fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konferencja klimatyczna Paryż 2015

Amerykanie ratują porozumienie o klimacie

AFP
Międzynarodowa konferencja w sprawie powstrzymania zmiany klimatu (COP21) tym razem może się zakończyć sukcesem. Głównie za sprawą Baracka Obamy.

Na dwa dni przed końcem szczytu, w którym biorą udział przedstawiciele aż 195 państw świata, prowadzący spotkanie szef francuskiej dyplomacji Laurent Fabius przedstawił wstępny projekt porozumienia. W liczącym 48 stron dokumencie wciąż jest sporo białych plam. Ale wyłania się zarys ostatecznej umowy.

Porozumienie teoretycznie ma zapewnić, że do końca tego wieku średnia temperatura nie wzrośnie o więcej niż 2 st. C w stosunku do okresu sprzed rewolucji przemysłowej. To dla większości naukowców maksimum odchylenia, które pozwoli na uniknięcie katastrof naturalnych o niewyobrażalnych skutkach.

– W Paryżu koalicja 108 najbardziej uzależnionych od zmian klimatu krajów forsuje zaostrzenie tego progu do 1,5 st. C. Ale opór jest zbyt duży, aby szanse na przeforsowanie tak ambitnego celu były realne – mówi „Rz" Armelle Le Comte z organizacji ekologicznej Oxfam.

Cel 2 st. C pozostaje zresztą dość teoretyczny. Zgłoszone do tej pory przez najważniejsze kraje świata zobowiązania do ograniczenia emisji dwutlenku węgla spowodują do 2100 roku znacznie większy, bo 3-stopniowy, wzrost temperatury w stosunku do pomiarów z drugiej połowy XIX wieku. Ale to ma się zmienić.

– Amerykanie forsują system rewizji co pięć lat programu ograniczenia emisji dwutlenku węgla zależnie od postępu badań klimatycznych, rozwoju technologii odnawialnych źródeł energii, sytuacji gospodarczej. I zapewne taki scenariusz zwycięży – uważa Le Comte.

W 1997 r., gdy w Kioto negocjowano poprzednie porozumienie o redukcji emisji CO2, Unia forsowała zdecydowanie dalej idące rozwiązanie. Teoretycznie postawiła na swoim, ale umowa nawet nie trafiła pod obrady Senatu, bo dla prezydenta Billa Clintona było jasne, że nie uzyska dla niej poparcia. Bez udziału największej potęgi gospodarczej świata umowa z Kioto zasadniczo pozostała martwą literą.

Tym razem Amerykanie zgłosili podobne zastrzeżenia. Ostrzegli, że nie zgodzą się nie tylko na zbyt ambitną umowę, ale także na taką, która będzie prawnie zobowiązująca. Podobnie jak przed 19 laty Clinton, tak i dziś Obama nie jest w stanie przekonać do zbyt radykalnej walki ze zmianami klimatycznymi zdominowanego przez republikanów Kongresu.

Mimo wszystko amerykański prezydent nakazał swoim negocjatorom przeforsowanie możliwie ambitnej umowy. W Paryżu stale rokowania prowadzi aż czterech członków gabinetu prezydenta, w tym sekretarz stanu USA John Kerry.

– Tylko w 2014 r. przez nasz kraj przeszło osiem huraganów, powodując szkody oceniane na 126 mld dol. Taka będzie nasza przyszłość, o ile nie ujarzmimy potwora, którego sami stworzyliśmy – powiedział Kerry.

Amerykanie chcą więc, aby dokument podpisany w Paryżu zawierał wiele cząstkowych zobowiązań, z których tylko niektóre miałyby moc prawną. Ich zdaniem powinien zostać stworzony mechanizm jasnego rozliczania każdego kraju z wielkości emisji CO2, i to według uniwersalnych kryteriów. Precyzyjne dane w tej sprawie już podają każdego roku zarówno USA, jak i Unia.

Naukowcy przyznają zresztą, że utrzymanie limitu wzrostu temperatur o 1,5 st. C już właściwie jest nierealne. Dziś, przy ok. 400 cząsteczkach CO2 na milion, temperatura wzrosła o 1 st. C. Jednak każdego roku zanieczyszczenie zwiększa się o jedną cząsteczkę. Jeśli dojdzie do 420/mln, klimat Ziemi ociepli się właśnie o 1,5 st. C.

Amerykanie mają jeszcze jeden fundamentalny argument: tylko oni potrafią namówić do włączenia się do umowy kluczowe kraje rozwijające się, w tym przede wszystkim kraj emitujący najwięcej dwutlenku węgla na świecie: Chiny. W miesiącach poprzedzających paryski szczyt Barack Obama wielokrotnie spotykał się w tej sprawie z prezydentem Chin Xi Jinpingiem.

– Jestem przekonany, że możemy porozumieć się w sprawie szczegółowej, ambitnej, zobowiązującej umowy, która nikogo nie pozostawi na uboczu – powiedział chiński negocjator Xie Zhenhua. To przełom, biorąc pod uwagę, że Pekin do tej pory w ogóle nie chciał brać udziału w staraniach o ograniczenie CO2.

Z tego samego powodu we wtorek Obama dzwonił do premiera Indii Narendry Modiego, aby przekonać go do pójścia na kompromis w sprawie ograniczenia emisji CO2.

W Paryżu do rozstrzygnięcia pozostała jeszcze kwestia wielkości pomocy dla biedniejszych krajów świata w przejściu na bardziej ekologiczne technologie produkcji energii. Kraje bogatej północy zobowiązały się do przeznaczenia na ten cel 100 mld USD rocznie, począwszy od 2020 r., ale zdaniem OECD na razie zebrały na ten cel zaledwie 2/3 deklarowanej kwoty.

Unia Europejska chciała nawet wprowadzić podatek od transakcji finansowych, aby zebrać środki na ten cel. Jednak pomysł poparło zaledwie 10 z 28 krajów Wspólnoty. Dyskusję na ten temat przełożono więc do połowy przyszłego roku.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA