Antyhumoreska
Sznur samochodów ciągnął się na dziesiątki kilometrów. Zewsząd dobiegał ryk klaksonów, krzyki podenerwowanych kierowców, płacz dzieci, wysokie głosy kobiet, łomot przegrzanych silników. Cała kolumna dusiła się w kłębach spalin. Samochody posuwały się w tempie kilku kilometrów na godzinę. Szybciej jechali tylko motocykliści oraz ci, co wybrali rowery i elektryczne hulajnogi. Ilu było tych uciekinierów? Tysiące? Dziesiątki tysięcy? W radiu podawano, że z samej Warszawy w panice ucieka łańcuch około pięćdziesięciu tysięcy aut. Poznańska autostrada była zapchana do ostatniego samochodu. Desperaci próbowali się przebijać bocznymi trasami, ale też ciężko było się przepchać, bo do ucieczki dołączali mieszkańcy mniejszych miejscowości. Wszyscy wsłuchiwali się w komunikaty radiowe. „Z Krakowa w stronę Śląska podąża ponad dwadzieścia tysięcy pojazdów. Z Katowic w kierunku Wrocławia trzydzieści tysięcy. Masowa ucieczka z Lublina, Rzeszowa i Przemyśla, choć to już mniejsze fale”.