fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Polska gotowa na koronawirusa tylko na papierze

Pojawienie się koronawirusa w masowo odwiedzanych przez Polaków Włoszech skłoniło władze tego kraju do skrócenia karnawału w Wenecji i odwołania wielu innych wydarzeń publicznych
AFP
W polskich szpitalach brak masek, lekarze boją się epidemii, lecz rząd zapewnia, że kontroluje sytuację.

Polskie władze twierdzą, że są przygotowane na koronawirusa. – Omówiliśmy szczegółowo zagadnienia dotyczące tego, co robić, by ograniczać ewentualne rozprzestrzenianie się koronawirusa. Mamy gotowe laboratoria – mówił w poniedziałek premier Mateusz Morawiecki na konferencji.

Lekarze są innego zdania. – Przygotowani jesteśmy tylko na papierze. Sprawdzianem będzie pojawienie się pierwszych zachorowań, których spodziewam się już wkrótce – mówi dr Dorota Gałczyńska-Zych, dyrektor Szpitala Bielańskiego w Warszawie.

Czytaj także:

Bogusław Chrabota: Władzo, nie jesteśmy z innej gliny

Pacjenci, którzy wrócili z Chin lub mieli kontakt z osobą po takiej podróży, są odsyłani z kwitkiem zarówno przez lekarzy pierwszego kontaktu, jak i przez szpitale. O Polce, która po powrocie z Włoch, z Mediolanu, została odesłana do domu przez szpital zakaźny, informował w internecie dr Jakub Kosikowski, który sprawę zgłosił do sanepidu. O podobnych sytuacjach alarmują czytelnicy „Rzeczpospolitej". Organizatorzy nie odwołują wydarzeń, na które zaproszono zawodników z całego świata. Przykład to impreza e-sportowa Intel Extreme Masters 2020 w Katowicach, przy czym sam sponsor tytularny tego wydarzenia wycofał się z udziału, właśnie z uwagi na zagrożenie koronawirusem.

Lekarze czują się zagrożeni wirusem. – Masek przeciwwirusowych nie można dostać od miesiąca. Nawet gdybyśmy chcieli kupić je za własne pieniądze – mówi anestezjolożka z dużego szpitala na Mazowszu.

Na brak podstawowych zabezpieczeń skarżą się także medycy z Lubelszczyzny czy Łódzkiego. – Część otwarcie mówi, że jeśli nie będziemy mieli środków ochronnych, a pojawi się wysyp pacjentów z niewydolnością oddechową, nie przyjdą do pracy – ostrzega lekarka z Warszawy.

Nie dziwi to prof. Roberta Flisiaka, prezesa Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych: – Mogę sobie wyobrazić, że w wielu szpitalach brakuje masek, kombinezonów, bo choć powinny stanowić stałe wyposażenie i być regularnie wymieniane, wiele placówek na nich oszczędzało. A kiedy po informacjach o epidemii próbowały uzupełnić zapasy, nie było ich już w hurtowniach.

Zdaniem dr Gałczyńskiej-Zych pracownicy ochrony zdrowia mają prawo czuć się zagrożeni, bo, jak wynika z doniesień z Chin, wirus zaatakował wielu członków personelu medycznego.

Przed wirusem usiłują się bronić szkoły. Dyrektorzy niektórych placówek z Mazowsza proszą rodziców dzieci, które wróciły z ferii w Azji lub Włoszech, by przez dwa tygodnie zatrzymali je w domu.

– Dyrektor odpowiada za bezpieczeństwo uczniów. Przed podjęciem decyzji powinien jednak skontaktować się ze stacją sanitarno-epidemiologiczną, by jego działania były zgodne z procedurami – komentuje Anna Ostrowska, rzecznik MEN.

Główny inspektor sanitarny Jarosław Pinkas uspokaja, że sytuacja jest pod kontrolą. – Kiedy wirus dotrze do Polski, będziemy musieli się z nim zmierzyć – mówi.

Dorota Gałczyńska-Zych nie jest pewna, z jakim skutkiem. – To biologiczna trzecia wojna światowa. Jej rozmiary poznamy w boju – ostrzega.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA