fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Andrzej Stec: KNF przecina frankowy węzeł

Fotorzepa, Robert Gardziński
Kompromisowa propozycja rozwiązania problemu kredytów frankowych może być dla niektórych ich posiadaczy atrakcyjna. Czy banki pójdą im na rękę?

Był sylwester, ostatni dzień 2007 roku. Na kanapie siedziało dwóch braci, z których każdy marzył o własnym M4 o wartości 300 tys. zł. Rozważali plusy i minusy 30-letnich kredytów hipotecznych. Jeden z nich, bardziej ostrożny, zdecydował się na droższy wtedy kredyt w złotych. Drugi policzył korzyści dzięki niższym wówczas ratom i zadłużył się we frankach. Argumentował, że straciłby dopiero wtedy, gdyby szwajcarska waluta podrożała o 100 proc. Niestety, ten czarny scenariusz szybko się ziścił. Trzeba zaznaczyć, że nasz frankowy bohater miał wybór i pełną zdolność kredytową, aby zadłużyć się w „bezpieczniejszej" walucie, w której zarabiał, czyli w złotych. Takiego wyboru nie miała jednak spora grupa osób, przekonana i namówiona do kredytu walutowego ponad dekadę temu przez doradców kredytowych.

Dzisiaj bilans wypada zdecydowanie korzystniej dla właściciela kredytu złotowego. Nie dość, że płaci ratę o kilkaset złotych niższą od drugiego z braci, to zostało mu do spłacenia około 210 tys. zł. Tymczasem saldo zadłużenia właściciela kredytu frankowego wskutek wciąż rosnącego w siłę franka, ale i słabnącego złotego, wciąż się zwiększa i wynosi 360 tys. zł. A i tak spłacił już o 20 tys. więcej od brata.

To tylko przykład i szacunki, ile mógłby teoretycznie odzyskać zadłużony we frankach, gdyby mógł skorzystać z nowej i jak się wydaje przełomowej propozycji Komisji Nadzoru Finansowego. Jej przewodniczący proponuje bankom, aby te cofnęły się w czasie i zamiast kredytów frankowych, udzieliły tym, którzy będą zainteresowani takim przeliczeniem, kredytów złotowych, ze wszystkimi związanymi z tym konsekwencjami.

Trzeba pochwalić regulatora za tę kompromisową propozycję. W końcu pojawia się olbrzymia szansa na dobrowolne, szybkie przecięcie tego kredytowego węzła gordyjskiego.

A problem wcale nie maleje, wręcz narasta. Po stronie kredytobiorców widać to po wysokości raty, która rośnie wraz z drożejącą szwajcarską walutą (zawetowanie unijnego budżetu przez Polskę i brak środków unijnych będzie kolejnym pretekstem do osłabienia się złotego). Co prawda sądy wręcz masowo stają po stronie frankowiczów, ale droga do prawomocnych wyroków, a zwłaszcza odzyskania zasądzonych pieniędzy, wciąż jest daleka. Sporo osób może być więc zainteresowanych rozwiązaniem proponowanym przez KNF.

Z drugiej strony banki pod przymusem audytorów systematycznie zawiązują rezerwy finansowe. To odbija się na kondycji zarówno ich, jak i systemu finansowego, zwiększając ogólną niepewność. Teraz frankowa piłeczka jest po stronie banków.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA