W środę Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że testy potwierdziły obecność SARS-CoV-2 u 6 526 osób, z powodu COVID-19 zmarło 11, a z powodu współistnienia COVID-19 z innymi schorzeniami zmarło 105 osób. Zarówno dobowa liczba nowych zakażeń, jak i przypadków śmiertelnych jest najwyższa od początku epidemii w Polsce.
- Zmierzamy w kierunku ogłoszenia ponad stu powiatów jako powiatów czerwonych. Będzie wśród nich wiele dużych miast - zapowiedział rzecznik resortu Wojciech Andrusiewicz.
Epidemia w Polsce - dowiedz się więcej:
Mentzen: Rząd wie, że działa nielegalnie. To bantustan
Umiera ponad pięciokrotnie więcej osób zakażonych niż miesiąc temu
Więcej objętych kwarantanną niż mieszkańców Gdyni
Epidemia w Polsce: 6 526 nowych zakażeń, zmarło 116 osób
Część nauczycieli obawia się zarażenia się od dzieci, które w większości bezobjawowo przechodzą zakażenie koronawirusem. Czy w związku z tym należy zamknąć szkoły i wrócić do nauczania zdalnego? Pytany o to w RMF FM dr Paweł Grzesiowski zastrzegł, że analiza danych epidemiologicznych nie jest pełna, ale na jej podstawie "mamy pewne podejrzenia i to mocno ugruntowane", że w szkołach odbywa się transmisja wirusa.
- Szczególnie w tych miejscach, w tych strefach, które w tej chwili są najbardziej aktywne, czyli w strefach czerwonych oraz w dużych miastach - dodał.
W tych obszarach, zdaniem immunologa, istnieje w tej chwili wskazanie, aby albo całkowicie zamknąć szkoły, albo skierować na nauczanie zdalne część klas, "szczególnie starszych, powyżej dwunastego roku życia".
- Dlaczego tak uważam? Otóż najważniejszym dla nas elementem, o którym my w tej chwili nie wiemy wiele, jest przenoszenie wirusa przez osoby skąpoobjawowe. Czyli ktoś wygląda na zdrowego, a jest chory i zaraża - wyjaśnił Grzesiowski.
W przypadku zamknięcia szkół rodzice będą musieli zostać w domach z dziećmi, co nie pozostanie bez wpływu na gospodarkę. Dopytywany o to Grzesiowski zastrzegł, że nie proponuje zamykania szkół na cały semestr. - Mówię tutaj wyraźnie o tym, żeby zamknąć szkoły w strefach czerwonych, które jak wiemy, dosyć szybko mogą się zmieniać. To znaczy: jeśli dwa-trzy tygodnie potrwa taki minilockdown, to strefa czerwona staje się np. strefą żółtą, czyli spada po prostu liczba zachorowań - powiedział.
Rozmówca RMF FM podkreślił, że szkoła to nie tylko ruch dzieci w klasach, lecz także mnóstwo osób dorosłych - nauczyciele, personel pomocniczy, a także "wielki ruch w środkach komunikacji miejskiej".