fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Prof. Wielgoś: Jesteśmy przed szczytem pandemii

materiały prasowe
Procedury pilne i onkologiczne w naszych placówkach wykonywane są bez zmian, choć kończą się środki ochrony – mówi prof. Mirosław Wielgoś, rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, który zarządza sześcioma szpitalami.

U jednego z pracowników administracji stwierdzono obecność koronawirusa. Nie wiedzieliśmy o tym wcześniej. Natychmiast zastosowane zostały wszystkie procedury. Zamknęliśmy szpital – nikt nie mógł go opuścić, odnaleziono bezpośrednie kontakty. Wszystkie te osoby zostały poddane kwarantannie. Po siedmiu dniach będą miały wykonane testy. Wśród tych osób jest dyrektor szpitala, lekarze i pielęgniarki. Ponad 300 osób, które mogły mieć kontakt z zakażonym, musi się obserwować i w razie jakichkolwiek objawów również poddać kwarantannie. Szpital jest dezynfekowany. Robimy wszystko, aby mógł dalej pracować, bo jest potrzebny warszawiakom. Według wstępnej oceny nie wydaje się, że może to mieć duży wpływ na jego funkcjonowanie w najbliższych dniach.

Studentów w szpitalach już nie ma, powinno być zatem lepiej, lekarze są odciążeni.

Nie możemy mówić, że jest lepiej, bo w klinicznym szpitalu nie ma studentów. To kolejna odsłona dramatu – brak możliwości kształcenia przyszłych medyków w związku z problemem, z którym boryka się praktycznie cały świat. Mamy dziś możliwość odbywania zajęć dydaktycznych z wykorzystaniem zdobyczy e-learningu, ale nie zastąpi to zajęć praktycznych, przy łóżku chorego. To, że sytuacja w szpitalach będzie ulegała pogorszeniu, wydaje się być nieuniknione. Objawi się to wraz ze wzrostem liczby zakażonych, która w niedługim czasie będzie liczona w tysiącach. Około 20 proc. z tych osób będzie wymagało hospitalizacji, a część z nich będzie musiała być leczona przy użyciu respiratorów. Trudno sobie przy takiej perspektywie wyobrazić, że będą szpitale, które nie zetkną się z problemem koronawirusa. Będzie to dotyczyło także największych szpitali stolicy. A czy można nad nimi panować? Na razie tak. Ale co będzie dalej – tego na razie wiemy.

Jak one funkcjonują na co dzień, czego brakuje? Jesteście zdani na siebie czy odczuwacie faktyczną pomoc władz?

Wszystkie nasze szpitale funkcjonują w pełnej gotowości, dostosowując bieżącą aktywność do sytuacji epidemiologicznej. Wszystkie procedury, które nie muszą być obecnie wykonywane, zostały odłożone. Dotyczy to zarówno hospitalizacji, jak i działalności ambulatoryjnej. Wprowadzamy do naszej praktyki tzw. telewizyty i teleporady. Mogą one zastąpić przynajmniej część wizyt ambulatoryjnych – chociażby takich, których głównym celem jest przedłużanie leczenia i można je zrealizować za pomocą e-recepty.

Oczywiście we wszystkich przypadkach nagłych, przypadkach onkologicznych (rozpoznanych i podejrzewanych), jak również w sytuacjach przewlekłych, wymagających ciągłego nadzoru i leczenia, pomoc jest udzielana w nieprzerwany sposób.

Środków ochrony indywidualnej macie dość?

Szybko się wyczerpują. Nie dość, że ich ceny drastycznie wzrosły, to jeszcze większość z nich nie jest obecnie dostępna. Tylko karkołomne wyczyny dyrektorów naszych szpitali sprawiają, że nadal mamy te środki w posiadaniu i stale pozyskujemy nowe. Jednak to, co udaje nam się zdobyć, wystarcza jedynie na bieżącą działalność – przynajmniej na razie.

Ilości środków, które dostajemy z Agencji Rezerw Materiałowych, na pewno nie są wystarczające. Przypomina to raczej handel detaliczny niż hurtowy. Poza tym po wiele towarów (czasami w bardzo małych ilościach) musimy jeździć własnym transportem, czasami nawet kilkaset kilometrów. Stale poszukujemy zarówno miejsc, w których możemy dokonać zakupów, jak też środków finansowych, które pozwolą nam takie zakupy realizować. Oby tylko był jeszcze dostępny towar, który będzie można za te środki zakupić.

Jak wygląda sprawa personelu? Część przecież pracuje na kontraktach i może nie przyjść do pracy, część jest na zwolnieniach, część opiekuje się dziećmi. Za chwilę część może zostać poddana kwarantannie – tak jak na Banacha – a część zakażona...

Braki personelu zaczynają być już zauważalne. Przynajmniej na razie – nie są jeszcze tak bardzo odczuwalne, a to ze względu na wspomniane już wcześniej ograniczenie planowej działalności naszych szpitali. Ale ta sytuacja wkrótce może się zmienić.

Czy nie powinno się sięgnąć po studentów w sposób sformalizowany i pomyśleć o stanie wyjątkowym, aby móc głębaiej sięgnąć po medyków?

Na razie nie ma konieczności ogłaszania stanu wyjątkowego po to, „aby móc głębiej sięgnąć po medyków", czego oczywiście nie można wykluczyć w przyszłości. Jeżeli chodzi o studentów, to nie możemy nakazać im wykonywania czynności wykraczających poza ramy nauczania – nawet szeroko pojęte. Na szczęście wielu spośród nich samodzielnie deklaruje chęć pomocy w tej arcytrudnej sytuacji – zwłaszcza wtedy, gdy będzie ona ulegała systematycznemu pogarszaniu. Może odbywać się to na zasadzie dobrowolności, w ramach wolontariatu. Nasi studenci to wspaniali i odpowiedzialni młodzi ludzie, którzy są gotowi już teraz nieść pomoc tam, gdzie jest ona potrzebna.

Uczelnia musi jednak zadbać o to, aby w jak najmniejszym stopniu narażać ich na niebezpieczeństwo, które – nie ukrywajmy – w aktualnej sytuacji istnieje. Tak naprawdę obecnie wszyscy jesteśmy narażeni. Chcemy, aby studenci, którzy zdecydują się na różne formy aktywności w ramach wolontariatu, posiadali ubezpieczenie, obejmujące tę działalność. Wolontariat studentów Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego praktycznie już jest faktem. Minister zdrowia, profesor Łukasz Szumowski, zwrócił się do nas w ubiegłym tygodniu z prośbą o pomoc w obsłudze infolinii sanepidu – prosił o dziesięciu studentów. Zgłosiło się 120 osób. Kolejne zapotrzebowanie nadeszło ze szpitala zakaźnego, w którym w klinice chorób zakaźnych wieku dziecięcego brakowało personelu także w zakresie infolinii. Od poniedziałku pomagają tam nasi studenci. Lista chętnych – oczywiście do różnych aktywności – jest już długa.

Dlatego, chcąc wprowadzić skoordynowane działania, wraz z samorządem studentów naszej uczelni, zainicjowaliśmy projekt pod nazwą „Akcja-Detronizacja: Społeczność WUM zdejmuje koronę wirusowi". W ramach tej akcji będziemy zbierali na bieżąco i w uporządkowany sposób zapotrzebowanie na różnego rodzaju formy pomocy, jak też stworzymy swoisty bank, w którym będziemy gromadzili napływające z zewnątrz oferty i propozycje wsparcia. Dzięki temu powstanie prężnie działający system, dający możliwość wielokierunkowego niesienia pomocy tym, którzy będą jej potrzebowali.

Jak działa szpital dziecięcy?

Szpital pediatryczny, będący jednym z trzech szpitali, wchodzących w skład Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM, funkcjonuje aktualnie z zachowaniem wszelkich niezbędnych w dobie zagrożenia procedur. Jest wzorcowo oznakowany, a izba przyjęć zakaźna działa 24 godziny na dobę. W oddziale izolacyjnym codziennie obserwowanych jest kilkoro dzieci, oczekujących na wyniki badań w kierunku wirusa SARS-CoV-2, które – jak do tej pory – okazują się być ujemne. Oddział intensywnej terapii jest w pełni przygotowany na przyjmowanie zakażonych dzieci, wymagających terapii z zastosowaniem respiratora. Nadal jest jednak pusty – i niech tak pozostanie.

A inne szpitale?

Pracują, ale z ograniczeniem działalności planowej. Wszyscy pacjenci, którzy w danym momencie wymagają hospitalizacji, zostaną oczywiście przyjęci. Pozostali muszą niestety poczekać na unormowanie się sytuacji, o ile oczywiście takie oczekiwanie nie wpłynie bezpośrednio negatywnie na ich zdrowie. Chociaż zapewne nie będą szczęśliwi z powodu tego, że obecnie nie zostaną przyjęci na zabiegi, na które czekają niekiedy rzeczywiście długo. Muszą jednak zrozumieć, że takie decyzje podejmowane są w związku ze stanem wyższej konieczności, a ich celem nadrzędnym jest zarówno dobro jednostki, jak też ogółu. Takie są realia działania w obliczu pandemii.

Ona trwa i może za wcześnie na wnioski, ale czego powinniśmy się nauczyć z tego, co się wydarzyło? Trzeba podnieść nakłady na służbę zdrowia nie o 0,5 proc. co roku, ale 5 proc. natychmiast po pandemii?

Wyciągnijmy wnioski z tej lekcji i starajmy się nie zapomnieć o tym, żeby wprowadzić je jak najszybciej w życie, jak pandemia się skończy. Pamiętajmy, że to, z czym mamy obecnie do czynienia, jest problemem globalnym, który dotyczy absolutnie nas wszystkich. Mamy też kolejny dowód na to, że najważniejsze jest bezsprzecznie zdrowie. Przez duże „Z". Nic innego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA