fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Krzysztof Adam Kowalczyk: Absurdy polskiego planowania

Fotorzepa, Robert Gardziński
Dłużej dywagowaliśmy, czy otworzyć stoki narciarskie, niż będziemy dyskutować o Krajowym Planie Odbudowy, największym przedsięwzięciu inwestycyjnym w nadchodzących pięciu latach.

Krajowy Plan Odbudowy (KPO) ma postawić gospodarkę na nogi po pandemii Covid-19. Na zaplanowane w jego ramach inwestycje ma pójść ponad 23 mld euro unijnych dotacji i ponad 34 mld euro pożyczek. W piątek premier ma przedstawić szczegóły, a potem ruszą konsultacje.

Został na nie tylko miesiąc, bo plan powinien trafić do Komisji Europejskiej najpóźniej do końca kwietnia. A przecież 8 września 2020 r. ówczesna wicepremier Jadwiga Emilewicz obiecywała, że „konsultacje publiczne dotyczące KPO rozpoczną się w najbliższym tygodniu". A 23 września informowała, że „rząd chce wysłać pierwszą wersję KPO do Komisji Europejskiej w drugiej połowie października".

Jesienią jednak władza miała ważniejsze rzeczy do roboty, niż dyskutować o tym, na co wydać 260 mld zł. Najpierw podpaliła lont protestów ulicznych przeciw zaostrzeniu zakazu aborcji. A potem – by Unia Europejska nie uzależniła funduszy od przestrzegania praworządności – straszyła całą Unię wetem wobec Funduszu Odbudowy, z którego te pieniądze będą pochodzić. Polityczne dryblingi były ważniejsze od walki z pandemią i przygotowań do tego, co nastąpi potem.

Może jestem naiwny, ale marzy mi się, by przynajmniej KPO wyjąć poza spór polityczny. Zdrowy rozsądek podpowiada przecież, że skoro plan inwestycji rozpisany będzie na okres dłuższy niż obecna kadencja, to powinien uwzględnić też głos opozycji, by w razie zmiany władzy się nie wywrócił. Ale jeszcze ważniejsze jest to, by wpływ na kształt KPO uzyskali interesariusze społeczni – od samorządów poprzez pracodawców i związkowców aż po NGO-sy. W dzisiejszym wydaniu „Rzeczpospolitej" przedstawia ich oczekiwania wobec programu – w nadziei, że da się znaleźć konsensus co do planu, który ma zmienić Polskę – jak wynika z celów KPO – w kraj nowoczesnej, bardziej cyfrowej gospodarki, zielonej transformacji i mobilności, a także lepszej ochrony zdrowia.

To samorządy mają najlepszą orientację, jakie braki infrastrukturalne utrudniają życie mieszkańcom i hamują lokalną gospodarkę. I które inwestycje da się szybko uruchomić, by przyspieszyć odbicie po covidowej zapaści.

Nie wyobrażam sobie też Krajowego Planu Odbudowy zaprojektowanego z pominięciem organizacji pracodawców. W końcu to przedsiębiorcy mają startować w przetargach na realizację przedsięwzięć z KPO. I wysłać impuls inwestycyjny w głąb gospodarki – od tego, ile, jak szybko i w co zaczną sami inwestować, zależy koniunktura w nadchodzących latach.

Dla spokoju społecznego i nadania KPO ludzkiego wymiaru niezbędne jest zaangażowanie związków zawodowych. Dla nich czas po pandemii może być też okazją do stworzenia nowego modelu działania, który będzie atrakcyjny dla młodego pokolenia.

Wreszcie organizacje pozarządowe. Ich głos w debacie publicznej w Polsce staje się coraz silniejszy. Warto go wysłuchać, jeśli inwestycje z KPO mają zazielenić naszą ojczyznę. NGO-sy mają wiele doświadczenia i masę naprawdę atrakcyjnych pomysłów.

Sęk w tym, że na wysłuchanie tych interesariuszy jest mało czasu, bo na konsultacje został ledwo miesiąc. Szkoda, że dyskutować o strategicznym Krajowym Planie Odbudowy będziemy krócej niż o otwarciu stoków narciarskich w grudniu i styczniu. W końcu szusuje ledwo co dziesiąty Polak, a w kraju zmienionym przez KPO żyć będziemy wszyscy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA