fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikt na Ukrainie

Krym: Po wodę beczkowozem lub czołgiem

AdobeStock
Na okupowanym Krymie trwa katastrofalna susza, w miastach zaczęto racjonować wodę pitną.

„Dajcie wodę!" – ataman miejscowych kozaków Siergiej Akimow z takim plakatem pikietował pod miejscowym parlamentem.

W Rosji organizacje kozackie są silną podporą władz, ale na półwyspie już w ponad 30 miejscowościach wprowadzono racjonowanie. Najgorzej jest w północnej i centralnej części Krymu (w okolicach Symferopola), ale brak wody pitnej odczuwają nawet kurorty na wybrzeżu, w tym Ałuszta.

Tam, gdzie jeszcze cieknie z kranu, jest ona coraz gorszej jakości.

Z powodu rosyjskiej agresji Ukraina w 2015 roku zamknęła tamą Kanał Północnokrymski, który dostarczał 80–85 proc. potrzebnej wody. Przez pierwsze lata półwysep wychodził z blokady obronną ręką. Ale ubiegłoroczna zima była bezśnieżna, a od wiosny nie ma opadów deszczu. Zbiorniki wodne wypełnione są w 1/5–1/6, a niektóre zupełnie wyschły. Na dnie Zbiornika Symferopolskiego próbowano zorganizować koncert, by przyciągnąć uwagę moskiewskich władz.

– Trzeba było prowadzić rozmowy (z Ukrainą – przyp. red.). A oni (rosyjskie władze Krymu – przyp. red.) mówili, że woda z Kanału Północnokrymskiego jest nam niepotrzebna. No i doczekaliśmy się tego, że u nas racjonują wodę, a ona z każdym dniem jest coraz bardziej brudna – denerwuje się ataman Akimow.

Dopiero na początku tygodnia rosyjski rząd kazał przygotować projekt zaopatrzenia półwyspu w wodę. Ale nikt nie wie, jak to zrobić. Odrzucono propozycję przeciągnięcia wodociągu z najbliższej części Rosji, Kubania – tam też jej brakuje. Na razie trwa poszukiwanie wód podziemnych czy próba budowy zbiorników na deszczówkę. Ale wykorzystywanie tych pierwszych doprowadziło już w niektórych rejonach do zasolenia gleby.

Na Krym przyleciał też samolot wyposażony w urządzenia do rozpylania jodku srebra, który, rozprowadzany w chmurach, przyspiesza opady deszczu. Maszyna zazwyczaj używana jest w Moskwie do zapewniania dobrej pogody na święta majowe (1 i 9 maja). Na Krymie ma jednak problem: nad półwyspem nie ma nawet chmur.

Pochodząca z Krymu nacjonalistyczna rosyjska deputowana Natalia Pokłonska napisała nawet pismo do Wysokiego Komisarza ONZ ds. praw człowieka, skarżąc się na „bezprawne pozbawienie wody". – Po przyjęciu rezolucji w sprawie Krymu ONZ rozesłał wszystkich swym agendom instrukcję, w której napisano, że Krym jest okupowanym terytorium Ukrainy – powiedział przedstawiciel Ukrainy w Nowym Jorku Serhij Kislica. Według prawa międzynarodowego państwo okupujące jest odpowiedzialne za stan zajętych terytoriów i ich ludność.

W tej sytuacji Ukraina na wieść o rozpoczęciu w południowo-zachodniej Rosji manewrów „Kaukaz 2020" podwyższyła gotowość swej armii. Według ukraińskiego wywiadu będzie tam ćwiczyło do 100 tys. żołnierzy, 3 tys. pojazdów wojskowych i 500 samolotów oraz helikopterów.

– Rosjanie będą ćwiczyć to, czego chcą w rzeczywistości. A oni chcą przebić korytarz, uzyskać dostęp do źródeł wody pitnej (dla Krymu – przyp. red.) – uważa ukraiński ekspert wojskowy Michajło Samuś. Ale nie tylko on. Na Ukrainę skierowano amerykańskie oddziały specjalne. Brytyjscy spadochroniarze już lądowali na poligonach obwodu mykołajiwskiego (graniczącego z Krymem) i ćwiczyli wraz z Ukraińcami. Po Morzu Czarnym krążą zaś cztery okręty wojenne NATO.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA