fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Drugiego ogólnopolskiego lockdownu nie będzie

Ściągnięty z urlopu minister zdrowia Łukasz Szumowski uspokajał w piątek, że rekordowa liczba zakażeń jest wynikiem przesiewowych badań w kopalniach
Mateusz Włodarczyk/forum
Po nowym rekordzie zakażeń rząd rozważa powrót obostrzeń. Ale tylko lokalnie.

658 nowych zakażeń w sobotę to najwyższy jak dotąd wynik. W piątek było podobnie – odpowiednio 657 przypadków. Statystykę obniża nieco niedziela z 548 potwierdzonymi testami. Wciąż najwięcej odnotowuje się ich na Śląsku i w Małopolsce. Łącznie od piątku do niedzieli przybyły 1863 zakażenia.

W niedzielę zmarło 10 zakażonych, w sobotę 5, a w piątek 7. Łączna liczba zmarłych od początku pandemii to 1731 przy 46 894 zakażonych.

Resort: górnicy podbijają statystykę

Ściągnięty z urlopu minister zdrowia Łukasz Szumowski uspokajał w piątek, że rekordowa liczba jest wynikiem przesiewowych badań w kopalniach: – Jeśli odjęlibyśmy te 100 przypadków z jednej kopalni i 227 ze Śląska, gdzie są to głównie górnicy i ich rodziny, to wzrost nie byłby aż taki wielki. Do tego dwa–trzy ogniska w Małopolsce – przekonywał.

I zapewnił, że nie ma mowy o powrocie do izolacji społecznej z marca i kwietnia: – Lockdownu w Polsce na pewno nie będzie. Mamy na szczęście do czynienia z ogniskowym charakterem wzrostów – powiedział.

Rząd jednak wyraźnie zmienił narrację. Zamiast zapewniać o wypłaszczaniu się krzywej zakażeń, w piątek po południu zwołano zespół zarządzania kryzysowego, a po posiedzeniu rzecznik rządu Piotr Müller zapowiedział, że rząd bierze pod uwagę zaostrzenie obostrzeń w powiatach, w których wzrost zakażeń jest największy (pod uwagę branych jest 20 z 400 powiatów), oraz powrót kwarantanny dla wybranych krajów, w których notuje się wzrost zakażeń. – Analizowano m.in. regionalne podejście do obostrzeń, które mogą obejmować poszczególne gminy lub powiaty, tak aby dostosować ewentualne decyzje do lokalnej sytuacji. W tej chwili nie zarekomendowano przywrócenia obowiązkowej kwarantanny, ale taki wariant jest brany pod uwagę – zastrzegł rzecznik rządu, dodając, że decyzje zostaną podjęte w ciągu najbliższych tygodni.

Przypomniał, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych publikuje listę państw, w których liczba zakażeń jest największa (znajdują się na niej m.in. Hiszpania i Czarnogóra), ale na razie wyjazd do nich nie wiąże się z żadnymi restrykcjami.

Zespół analizował również przywrócenie od września stacjonarnej nauki w szkołach. Jak zapewnił Müller, rząd pracuje nad szczegółowymi wytycznymi w tej sprawie i przygotuje warianty podejmowania decyzji np. o ograniczeniu stacjonarnego nauczania w ogniskach zakażeń.

Część szkół do zamknięcia?

Jak mówił tydzień temu wiceminister zdrowia Waldemar Kraska, decyzja w tej sprawie zostanie podjęta w ostatnim tygodniu sierpnia.

Tymczasem, jak wynika z sondażu przeprowadzonego przez agencję badań SW Research dla „Rzeczpospolitej”, za powrotem od września uczniów do szkół opowiedziało się 47,3 proc. badanych, a więc co drugi, a za nauczaniem zdalnym – tylko co trzeci.

Rzecznik rządu zaapelował do właścicieli sklepów i restauracji, by przypominali o obowiązku noszenia maseczek w zamkniętych przestrzeniach, bo z informacji głównego inspektora sanitarnego wynika, że właśnie tam pojawiają się nowe ogniska. Zdementował jednak pogłoskę, jakoby przymierzano się do zaostrzenia kar za nienoszenie maseczek w sklepach czy miejscach publicznych.

Tymczasem lekarze alarmują, że do zakażeń może dojść również w szpitalach. Podczas gdy przypadki koronawirusa wyłączają z funkcjonowania całe oddziały (np. w szpitalu w Ostrowie Wielkopolskim w ostatnim czasie zamknięto trzeci – po geriatrii i internie – oddział w tym miesiącu – ginekologiczny), prawdziwe oblężenie przeżywają szpitalne oddziały ratunkowe (SOR).

Jak informuje Porozumienie Chirurgów Skalpel, na SOR-ach jest dwa razy więcej pacjentów, a jeśli dodać do tego oddziały przepełnione pacjentami przyjętymi „na ostro”, sytuacja robi się wyjątkowo trudna.

– Na piątkowym dyżurze chirurgicznym przyjęliśmy ponad 60 pacjentów, dwa razy więcej niż przed pandemią. Tę tendencję obserwujemy od kilku tygodni. Po części to efekt tego, że w czasie lockdownu ludzie unikali bezpośredniego kontaktu z lekarzem i choroby przewlekłe, w tym chirurgiczne, zaostrzyły się. W dodatku przeciążeni lekarze rezygnują z pracy na SOR. Czeka nas poważny problem kadrowy – mówi Krzysztof Hałabuz, prezes Porozumienia Chirurgów Skalpel i rezydent chirurgii ogólnej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA