fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Czy można przygotować się na katastrofę?

Archiwum Prywatne
Pogrupowanie ludzi na trzy kategorie jest bezwzględnym warunkiem opanowania fali epidemicznej – uważa nadbrygadier Ryszard Grosset, ekspert do spraw zarządzania bezpieczeństwem publicznym

W jaki sposób państwo może zapanować nad pandemią?

Planując jakiekolwiek skuteczne rozwiązania dla takiej dziedziny jak epidemiologia trzeba wyjść od analizy tego co mamy do dyspozycji. Kiedyś, w Wielkiej Brytanii wymyślono coś takiego co nazywa się matrycą bezpieczeństwa. Proszę sobie wyobrazić taką tabelę gdzie na pionowej osi rozpisalibyśmy wszystkie możliwe zagrożenia, w tym zagrożenie epidemiczne, a na poziomej wszystkie możliwe służby jakie mamy do dyspozycji. Począwszy od administracji państwowej przez państwowe ratownictwo medyczne, placówki służby zdrowia, podstawową opiekę zdrowotną, straż pożarną, policję... Wszystkich. W zależności od typu zagrożenia, każdemu z tych podmiotów można przypisać jakąś konkretną rolę, w którą musi się wpisać każda z tych służb, wypracowując własne zasady działania i rozwiązania, które razem złożą się na plan zarządzania kryzysowego dla danego rodzaju zdarzenia, w naszym przypadku dla epidemii wirusa SARS-CoV-2.

Co to oznacza, że musi wypracować sobie rozwiązania?

Bo te rozwiązania muszą być dopasowane do rodzaju zagrożeń. W normalnych warunkach aptekarz po prostu sprzedaje leki. W dzisiejszych warunkach musi zadbać żeby w aptece nie stworzył się tłok, czyli sprzedaje na przykład przez okienko nocne, albo wpuszcza pojedynczo klientów do apteki. Powinien mieć rękawiczki, albo mieć dostęp stały do środków dezynfekcji, być może maseczkę i tak dalej. Podczas epidemii pewne zasady działania służb się zmieniają. Strażak ochotnik, który pomaga w zrobieniu chorym czy starszym osobom zakupów też musi mieć maseczkę, rękawice, gogle. Dobrze byłoby gdyby miał ubranie ochronne. Pierwszy etap to stworzenie na szczeblu państwa, województwa, czy jakimkolwiek innym szczeblu administracji, matrycy bezpieczeństwa, czyli analizy współzależności i kompetencji służb. Jest to zresztą zgodne z zapisami ustawy o zarządzaniu kryzysowym. Siatka bezpieczeństwa ma sens wtedy, jeśli umieścimy w niej wszystkie przewidywalne rodzaje i aspekty zagrożeń. Jeśli coś przeoczymy to powstanie dziura, czyli nieciągłość w procedurach i luka w naszej logice postępowania. Druga sprawa to niezawodna informacja. To jest absolutna podstawa zarządzania kryzysowego. Musimy mieć dostęp do wszystkich końcówek tej sieci nerwowej, w naszym przypadku placówek epidemiologicznych i wszystkich służb zajmujących się problemem epidemii, czyli zarówno lekarzy podstawowej opieki medycznej, ale też, na przykład, służb granicznych, które posiadają informacje o osobach potencjalnie zarażonych przekraczających granicę obszaru zapowietrzonego. Ta sieć musi łączyć wszystkie służby, które są zamieszane w obsługę tej sytuacji. Kolejny aspekt tej sprawy to zapewnienie drożności kanałów komunikacyjnych, tak aby nic nam się nie wymknęło. Następna sprawa to jest kwestia segregacji pacjentów. Trzeba oddzielić tych, którzy są zarażeni wirusem z Wuhan, od potencjalnie zarażonych i ozdrowieńców, czyli tych u których objawy choroby zniknęły, ale wirus jest nie został całkowicie zwalczony przez ich organizmy i są nadal jego nosicielami. To pogrupowanie ludzi na trzy kategorie jest bezwzględnym warunkiem opanowania fali epidemicznej rozumianej jako jej wypłaszczenie. Chodzi o rozciągnięcie jej w czasie tak, aby nie przekroczyć amplitudy, która wyznacza wydolność służby zdrowia. Pamiętajmy, że leczenie człowieka trwa pewien czas. To wcale nie znaczy, że jeżeli mamy tylko 50 zachorowań dziennie, to jest wspaniale bo my mamy sto tysięcy respiratorów do dyspozycji. Te przypadki się sumują. Choroba trwa 2 do 3 tygodni. Oznacza to, że w sumie mamy 14 do 21 dni razy tych 50 pacjentów i to jest dopiero realny obraz sytuacji.

Czy ta siatka zdarzeń przewiduje lawinowy rozwój choroby, na przykład sytuację, w której zachorowało milion osób?

Oczywiście. Musi przewidywać. Granicą funkcjonowania tego rodzaju matryc jest tylko wyobraźnia tworzących je ludzi. Musimy być przygotowani na lawinowy rozwój wydarzeń.

Czy lawina zachorowań coś zmienia?

Zmienia o tyle, że zawęża obszary segregacji. Jeśli mamy mało przypadków zachorowań, hospitalizujemy wszystkich ludzi, u których stwierdzono zakażenie wirusem. Jednak z tych zarażonych ludzi 60 może nawet 70 procent przejdzie zakażenie bardzo łagodnie. Wobec tego, jeśli zwiększy się skala zdarzenia i pojawi się większa ilość chorych być może będziemy musieli zrezygnować z hospitalizacji tych najłagodniejszych przypadków. Ograniczyć je do kwarantanny domowej. Natomiast na oddziały szpitalne przyjmować jedynie te najcięższe przypadki. Jeśli mamy milion zachorowań rozszerzamy statystykę zdarzeń. Z tych ciężkich przypadków około 10 procent wymaga użycia respiratora. To są osoby z bardzo ciężkimi komplikacjami. W krytycznych sytuacjach być może trzeba będzie na oddziałach szpitalnych zostawić wyłącznie tych najciężej doświadczonych przez wirusa, czyli właśnie te 10 procent, a całą resztę przenieść do innych szpitali, które do tej pory były poza siecią wydzielonych szpitali zakaźnych. Te szpitale zostaną opróżnione z osób, które były przeznaczone do leczenia planowanego, a staną się miejscem leczenia tych lżej chorych zarażonych. Oczywiście, przepływ między tymi grupami musi być zapewniony, czyli ktoś kogo stan się pogarsza zostaje przeniesiony do sieci szpitali zakaźnych, a ozdrowieńców ze szpitali zakaźnych przenosimy do szpitali zaadoptowanych.

Czy jeśli sytuacja przekroczy możliwości wydzielonej sieci szpitali, to na pomoc zostanie wezwane wojsko albo straż pożarna?

To jest kwestia odizolowania i pomocy medycznej osobom najciężej chorym. Być może w takiej sytuacji trzeba będzie szukać innych obiektów izolowanych, obiektów możliwych do przeprowadzenia pełnej izolacji, w których byliby umieszczeni ci lżej chorzy. Lata temu kiedy rozważaliśmy problem eboli zastanawialiśmy się czy nie wykorzystać w tym celu obiektów poligonowych, bądź też, co zrobili Chińczycy, a częściowo też Włosi, wykorzystania obiektów penitencjarnych, bo ten obiekt zapewnia możliwości pełnej izolacji i wyklucza możliwość ucieczki z kwarantanny.

Czyli te drastyczne doniesienia z Korei o miejscach kwarantanny otoczonych drutem kolczastym to nie jest coś czego nie biorą pod uwagę nasze służby?

Nie wiem czy są one brane pod uwagę, ale powinny być. Pamiętajmy, że kwarantanna wpływa negatywnie na psychikę człowieka. Może się zdarzyć sytuacja jaką mieliśmy w Ożarowie, problem człowieka, który nie wytrzymał psychicznie kwarantanny i zagroził wysadzeniem budynku, a z drugiej strony są inne, zupełnie ludzkie emocje. To może być sytuacja gdzie chora matka czuje przemożną potrzebę przytulenia dziecka, albo zwyczajnie nie wie co się z nim dzieje, to może być chory poinformowany o kłopotach w domu i oni postanawiają natychmiast opuścić ośrodek leczniczy i pojechać do bliskich. Dobrze jest mieć pewność, że jesteśmy w stanie nad takimi zdarzeniami zapanować.

Jaki może być najgorszy scenariusz podczas takiej epidemii?

Najgorszy scenariusz ma w tej chwili miejsce we Włoszech. Oznacza przekroczenie potencjału służby zdrowia, kiedy okazuje się, że ta najbardziej poszkodowana grupa chorych jest liczniejsza niż możliwości terapeutyczne, kiedy mamy, na przykład, 10 tysięcy respiratorów i 15 tysięcy zarażonych, którzy powinni ich używać. W takiej sytuacji musimy podjąć decyzję, że na przykład, ratujemy ludzi młodszych niż 60 lat. Dokonywanie tego typu wyborów to jest dramat. To jest selekcja, przed którą w pewnych sytuacjach nie ma ucieczki.

Nadbrygadier Ryszard Grosset jest ekspertem do spraw zarządzania bezpieczeństwem, byłym rektorem Szkoły Głównej Służby Pożarniczej, byłym wiceszefem Obrony Cywilnej Kraju i byłym zastępcą Komendanta Głównego PSP

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA