fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Krzysztof Adam Kowalczyk: Niedzielny zakaz pomaga Covidowi

Fotorzepa, Robert Gardziński
Bariery w gospodarce należy zburzyć – tak jak Rzymianie Kartaginę. Dotyczy to zwłaszcza zakazu handlu w niedzielę.

„A poza tym sądzę, że Kartaginę należy zburzyć” – jak mantrę powtarzał Marcus Porcius Cato, nie tylko w przemówieniach dotyczących tego śmiertelnego wroga Rzymu. Wprawdzie Polska nie prowadzi wojen punickich, ale postępująca u nas recydywa państwa reglamentującego wolność, także gospodarczą, to też wojna, tyle że podjazdowa. Przeto niech mi będzie wolno sparafrazować Katona i zakrzyknąć: „A poza tym uważam, że zakaz handlu w niedzielę należy skasować”.

Zakaz ów nawet w PRL nie był równie radykalny jak obecnie – w niedzielę rano jak Polska długa i szeroka czynne były choćby spożywczaki. Czas zaciera pamięć o codzienności, ale ja pomnę 13 grudnia 1981 roku, gdy na wieść o stanie wojennym matka wygnała mnie na zakupy. Stałem w długaśnej kolejce – w niedzielę! – wsłuchując się w trzaski płynące z małego radia tranzystorowego i próbując zrozumieć, jaką to wojnę i komu Jaruzelski wypowiedział.

Handel w niedziele upowszechnił się niepostrzeżenie w latach 90., gdy gospodarka – od zakładów produkcyjnych po sklepy – zaczęła podążać za klientem zamiast za uchwałami Komitetu Centralnego partii sprawującej władzę. Spontanicznie ukształtował się model handlu z szeroką dostępnością siedem dni w tygodniu. Owszem, zdarzali się krytycy wierzący, że wizyty w galeriach handlowych stały się konkurencją dla niedzielnej mszy świętej, ale do niedawna nie mieli szansy sprawdzić tego w praktyce. Ten rok, pierwszy z pełnym zakazem handlu w niedzielę, pokazał, że to nieprawda.

Zresztą w arcykatolickich Włoszech, w świętym Rzymie, 100 m od Watykanu kupcy otwierają w niedziele swoje sklepy. Z wyjątkiem tych z dewocjonaliami, które w Polsce mogą w dzień święty pracować. Miłośnicy niedzielnego zakazu powołują się na wzory zachodnie np. Francji. Tymczasem ten kraj, inaczej niż nasz, liberalizuje przepisy dotyczące handlu i w niedziele pozwala np. w Paryżu na otwarcie supermarketów czy słynnych Galeries Lafayette.

Ten rok pokazał nam w Polsce, jak uciążliwe są większe zakupy skrócone do soboty i piątkowego wieczoru. I w czasie pandemii niebezpieczne, bo tłok w osiedlowych dyskoncie to więcej kontaktów z osobami, które mogą być zakażone Covid-19 i nawet o tym nie wiedzą. Powiedzmy wprost: tłok w sklepach wywołany niedzielnym zakazem pomaga Covidowi i nie zmienią tego próby limitowania liczby klientów w sklepie. Wirusa można przecież złapać także w kolejkach przed nim, które wrócą skoro jednocześnie wprowadza się tzw. godziny dla seniora z zakazem obsługi osób przed sześćdziesiątką.

Logika nakazywałaby w takiej sytuacji „rozrzedzić” handel, pozwalając na wydłużenie tygodnia roboczego do siedmiu dni. Niestety okoniem staje tu NSZZ Solidarność, dla którego zakaz jest wielkim osiągnięciem. Gdyby związek bardziej niż o swojej chwale myślał o pracownikach, zadbałby o zmiany w prawie, które sprawiłyby, że w niedzielę mogliby oni dużo więcej zarobić – np. dwie albo i więcej stawki. Zmniejszenie tłumu w sklepach jest także w interesie ich bezpieczeństwa epidemiologicznego.


Covida nie pozbędziemy się w miesiąc, ani w pięć, jak się wydawało jeszcze wiosną. Prawdopodobnie zostanie z nami na lata. Dlatego w gospodarce i sklepach potrzebne są długoterminowe rozwiązania zmniejszające ryzyko. I dlatego zakaz handlu należy skasować – tak jak Rzymianie Kartaginę.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA