fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kościół

Niemcy: Mniej wiernych, więcej pieniędzy

adobestock
Nie ustaje eksodus z niemieckich kościołów chrześcijańskich. Jedną z przyczyn jest „kościelny podatek”.

Niemieckie sądy administracyjne oraz urzędy lokalnych władz mają pełne ręce roboty z obywatelami zgłaszającymi chęć wystąpienia z kościołów. Procedura jest prosta i szybka. W rezultacie zostaje się wykreślonym z listy płacących podatek na rzecz swojej konfesji.

Nie jest to być może główna przyczyna odejścia z kościołów, ale jedna z ważnych. W zależności od landu podatek wynosi 8–9 proc. wartości podatku dochodowego. Problem w tym, że – jak pisze konserwatywna „Frankfurter Allgemeine Zeitung” – często się zdarza, że młodzi ludzie zgłaszający chęć wystąpienia z kościoła nie wiedzą nawet, do którego należą. Wątpliwości rozwiewa dopiero telefon do rodziców.

Od dawna trwa więc dyskusja, czy właściwe jest procedowanie decyzji o wyjściu z kościoła przez instytucje państwowe. Jak udowadnia Bernhard Schlink, profesor i pisarz – znany przede wszystkim ze słynnej powieści „Lektor”– konieczne jest zerwanie z XIX-wieczną tradycją pośrednictwa państwa w relacjach pomiędzy wiernymi a kościołem. Przynajmniej w sprawach wystąpień. Jego zdaniem przeniesienie całej procedury do instytucji kościelnych nie wpłynie w znaczącej mierze na liczbę osób opuszczających konfesje. Da jednak wreszcie szansę proboszczom na bezpośredni kontakt z występującymi, co może się okazać korzystne dla obu stron.

Przy tym przyczyny formalnych pożegnań z niemieckimi kościołami chrześcijańskimi nie mają wyłącznie podtekstu finansowego. Z badań przeprowadzonych na zlecenie diecezji Essen wynika, że niemal dwie trzecie młodych ludzi w Niemczech jest przekonanych, że Kościół katolicki nie daje odpowiedzi na ważne pytania egzystencjalne. Do tych pytań zalicza się takie problemy jak rola kobiet w społeczeństwie, celibat czy homoseksualizm. Niemały wpływ na decyzję o opuszczeniu Kościoła mają nadal skandale pedofilskie.

Dlatego w 2016 roku w diecezji Essen z 4300 katolików, którzy zdecydowali się na odejście, 40 proc. było w wieku 23–35 lat. Przy tym w wyniku każdego pożegnania diecezja traci 500 euro rocznie. Straty te równoważy jednak wzrost dochodów pozostałych podatników, płacących tym samym więcej na kościoły.

Liczba wiernych – a ściślej mówiąc, podatników – opuszczających kościoły rośnie od lat. W roku 2018 z Kościołem katolickim pożegnało się 216 tys. osób, a z ewangelickim – 220 tys. Do pierwszego z nich należy 23 mln obywateli, do drugiego – 21 mln. Pozostała część z 82 mln Niemców to ateiści oraz wyznawcy innych religii.

Co ciekawe, mimo odejść oba kościoły chrześcijańskie zanotowały w tym samym roku rekordowe wpływy podatkowe: katolicki – 6,64 mld euro, a ewangelicki – 5,79 mld. To historyczny rekord.

To jednak nie wszystko. – Oba kościoły otrzymały od państwa 584 mln euro na utrzymanie swoich funkcjonariuszy. W sumie tej znajdują się pensje proboszczów, pastorów, biskupów czy wikarych. Jest to rekompensata za mienie kościelne skonfiskowane w czasach napoleońskich. W zasadzie już dawno powinna zostać zniesiona, ale jak na razie nikt w Niemczech się tego nie domaga – tłumaczy „Rzeczpospolitej” dr Carsten Frerk, który od lat zajmuje się finansami kościelnymi.

Są jednak pewne środowiska domagające się skutecznego rozdziału kościoła od państwa. W Niemczech rozdział ten ma specyficzny charakter. To w imieniu kościoła państwo ściąga podatek od wiernych – i bierze za to 3 proc. prowizji. Biskupi otrzymują 8–12 tys euro miesięcznej pensji. Władze państwowe, a właściwie władze landów, finansują też mieszkania biskupów oraz ich samochody wraz z kierowcami. Proboszcz może liczyć na 3,7–4,5 tys. euro z państwowych funduszy. To jego osobisty dochód, nie musi go nawet wydawać na mieszkanie, finansowane w większej części z pieniędzy kościelnych podatników.

Na co idą kościelne pieniądze, do końca nie wiadomo. Sam kościół katolicki wspiera 22 tys. różnorakich fundacji, nie mówiąc już o 25 tys. budynków kościelnych oraz tysiącach obiektów zakonnych. Wspiera też szereg instytucji dobroczynnych na całym świecie. Biskup diecezji Limburg Tebartz van Elst znalazł kilka lat temu inny sposób na wydawanie pieniędzy i za 31 mln euro wybudował swą nową siedzibę. Tysiące euro zapłacił za włoską wannę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA