fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Chrabota: Wzięliśmy los Polski we własne ręce

Plakat lubelskiej Solidarności na wybory 1989 roku. Autorce Irenie Nawrot-Trzcińskiej pozowali: nieżyjący dziś Zdzisław Cieśliński, Paweł Nowacki, w 1989 roku działacz opozycji, oraz dziewięcioletni wówczas Michał Przeciechowski. Na mniejszych zdjęciach plakaty zachęcające do głosowania na Solidarność i jej kandydatów.
Fotorzepa
Chcemy tego czy nie wszyscy jesteśmy dziećmi 4 czerwca 1989 roku. Bo taka była logika historii.

Z perspektywy czasu można się zastanawiać, czy taktyka ówczesnej opozycji była słuszna. Czy należało się dogadywać z reżimem, czy czekać, aż ostatecznie się zdegeneruje, i wtedy zdmuchnąć go jak okruchy ze stołu. Jednak dziś to tylko czcze spekulacje. W realiach końca lat 80. nikt nie wiedział, ile komunistom zostało czasu. Jak mocna jest PZPR, jak zdeterminowani jej sojusznicy. Byliśmy jeszcze przed historią, bez daru proroczego, o czym zdają się zapominać dzisiejsi krytycy tamtych politycznych wyborów. Wówczas ta bezkrwawa i bezpieczna dla Polski ścieżka przemian wydawała się najrozsądniejszym wyborem. Co więcej, byliśmy z tej ścieżki dumni. Szkoda, że ta duma powoli wygasa.

Pamiętam ów dzień 4 czerwca doskonale. Pracowałem jako jeden z setek mężów zaufania Solidarności w komisji wyborczej. Naszym zadaniem było patrzenie komunistom na ręce. Mieliśmy ochronić ten pierwszy, jeszcze chromy proces wyborczy przed spodziewanymi fałszerstwami. Ale fałszerstw nie było. Po przeciwnej stronie siedzieli ludzie przestraszeni. Obawiali się awantur, niekontrolowanych wybuchów entuzjazmu, prowokacji. Nic takiego się nie wydarzyło.

Czuło się za to powiew politycznej zmiany. Nowych czasów, w których my, ludzie opozycji, przestajemy być wyłącznie bezwolnym i biernym obserwatorem realnej polityki. Mieliśmy radosne poczucie, że stajemy u progu demokracji.

I tak do dziś rozumiem 4 czerwca 1989 roku. Jako ten moment w polskich dziejach, kiedy naród przestał być zakładnikiem politycznych uzurpatorów i wziął swój los we własne ręce. Każda inna logika jest obłudna. Tym bardziej dziwi polityczna polaryzacja, jakiej doświadczamy w związku z obchodami 30. rocznicy tamtych wyborów. Dla większości ludzi rządzącej dziś partii jeszcze niedawno ta data była równie ważna, jak dla mnie. Nie byłoby politycznych karier ludzi Porozumienia Centrum czy PiS, gdyby nie 4 czerwca.

Bez tamtego sukcesu nie byłoby nie tylko Tadeusza Mazowieckiego czy Jerzego Buzka, ale również Jarosława Kaczyńskiego i jego dokonań w nowoczesnej polskiej polityce. Czyżby o tym nie wiedział? Dlatego boli, że żaden przedstawiciel rządzącej partii nie weźmie udziału w gdańskich obchodach Dnia Wolności, że nikt z ludzi, którzy mają usta pełne deklaracji o narodowej wspólnocie i odpowiedzialności za Polskę, nie stanie pod gdańskimi krzyżami w 30-lecie tamtego przełomu.

Cóż, bezrozumnie wpisano tę datę w protokół politycznego konfliktu. I nie bez części winy jest w tej kwestii również opozycja. Okradziono nas tym samym z ważnego symbolu wspólnoty i zwycięstwa, którym był tamten czerwiec.

To błąd, tym większy, że dorasta do polityki pokolenie, dla którego ważne będą inne wartości i symbole. Pokolenie, które inaczej niż przez pryzmat dziedzictwa wielkiej Solidarności będzie definiowało polską wolność i demokrację. Bardzo żałuję, że nie możemy następcom przekazać w darze tej ważnej części schedy polskiego Sierpnia. Symbolu politycznych wyborów, których wszyscy jesteśmy i będziemy dłużnikami.

Przymknięte oczy kibica


Sport w PRL przysparzał krajowi więcej splendoru niż niejedna gałąź gospodarki. Władza dbała o niego bardziej niż po 1989 r - pisze w "Rzeczpospolitej" Stefan Szczepłek.



Podwójna polisa na złe czasy


Polska wykorzystała chwilową słabość Moskwy, aby na trwałe stać się częścią Zachodu. To efekt determinacji wszystkich sił politycznych w kraju - pisze Jędrzej Bielecki.



Sukces zawdzięczamy sobie


Polska jest dziś prawie pięć razy bogatsza niż 30 lat temu. Gospodarcza transformacja, mimo kosztów, okazała się udana - piszą Grzegorz Siemionczyk i Aneta Cieślak-Wróblewska.


Czytaj także:

Polska wykorzystała chwilową słabość Moskwy, aby na trwałe stać się częścią Zachodu. To efekt determinacji wszystkich sił politycznych w kraju – pisze Jędrzej Bielecki

Dobrze pamiętam 4 czerwca 1989 roku. Nie było euforii i nikt wtedy nie nazwałby tych dni „historycznymi" - pisze Jerzy Surdykowski

 

Niebywałe, że po raz pierwszy od 200 lat po ulicach chodzi pokolenie, które o podległości narodu słyszało tylko z drugiej ręki – twierdzi dr Jarosław Kuisz

Sport w PRL przysparzał krajowi więcej splendoru niż niejedna gałąź gospodarki. Władza dbała o niego bardziej niż po 1989 r. – pisze Stefan Szczepłek

Wybory były za kilka dni. To prawda, że wolne tylko częściowo, ale kto się tym przejmował, czuliśmy, że będą jak pięść, która tak mocno walnie system w mordę – pisze Bogusław Chrabota

Jak mamy wspólnie świętować to, co wydarzyło się 30 lat temu, jeśli spieramy się zażarcie o to, kto powinien się z kim przywitać? – pisze Michał Szułdrzyński

 

Wystąpienie Donalda Tuska, podpisanie Deklaracji Wolności i Solidarności, koncert – to niektóre punkty programu gdańskich obchodów rocznicy 4 czerwca. Uroczystości będą też w Warszawie – pisze Michał Kolanko

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA