fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikty zbrojne

Koniec silnego człowieka Libii. Haftar stracił prawie wszystko

Trypolis, plac Męczenników, 5 czerwca. Zwolennicy uznawanego przez ONZ rządu jedności narodowej świętują ocalenie stolicy i odbicie podstołecznej Tarhuny, gdzie główną bazę na zachodzie kraju miały oddziały generała Haftara
AFP
Los Libii wydawał się przesądzony. Ci, co mieli przegrać, po wsparciu przez Turcję obronili stolicę. Kończą odbijanie zachodu kraju. I nie zamierzają na tym poprzestać.

Jeszcze na początku roku upadek Trypolisu wydawał się nieunikniony. Bronił się tam rząd jedności narodowej, znany pod angielskim skrótem GNA. Jest uznawany przez ONZ, ale z tego uznania niewiele wynikało, gdyby padł, świat by to uznał ze spokojem.

Stolicę wiele miesięcy oblegała związana z konkurencyjnym rządem armia pod wodzą gen. Chalify Haftara, najbardziej wpływowego człowieka w Libii od czasu upadku dyktatora Muammara Kaddafiego w 2011 roku. Jego wspierała silna, choć egzotyczna koalicja: Egipt, Rosja, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Francja. Arabscy sojusznicy Haftara identyfikują GNA z Bractwem Muzułmańskim i traktują jak wielkie zagrożenie. U siebie Bractwo, najważniejszą organizację islamistyczną na świecie, tępią wszelkimi możliwymi środkami. Sukces GNA ma znaczenie daleko wyrastające poza granice Libii.

Od 4 czerwca Trypolis nie jest już zagrożony, siły Haftara przegrały jednak nie tylko bój o stolicę, straciły w ostatnich dniach prawie wszystko, co miały na zachodzie. GNA jest bliska opanowania leżącej w środku Syrty, niegdyś miasta Kaddafiego, a potem przez parę lat najcenniejszego w Libii łupu tzw. Państwa Islamskiego. Rząd z Trypolisu nie zamierza się jednak zatrzymywać, wspomina o odbiciu wschodu z Bengazi i Tobrukiem na czele, gdzie zaczynał się zwycięski pochód Haftara.

Teraz kariera 76-letniego generała (niektórzy tytułują go marszałkiem) dobiega końca. Odwrócił się od niego przywódca konkurujących z GNA władz w Tobruku Akila Saleh Isa.

Zniszczone międzynarodowe lotnisko w Trypolisie, odbite przez siły rządowe
AFP

Skąd ta zmiana na froncie? Stało się to możliwe, dzięki zdecydowanemu militarnemu zaangażowaniu się po stronie GNA Turcji. Od czasu rewolucji arabskich sprzed dekady jest ona najważniejszym sojusznikiem Bractwa Muzułmańskiego (drugi, militarnie nie tak atrakcyjny, ale dysponujący obfitą sakiewką – to Katar). Wspierając rząd w Trypolisie, Turcja staje się też głównym rozgrywającym we wschodniej części Morza Śródziemnego. Z GNA dzieli sobie podwodne złoża gazu i ropy, nie bacząc na oburzenie innych państw: Grecji, Cypru, Izraela czy Egiptu.

Kogo w tym dziwacznym gąszczu interesów popierają Stany Zjednoczone? – „Libia dla Libijczyków", wszystkie obce siły i najemnicy powinni opuścić ten kraj – powiedział kilka dni temu amerykański ambasador w Libii Richard Norland. Podkreślił, że „prawdziwa eskalacja" konfliktu nie rozpoczęła się od tureckiej interwencji. Ona była reakcją na interwencję rosyjską – najemników z Grupy Wagnera – z października ubiegłego roku.

Można dodać, że o wojskowym wsparciu Moskwy dla Haftara mówiło się już wcześniej. Sam generał regularnie odwiedzał Rosję, na jesieni 2018 roku spotkał się przy jednym stole z rosyjskim ministrem obrony oraz Jewgienijem Prigożinem, nadzorującym wysyłanie wagnerowskich najemników w miejsca konfliktów, na których chce skorzystać Kreml.

Amerykanie mieli problem z Haftarem, w czasach rewolucji przeciw Kaddafiemu uchodził co prawda za ich agenta, wiele lat mieszkał w USA, ale gdy urósł, demonstracyjnie szukał poparcia gdzie indziej. Jednak rok temu, gdy oblegał Trypolis, prezydent Donald Trump pochwalił go za „walkę z terroryzmem".

Wojna domowa w Libii – bogatym w surowce kraju – trwa już dziewięć lat, przechodzi różne fazy, angażują się w nią gracze zewnętrzni. – Nie sądzę, że to będzie druga Syria – pociesza ambasador Norland.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA