fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikt Polska-Izrael

Bielecki: Izraela nie stać na przeproszenie Polski

Najważniejszym celem polityki Beniamina Netanjahu jest jego reelekcja w najbliższych wyborach
AFP
Netanjahu przyznał tylko, że słowa szefa izraelskiego MSZ o genetycznym antysemityzmie Polaków były „nieszczęsne".

Wiceszef MSZ Szymon Szynkowski vel Sęk powiedział „Rzeczpospolitej", że już w poniedziałek do złożenia wyjaśnień w tej sprawie została wezwana ambasador Izraela w Warszawie Anna Azari. Ale na razie bez skutku.

– Od tego czasu między Warszawą i Tel Awiwem kontakty oficjalne zamarły – przyznają naszej gazecie źródła dyplomatyczne.

Być może to właśnie ten brak reakcji strony izraelskiej skłonił we wtorek ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher do napisania na Twitterze: „Między bliskimi sojusznikami, takimi jak Polska i Izrael, nie ma miejsca na takie obraźliwe komentarze jak wczorajsza wypowiedź izraelskiego ministra spraw zagranicznych Israela Katza".

Kilka godzin później oficjalne stanowisko w tej sprawie przekazał Polskiemu Radiu Departament Stanu: jeszcze jeden sygnał, że administracja Trumpa nie zamierza przejść do porządku nad deklaracją Katza.

„Zarówno Izrael, jak i Polska są naszymi ważnymi sojusznikami i przyjaciółmi. Wzywamy naszych sojuszników i przyjaciół do znalezienia drogi do usłyszenia się nawzajem, pójścia naprzód, do kontynuowania bliskiej współpracy i dbania o wspólne interesy".

To stanowisko zaskoczyło otoczenie Netanjahu. Izraelski premier jest chyba najbliższym na świecie sojusznikiem Donalda Trumpa, zaś latem ub.r. Stany Zjednoczone poparły Tel Awiw w sporze z Warszawą i zdecydowanie sprzeciwiły się nowelizacji ustawy o IPN, która przewidywała kary więzienia za przypisywanie narodowi polskiemu współodpowiedzialności za Holokaust.

Polska potrafiła uznać swój błąd

O ile jednak wówczas polskie władze było stać na wycofanie się z błędu i nowelizację kontrowersyjnych przepisów, o tyle na razie nic nie wskazuje, by na to samo miało być stać Izrael. Co prawda we wtorek po spotkaniu w Jerozolimie z Beniaminem Netanjahu premier Czech Andrej Babiš przyznał czeskiemu radiu: „Każdy z nas, premierów, ma różnych ministrów służących w naszych rządach, ale jedyną rzeczą, którą powiedział mi premier Netanjahu, jest to, że i on uważa słowa Katza za nieszczęśliwe oświadczenie". Ale to na razie jedyny bezpośredni sygnał, że izraelski premier rozumie powagę sytuacji. Nic nie wskazuje na to, że pójdą za tym jakieś oficjalne kroki z jego strony.

– W środku kampanii wyborczej ani Katz nie wycofa swoich deklaracji o Polakach, ani Netanjahu nie poleci mu, aby coś takiego zrobił. Wynik kwietniowego głosowania jest zbyt niepewny, aby premier mógł się narazić tej części wyborców, którzy myślą jak Katz – mówi „Rzeczpospolitej" Awi Scharf, jeden z naczelnych dziennika „Haarec".

I rzeczywiście, za szefem dyplomacji stanęła znaczna część polityków rządowych, w tym minister edukacji Naftali Bennett. Jedynie minister współpracy regionalnej Cachi Hanegbi z rządzącego Likudu zaatakował partyjnego kolegę Katza. Jego zdaniem wypowiedź o genetycznym antysemityzmie Polaków „wyrządzi wielkie szkody, jeżeli nie będzie przeprosin".

– Jest prawem każdego poważnego polityka izraelskiego powiedzenie prawdy. Dla mnie wszystko to świadczy tylko o delikatnym stanie, w jakim znajdują się relacje izraelsko-polskie – uznał przewodniczący Knesetu Juli Joel Edelstein. Tak, jakby prawdą historyczną był genetyczny antysemityzm i wynikająca z tego współodpowiedzialność polskiego narodu za Holokaust.

– Wiem, że to brzmi jak szaleństwo, ale znaczna część izraelskiego społeczeństwa – uratowani z Holokaustu, ich dzieci i wnuki – uważa, że Katz ma w 100 procentach rację. W tym środowisku poglądy nie ewoluują od dziesiątków lat. Tylko przyjazd do Polski młodych Izraelczyków, którzy widzą, że nad Wisłą jest normalny, nowoczesny kraj, może to zmienić – mówi „Rzeczpospolitej" wpływowy dziennikarz izraelski.

Lauder: to nie jest cywilizowane

Półtora miesiąca przed wyborami do Knesetu, których wynik pozostaje otwarty, izraelscy politycy zaczęli się więc prześcigać w coraz bardziej radykalnym potępianiu Polski.

Jeszcze przed deklaracją Katza, gdy wydawało się, że Netanjahu może przełamać kryzys w stosunkach z Polską, lider centrowej partii Jest Przyszłość Jair Lapid, syn uratowanego z Holokaustu, napisał na Twitterze: „Netanjahu powinien powiedzieć polskiemu premierowi: odwołaj lot do Jerozolimy, nie przyjeżdżaj tutaj, bo nie będziemy iść na żadne kompromisy w sprawie pamięci o Zagładzie".

W czwartek upływa termin rejestracji komitetów wyborczych przed wyborami parlamentarnymi. Jeśli do tego czasu Lapid zbuduje koalicję z innym centrowym ugrupowaniem Izrael Niezłomny byłego generała Benny'ego Gantza, powstanie potężna centrowa koalicja zdolna nawet zagrodzić drogę Netanjahu do reelekcji.

Aby do tego nie dopuścić, w środę premier odwołał szykowaną od pół roku wizytę na Kremlu. Chce dopilnować porozumienia trzech prawicowych i skrajnie prawicowych mniejszych ugrupowań, które po wyborach najpewniej okażą się bezcennym sojusznikiem dla Likudu.

Jednak poświęcanie na ołtarzu gier partyjnych pojednania z Polską jest nie do zaakceptowania dla przywódców wpływowych amerykańskich organizacji żydowskich, których poparcie ma kluczowe znacznie dla Izraela. Przewodniczący Światowego Kongresu Żydów i jeszcze kilka lat temu bliski przyjaciel Netanjahu, odnosząc się do deklaracja Katza, napisał w specjalnym oświadczeniu: „Taki język nie powinien mieć miejsca w cywilizowanej wymianie. Jakież to smutne, że dekady współpracy i dobrej woli są teraz zagrożone. Pracujmy razem, aby przełamać ten kryzys, który okazał się zwycięstwem sił nietolerancji i zacietrzewienia".

David Harris, przewodniczący American Jewish Committee, podkreślił z kolei, że „izraelscy i polscy politycy powinny starannie dobierać słowa i nie pozwolić, aby spory wymknęły się spod kontroli".

Jakby przez przypadek w środę pojawiła się wiadomość, że sprofanowany został cmentarz żydowski w Świdnicy. Ambasador RP w Tel Awiwie Marek Magierowski to zdementował. W przeszłości podobne metody były używane przez hakerów z Rosji, aby zaostrzyć konflikt w Katalonii czy poparcie dla brexitu.

Ale w niezwykle emocjonalnej atmosferze w Izraelu zaczynają się też pojawiać głosy, że kryzys spowodowany wypowiedzią Katza zaczyna kosztować Izrael zbyt wiele. Dziennik „Times of Israel" przypomina, że Polska od lat jest jednym z nielicznych krajów Unii, które bronią polityki Izraela wobec Autonomii Palestyńskiej i starają się znaleźć kompromis między Brukselą i Waszyngtonem w sprawie dalszej strategii wobec Iranu. „Jerusalem Post", dziennik, który wywołał w piątek kontrowersję wokół wypowiedzi Netanjahu, zamieścił w środę na swojej stronie internetowej tekst pisarza Jossiego Kleina Halewiego „Dlaczego kocham Polskę".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA