fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Jędrzej Bielecki: Donald Trump już właściwie przegrał

Joe Biden
AFP
Zwycięstwo Joe Bidena w Pensylwanii powinno oznaczać, że do 264 głosów elektorskich, jakie kandydat Demokratów bezdyskusyjnie już otrzymał w wyborach 3 listopada może doliczyć kolejne 20. I z 284 przekroczyć próg 270 głosów, który daje przepustkę do Białego Domu.

Donald Trump wystąpił już jednak na drogę sądową, aby nie uwzględniać w Pensylwanii głosów nadesłanych pocztą, które co prawda zostały nadane w dniu wyborów, ale dotarły do komisji wyborczych już po tej dacie. Ostateczną decyzję w tej sprawie podejmie Sąd Najwyższy, jednak z sygnałów od tamtejszego składu orzekającego wynika, że taki wniosek sztabu Trumpa mógłby zostać uwzględniony. W końcu na 9 sędziów jest tu 6 o poglądach konserwatywnych.

Przy bardzo niewielkiej różnicy głosów w Pensylwanii między oboma kandydatami taki wyrok może oznaczać, że 20 głosów tego stanu może przypaść obecnemu prezydentowi.

Czy to otwiera mu drogę do reelekcji? Jeśli tak, to bardzo wąską. W tym celu musiałby przejąć kolejny 36 głosów, a więc przynajmniej 3 z pozostałych 4 stanów, gdzie wyniki wyborów jeszcze nie zostały zliczone. O ile w chwili pisania tych słów wydawało się to jeszcze możliwe w Północnej Karolinie (15 głosów) i niemal pewne na Alasce (3), to już o wiele trudniejsze w Georgii (16) i Nevadzie (6). Porażka miliardera choćby w jednym z tych stanów zablokowałaby mu drogę do reelekcji.

Prezydent próbował podważyć wyniki wyborów w Michigan i Georgii - ale jego wniosek został odrzucony przez sądy stanowe. W Wisconsin do przeliczenia zapewne dojdzie, ale niemal na pewno nie doprowadzi to do zmiany wyniku głosowania.

Pozostaje kwestia kalendarza. Jeśli do 8 grudnia któryś stan nie ogłosi oficjalnie wyników, Kongres może uznać, że wybór prezydenta odbędzie się bez jego udziału. Amerykański parlament może też uznać, że skoro krytyczna liczba stanów zawiodła, to do niego należy wybór prezydenta. Wówczas to Izba Reprezentantów, gdzie Demokraci mają większość, wybrałaby prezydenta (czyli Joe Bidena) zaś Senat, gdzie Republikanie są górą, wiceprezydenta (a więc Mike’a Pence’a).

W każdym przypadku 20 stycznia nowy przywódca kraju musi być zaprzysiężony. Spadek w piątek wartości dolara pokazuje, że zdaniem rynków finansowych tego dnia przed Kapitolem do złożenia przysięgi stanie Joe Bidena. I jest bardzo prawdopodobne, że się nie mylą.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA