Reklama

Szułdrzyński: Spektakl koalicyjny

Mandaty, których nie można nie przyjąć, to rekwizyty w politycznym teatrze. Partie Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina rozpisały w nim role korzystne dla siebie, ale już dla najważniejszego aktora – niekoniecznie.
Wicepremier Jarosław Gowin i minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro

Wicepremier Jarosław Gowin i minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro

Foto: Fotorzepa/ Jerzy Dudek

Pomysł zmian w prawie, które wykluczą możliwość nieprzyjęcia przez obywatela mandatu, rozpalił emocje. Strona liberalna zaczęła protestować, mówiąc o kolejnych krokach w kierunku autorytaryzmu obecnej władzy, twardogłowi prawicowcy zaś prężyli dumnie pierś, przekonując, że chcą prawdziwej praworządności, a przecież takie samo rozwiązanie funkcjonuje u naszych zachodnich sąsiadów. Niemcom zaś nikt dyktatorskich zapędów wszak nie wytyka.

A może taka polaryzacja była celem inicjatorów zmiany przepisów? To znaczy, że nie chodzi o samo przyjęcie nowelizacji, ale o odegranie pewnych ról w politycznym spektaklu. Solidarna Polska, która stoi za projektem, pokazuje się jako ci ideowi, jedyni sprawiedliwi w Zjednoczonej Prawicy, jako ugrupowanie szeryfów, które chce na swoją modłę przebudować sądy i prawo. Gdy Zbigniew Ziobro został uznany za przegranego w rozgrywce o weto do unijnego budżetu – nie tylko premier nie zerwał negocjacji, ale też Jarosław Kaczyński kompromis uznał za nasz sukces – jego partia potrzebowała pokazać się wyborcom jako siła sprawcza.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama