fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Katastrofa smoleńska

Wałęsa: Gdybym był na miejscu Kaczyńskich, nie byłoby katastrofy

Fotorzepa, Jakub Kamiński
- Dopóki nie poprawi się stan rzeczy w Polsce, to nawet do trumny proszę mnie włożyć w tej koszulce, a potem spalić - mówił w Radiu Zet prezydent Lech Wałęsa o koszulce z napisem "Konstytucja", w której ostatnio pojawia się publicznie. Taką koszulkę Wałęsa miał na sobie m.in. na pogrzebie 41. prezydenta USA George'a H.W. Busha.

Wałęsa w Radiu Zet zadeklarował, że ma 25 takich koszulek. Dodał, że miał 50, ale 25 rozdał.

Były prezydent odniósł się też do procesu, jaki w I instancji przegrał z Jarosławem Kaczyńskim - sąd nakazał Wałęsie przeprosić Kaczyńskiego za sugestie, jakoby prezes PiS wydał prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu polecenie wylądowania w Smoleńsku, przez co przyczynił się do katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku. - To on mnie powinien przeprosić i ja dopiero jeszcze poudowadniam mu pewne rzeczy i będziecie zaskoczeni - zapowiedział.

Wałęsa podkreślił, iż jest przekonany, że w tej sprawie to on ma rację. - Ja bywałem w podobnych sytuacjach jak jego brat Lech i zawsze kapitan pytał się:  „Proszę pana, mamy taki i taki stan. Co robimy?”. Oczywiście kapitan podejmuje decyzje, pilot, ale jednak można zasugerować, można też zabronić, zakazać. I takie decyzje powinien był podjąć któryś z Kaczyńskich - stwierdził.

Zdaniem Wałęsy dowód na to, że to Jarosław Kaczyński kazał lądować w Smoleńsku, jest "na taśmie", na której znajduje się zapis ostatniej rozmowy braci Kaczyńskich, do której doszło tuż przed katastrofą. Na uwagę, że takiej taśmy nie ma, były prezydent stwierdził, iż "to znaczy, że (ją) skradziono".

Wałęsa zapowiedział też, że odwoła się od decyzji sądu I instancji w tej sprawie do sądu apelacyjnego.

- Ja go (Kaczyńskiego) kocham jako człowieka. Tylko nie pozwolę na to, by oszustwo zwyciężało i by łamano prawo i zasady. Na to nigdy nie pozwoliłem i nie pozwolę - zapowiedział były prezydent.

Wałęsa stwierdził też, że gdyby "on czy ktokolwiek inny był na miejscu braci Kaczyńskich" 10 kwietnia 2010 roku, wówczas "nie podjąłby w ogóle takich decyzji, samolot by nie wystartował, a na pewno by nie wylądował w takim miejscu". - I dlatego nie byłoby tego nieszczęścia, gdyby ktoś odpowiedzialny był na ich miejscu - dodał.

Źródło: Radio Zet
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA