fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Odwołanie ekshumacji w Treblince: Przetrącony kark prokuratury

IPN, Marcin Zwolski
Decyzja o przerwaniu prac w Treblince jest błędna. Świadczy o tym, że prokuratura IPN poddała się przedwyborczym nastrojom, a państwo polskie nie chce w żaden sposób narażać na szwank stosunków z USA i Izraelem.

Formalnie – wyjaśniono - decyzja była podyktowana tym, że „zgodnie z par. 12 ust. 1 Rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie postępowania ze zwłokami i szczątkami ludzkimi z 1 grudnia 2001 r. ekshumacje zwłok i szczątków ludzkich są dopuszczalne do 15 kwietnia". Problem polega na tym, że w poprzednich latach prokuratura nie trzymała się terminów zawartych w rozporządzeniu na które się powołuje. Przykłady? Otóż np. w 2012 roku prace poszukiwawczo-ekshumacyjne na warszawskim Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie, tzw. Łączce, odbywały się od lipca do sierpnia, a w 2017 r. trwały aż do lipca. Prokuratura Krajowa nie przejmowała się też tym terminem w 2017 i 2018 roku, gdy wbrew stanowisku wielu rodzin śledczy zarządził ekshumacje ofiar katastrofy smoleńskiej. W 2017 roku odbywały się one np. od marca do końca czerwca (ekshumowano wtedy 22 osoby).

Podobno tym razem czynności mogą zostać wznowione po 15 października. Jednak biorąc pod uwagę kalendarz wyborczy jest to wątpliwe.

Jaki mógł być rzeczywisty powód odwołania poniedziałkowych prac ekshumacyjnych? W piątek portal Onet.pl poinformował, że Departament Stanu USA poprosił polski MSZ o wyjaśnienie, co IPN ma zamiar robić w Treblince. Zdaniem portalu amerykańscy dyplomaci mieli przestrzegać przed przeprowadzeniem ekshumacji bez konsultacji ze stroną żydowską. "Mamy nadzieję, że jakiekolwiek ekshumacje będą przeprowadzone tylko pod warunkiem odpowiednio wcześniej przeprowadzonych konsultacji ze środowiskami żydowskimi w Polsce" – czytamy w portalu. W czwartek na ten temat trwały rozmowy – ustaliliśmy. Pion śledczy IPN spokojnie wyjaśniał jakie czynności mają być wykonane w Treblince. Z naszych informacji wynika, że tłumaczył, iż dotyczą one obszaru wokół obozu pracy Treblinka I, gdzie mogą być pochowane szczątki rozstrzelanych Polaków, Romów, być może też włoskich jeńców wojennych, w tym miejscu mogą się też znajdować tzw. pochówki sanitarne, czyli mogą znajdować się tam szczątki osób zmarłych na tyfus. Jeszcze do południa w piątek pion śledczy IPN informował, że nic się nie zmienia – ekshumacje ruszą w poniedziałek.

Potem jednak zapadła decyzja o ich odwołaniu, a komunikat w tej sprawie wydała Prokuratura Krajowa, a nie jak zwykle pion śledczy prokuratury IPN. Z naszych informacji wynika, że została ona wymuszona na prokuraturze przez polityków, którzy nie chcą zadrażniać stosunków z Izraelem. Czyżby dla świętego spokoju, aby nie powodować sytuacji takiej jaką obserwowaliśmy rok temu?

Decyzja ta może świadczyć o głębokim podziale w kierownictwie IPN. Dlaczego? Ekshumacja została zarządzona przez prokuratora z Koszalina, który ma do tego prawo, bo prowadzi śledztwo w sprawie zbrodni popełnionych w Treblince. Postanowił on stworzyć międzynarodowy zespół naukowców, z udziałem profesorów z USA i Norwegii. Pracami miał kierować prof. Andrzej Ossowski z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Wiemy, że decyzja ta spotkała się co najmniej z rezerwą ze strony zastępcy szefa IPN Krzysztofa Szwagrzyka, który poczuł się zmarginalizowany. Od dawna wiadomo, że jest on w konflikcie z pionem śledczym Instytutu.

Decyzja o odwołaniu ekshumacji naraziła na szwank nasze dobre imię w gronie wybitnych naukowców. Zespół, który przygotowywał się do tych czynności poniósł też poważne straty finansowe (np. zakup biletów lotniczych, opłacenie miejsca zakwaterowania, zakup specjalistycznego sprzętu do badań, w tym np. kilkaset trumienek).

Przypomnę to, co napisałem w czwartkowej "Rzeczpospolitej". Ekshumacja nie miała dotyczyć Żydów (a za pomoc takich plotek, ktoś próbował nas rozrywać), ale szczątków, które znajdują się na skraju tzw. Lasku Maliszewa, na południe od dawnego niemieckiego obozu pracy w Treblince. Odnaleziono tam prawdopodobnie doły śmierci, w których być może są szczątki nawet kilku tysięcy osób. Z zachowanych dokumentów i relacji świadków wynika, że w jamach grobowych mogą być szczątki Polaków, Romów i być może włoskich jeńców. Dodam, że nie znamy całej dokumentacji niemieckich zbrodni w tym miejscu, co oznacza że mogą być też szczątki Żydów, ale w pierwszej kolejności miały być otworzone doły z wczesnego etapu funkcjonowania obozu pracy.

Dotychczas miejsce to nie było przebadane, a ofiary upamiętnione. To im się należy. Tym bardziej, że znane są nazwiska osób, które mogły być tam zamordowane – i to są m.in. Polacy. Miejsce ekshumacji jest oddalone o 2 kilometry od obozu zagłady Treblinka II, gdzie w masowych egzekucjach zostało zamordowanych ponad 900 tys. Żydów.

Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że piątkowa decyzja Prokuratury Krajowej o odwołaniu ekshumacji została podjęta pod wpływem przedwyborczych emocji, a nie w obliczu dążenia do poznania prawdy. Można też zadać pytanie czy nie jest tak, że po raz kolejny państwo polskie udowodniło, iż jest słabe i niezwykle łatwo można nim manipulować? Czy prokuraturze po raz kolejny przetrącono kręgosłup i pokazano, gdzie jest jej miejsce w szeregu?

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA