierarchiczny konsekwentnie milczał. Milczał też o tym, że zmarły arcybiskup senior nigdy nie wyraził publicznej skruchy i był przekonany o swojej niewinności. Niby wszyscy wiedzieli, ale...

Teraz jednak wszystko to zostało podane na tacy. I trzeba arcybiskupowi Gądeckiemu pogratulować odwagi. Mógł przecież dalej milczeć z obawy przed tymi, którzy wciąż przekonani są o nieprawdziwości zarzutów postawionych przed laty abp. Paetzowi.

Niedosyt w tej sprawie może dziś budzić brak przeprosin ze strony ówczesnych biskupów pomocniczych, którzy wiedzieli o zarzutach formułowanych pod adresem abp. Paetza i publicznie występowali w jego obronie. Ale metropolita poznański nic w tej sprawie zrobić nie może. To wyłącznie kwestia ich sumienia.

Rolą arcybiskupa Gądeckiego nie jest też ujawnianie wyników dochodzenia w odniesieniu do osoby abp. Paetza. Jeśli w ogóle kiedykolwiek powstał jakiś raport w tej sprawie, to jest on w Watykanie i tylko on może go ujawnić.

Także Stolica Apostolska może zbadać przebieg procesów nominacyjnych zmarłego hierarchy, który z antykamery papieskiej trafił najpierw jako biskup do Łomży, a potem na stolicę metropolitalną do Poznania. Jeśli prawdą jest, że już w Watykanie odkryto homoseksualne skłonności Paetza i jedyny sposób pozbycia się go z otoczenia papieża widziano w wysłaniu go do Polski, to w złym świetle stawia to tych, którzy podejmowali wtedy nad Tybrem decyzje personalne.

Mimo to, dla uniknięcia tego typu sytuacji w przyszłości, warto prześledzić procesy sprzed blisko 40 lat. Żeby wszystko było po prostu jasne.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA