fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikt na Ukrainie

Aleksander Golc: Rosja balansuje na granicy wojny

Shutterstock
Zachód nie będzie rozpoczynał kolejnej wojny światowej z powodu Ukrainy – mówi „Rzeczpospolitej" Aleksander Golc, znany niezależny rosyjski ekspert wojskowy.

Zwiększająca się aktywność rosyjskiej armii u granic Ukrainy oraz zaostrzająca się sytuacja w Donbasie budzą coraz większy niepokój na świecie. W niedzielę do Kijowa dzwonił szef unijnej dyplomacji Josep Borrell, który w imieniu Unii Europejskiej wyraził „niezachwiane wsparcie suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy". Zaniepokojenie sytuacją wyrazili w sobotę szefowie dyplomacji Niemiec i Francji. Poparcie dla Ukrainy deklarował w piątek prezydent USA Joe Biden podczas swojej pierwszej rozmowy telefonicznej z ukraińskim przywódcą Wołodymyrem Zełenskim. Zapowiedział też swoją wizytę w Kijowie. O tym, że Rosja pod pretekstem przygotowań do manewrów „Zapad 2021" ściąga do granic z Ukrainą jednostki z innych regionów, mówił pod koniec marca dowódca ukraińskiej armii Rusłan Chomczak. Sterowana przez Rosję samozwańcza Doniecka Republika Ludowa ogłosiła mobilizację. – Wschód Ukrainy przygotowuje się do wojny – wróżył w poniedziałek czołowy rosyjski dziennik „Kommiersant".

Czytaj także:

Czy tląca się już siódmy rok z rzędu wojna może wybuchnąć na nowo?

Aleksander Golc: Myślę, że Rosja ma określoną motywację do zaostrzenia sytuacji w Donbasie. Dyplomacji rosyjskiej obecnie bardzo brakuje karty przetargowej, której można użyć w negocjacjach z Zachodem. Wcześniej Moskwa wychodziła z założenia, że jeżeli Zachód będzie zaostrzał politykę wobec Rosji, władze rosyjskie zaostrzą politykę wobec własnych obywateli. Działało to tak: Waszyngton wprowadza sankcje za łamanie praw człowieka, a Rosja zakazuje adoptowania rosyjskich dzieci przez Amerykanów. Ale polityka Zachodu wobec Kremla nie uległa zmianie również po tym, jak do więzienia wsadzono Aleksieja Nawalnego. Moskwa więc potrzebuje nowego narzędzia, za pomocą którego mogłaby wywierać presję na Zachód. Stąd zagrożenie wznowienia działań wojennych na Ukrainie na dużą skalę.

Czy władze rosyjskie nie obawiają się nowych sankcji i jeszcze większego zaostrzenia relacji z Zachodem?

Już niebawem pojawią się amerykańskie sankcje za cyberatak SolarWinds, a następnie amerykański prezydent Joe Biden prawdopodobnie będzie musiał wprowadzić drugi pakiet sankcji za otrucie Nawalnego. Możliwości oddziaływania na Rosję poprzez sankcje kurczą się.

Więc gdyby w Moskwie zapadła decyzja, nic już rosyjskiej armii nie powstrzyma?

Gdyby działania wojenne miały się rozpocząć, na pewno nie zaczną się wcześniej jak w połowie maja. Z powodu kiepskich warunków klimatycznych. Wiosną, podczas odwilży, nie ma możliwości prowadzić w Donbasie ofensywy. Sprzęt nie ruszy z miejsca, po prostu utknie w błocie. Rosja pokazuje swoje kolumny czołgów i gdyby nawet chciała je skierować na Ukrainę, musiałyby poczekać, aż ziemia wyschnie.

Ale ukraińska armia od 2014 roku zrobiła spore postępy. To już nie kilkanaście, tylko kilkaset tysięcy żołnierzy dobrze wyposażonych i uzbrojonych.

Mimo to Rosja ma ogromną przewagę wojskową. Sama 8. Armia (mieści się w południowym okręgu wojskowym Rosji – red.) ma olbrzymią moc, a w jej skład wchodzą pełnowartościowe dywizje. Więc nawet te jednostki rosyjskich sił zbrojnych, które znajdują się najbliżej Ukrainy i mogłyby być w to zaangażowane, mają miażdżącą przewagę.

Stany Zjednoczone deklarują poparcie dla Ukrainy. Czy w razie wybuchu wojny w Donbasie na nowo USA czy któryś inny kraj NATO pomoże Ukraińcom?

Pomogą, ale dostawami broni. Wykluczam możliwość ingerencji wojskowej USA czy jakiegokolwiek innego państwa NATO. Artykuł 5. traktatu północnoatlantyckiego nie obejmuje Ukrainy. To jest oczywista sprawa. Sympatie Zachodu będą bez wątpienia po stronie Kijowa, na pewno będą ostre wypowiedzi i oświadczenia, ale nikt nie będzie rozpoczynał kolejnej wojny światowej z powodu Ukrainy.

A gdyby wojna wyszła poza granice Donbasu i rozlała się na pozostałe regiony Ukrainy?

Nie sądzę, by Rosja chciała rozpoczynać wielką wojnę. Moskwa raczej chce balansować na granicy wojny, a taka polityka jest bardzo ryzykowna. Wojna nie jest formułą matematyczną, nie da się dokładnie przewidzieć rozwoju sytuacji i wszystkich skutków. To, jak się potoczy, zależy od tysiąca niezwiązanych ze sobą przyczyn. Nie da się też przewidzieć tego, gdzie wojna może się skończyć.

Czy rosyjskie społeczeństwo nie ma już dosyć wojen?

Mnóstwo sondaży wskazuje na to, że tej euforii, która była po Krymie (chodzi o aneksję w 2014 r. – red.), już nie ma. Ale jednocześnie rosyjskie społeczeństwo bezrefleksyjnie podchodzi do tego, że władze zaniżają liczbę ofiar koronawirusa, a Władimir Putin wciąż ma poparcie w okolicach 60 proc.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA