fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikt na Ukrainie

Ukraina rozpoczęła ćwiczenia rakietowe mimo protestów Rosji

123RF
Wbrew protestom Rosji Ukraina rozpoczęła ćwiczenia rakietowe przy granicy z Krymem.

Władze w Kijowie coraz bardziej uświadamiają sobie, że w konfrontacji militarnej z Moskwą mogą liczyć wyłącznie na siebie. Tym razem to działania Ukrainy zaniepokoiły Rosję.

W czwartek ukraińska armia rozpoczęła dwudniowe ćwiczenia rakietowe w obwodzie chersońskim, niedaleko od granicy anektowanego Krymu. W ćwiczeniach biorą udział samoloty transportowe i bojowe ukraińskich sił powietrznych, oddziały wojsk rakietowych, jednostki łączności oraz drony. Zaangażowane są również radzieckie jeszcze systemy rakietowe S-300.

– W ramach ćwiczeń będą sprawdzane rakiety średniego zasięgu, ponieważ są przestarzałe i często remontowane przez nasze zakłady zbrojeniowe – mówi „Rz" rzecznik dowództwa ukraińskiego lotnictwa Wołodymyr Kryżanowski. – Wcześniej wykorzystywaliśmy poligon na Krymie, ponieważ rakiety potrzebują dużo miejsca i właśnie po to było potrzebne morze. Teraz wybraliśmy najbardziej odpowiednie miejsce, żeby nikomu nie zagrażać. Specjalnie odsunęliśmy się od Krymu, by nie prowokować Rosjan, wiemy, jaka mogłaby być reakcja – dodaje.

O swoich planach Kijów wcześniej poinformował Międzynarodową Organizację Lotnictwa Cywilnego (ICAO), gdyż oznaczały one ograniczenie lotów w strefie objętej ćwiczeniami. Mimo to ukraińscy dyplomaci w Moskwie otrzymali notę protestacyjną, w której Kreml ostrzega, że w przypadku ewentualnego zagrożenia odpowie zestrzeleniem ukraińskich rakiet i uderzeniem w znajdujące się na terenie Ukrainy systemy rakietowe. Rosyjskie media, powołując się na źródło w rosyjskiej armii, podają, że wyposażona w broń przeciwlotniczą Flota Czarnomorska zacumowała przy zachodnim brzegu półwyspu.

– Jest to wojskowo-polityczna prowokacja Ukrainy. Wystrzeliwują przestarzałe radzieckie rakiety, których wcale nie naprawiali. To jest bardzo niebezpieczne – mówi „Rz" płk Igor Korotczenko, redaktor naczelny czasopisma „Nacjonalna Oborona", związanego z rosyjskim resortem obrony. – W Kijowie czekają na naszą odpowiedź, by później wrzeszczeć na cały świat, że są ofiarami agresji, i w ten sposób zwrócić na siebie uwagę nowej administracji Białego Domu – twierdzi.

Nerwowa reakcja Moskwy wiąże się z tym, że od momentu aneksji Krymu Rosja uznaje za swoje przestrzeń powietrzną oraz wody terytorialne półwyspu. W świetle prawa międzynarodowego pozostają one jednak częścią Ukrainy. – Nie robimy ćwiczeń, by denerwować Rosjan, ale po to, by nasza armia zdobywała doświadczenie – dodaje Kryżanowski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA