Jeżeli jedno państwo atakuje pociskami balistycznymi bazę wojsk drugiego państwa za to, że drugie państwo zabiło czołowego dowódcę pierwszego, który był aktywnym terrorystą, to właściwie mamy do czynienia z wojną.
Na razie nie jest ona w fazie, w której nie ma już odwrotu. Przynajmniej tak się wydaje kilkanaście godzin po ostrzelaniu przez Irańczyków baz na terenie Iraku, w których stacjonują amerykańscy żołnierze. Nie mamy żadnych informacji o zabitych Amerykanach. Chyba wszyscy w Europie mają nadzieję, że tak pozostanie, że ta cisza informacyjna nie zwiastuje amerykańskiej odpowiedzi, mocniejszej, przybliżającej nas do fazy bez odwrotu.