fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Mięsny jeż 4 czerwca

W 30. rocznicę częściowo wolnych wyborów Wałęsa błysnął myślą o potrzebie założenia partii mniejszości seksualnych, choć całkiem niedawno chciał wyrzucić gejów z sali sejmowej
AFP
Mam podejrzenie graniczące z pewnością, że wspólnota z 1989 r., na którą się rozmaici ludzie powołują, była jednak wyimaginowana.

Czy mają państwo wrażenie, że wielcy aktorzy i dawni bohaterowie grają w ostatnich dniach nie swoje role w nie swojej konwencji? I raczej nie jest to Szekspir, tylko coś w rodzaju scripted docu w stylu niezapomnianego „mięsnego jeża". Jeśli ktoś nie zna, to wyjaśniam, że w scripted docu inscenizuje się historie „z życia wzięte", a amatorzy udają aktorów.

To chyba najsmutniejsza obserwacja z 30. rocznicy obchodów 4 czerwca. Bo przecież nie będziemy się smucić, że solidarność (od małej i od dużej), która nas wtedy połączyła, dziś już nie istnieje. Mam podejrzenie graniczące z pewnością, że wspólnota z 1989 r., na którą się rozmaici ludzie powołują, była jednak wyimaginowana (by zacytować klasyka). Jaka mogła być wspólnota warszawskich intelektualistów i skazanych przez nich na wegetację – z wyrokiem w zawieszeniu – pracowników PGR-ów?

W scripted docu przygotowanym przez dzisiejszą opozycję na 4 czerwca źle zagrała nawet Krystyna Janda. Od biedy można by jeszcze przymknąć oczy, że odczytana przez nią Deklaracja Wolności i Solidarności nadużywa wielkich słów. Ale jeśli najważniejszym wydarzeniem 30-lecia, wymienionym w pierwszym akapicie, staje się zabójstwo Pawła Adamowicza, o które z nieznanych powodów obwiniany jest obecny układ rządzący, całość musi trącić fałszem. Albo Lech Wałęsa, który w „Człowieku z żelaza" był świadkiem na ślubie Jandy? Jego autokompromitacje zdają się nie mieć końca.

W 30. rocznicę częściowo wolnych wyborów Wałęsa błysnął myślą o potrzebie założenia partii mniejszości seksualnych, choć całkiem niedawno chciał wyrzucić gejów z sali sejmowej. A inny bohater Solidarności Władysław Frasyniuk, który podczas odczytywania listu prezydenta zachowywał się jak człowiek niespełna rozumu, po czym wcielił się w rolę wodzireja i poklepując po plecach byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, wykrzykiwał: „We free people". Tego się nie da tak łatwo odzobaczyć. Jak „mięsnego jeża".

Szanowni państwo, pozwolę sobie na taki rocznicowy apel do bohaterów tego felietonu: Możecie sobie myśleć o obecnej władzy, co się wam żywnie podoba. Tyle że próbując jej zaszkodzić w taki sposób, najbardziej szkodzicie sobie. I wspomnieniom o waszej dawnej wielkości.

Autor jest zastępcą dyrektora Programu III Polskiego Radia

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA