fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Handel

Chiny wymazują H&M z chińskiego internetu

H&M
AFP
Sklepy H&M znikają z map online, a produkty szwedzkiego koncernu z platform sprzedażowych.

Wraz z rosnącą presją ze strony chińskiego rządu, któremu nie spodobało się zaniepokojenie losem Ujgurów w Sinciangu wyrażone przez szwedzki koncern, H&M zniknęło z chińskiego internetu. Produkty odzieżowej marki nagle przestały być oferowane na popularnych platformach sprzedażowych, takich jak Alibaba czy JD.com. Ten krok, to mocny cios w możliwości sprzedaży H&M w Chinach, gdzie już ponad jedna piąta konsumentów robi zakupy online.

Jednak samo zniknięcie produktów z platform e-handlu to nie wszystko. H&M zostało nagle wymazane z popularnych map online oferowanych przez Alibabę czy Baidu – potencjalni klienci nie znajdą już lokalizacji sklepów za ich pośrednictwem. Sklepy przestały być też widoczne w popularnej aplikacji Didi Chuxing, będącej odpowiednikiem Ubera. Z chińskich platform z aplikacjami zniknęła również aplikacja H&M.

H&M nie jest jedyną marką, która jest karana przez Chińczyków za uginanie się pod presją aktywistów praw człowieka. Dochodzi nawet do takich sytuacji, jak informuje Associated Press, że z np. popularnej gry online usuwane są ubrania zaprojektowane przez markę Burberry. Na razie jednak tylko H&M jest ewaporowane z zasobów chińskiego internetu, pozostałe marki krytykowane przez partyjną młodzieżówkę i celebrytów są wciąż dostępne na platformach sprzedażowych.

Chińskie władze regularnie wywierają naciski na zachodnie koncerny w związku z działaniami rządów krajów Zachodu, gdy państwa wyrażają np. zaniepokojenie sytuacją w Tybecie czy, jak ostatnio, doniesieniami o prześladowaniach Ujgurów. Koncerny zazwyczaj uginają się, gdyż Chiny są jednym z największych i najszybciej rosnących rynków konsumenckich na świecie. Dla H&M chiński rynek jest czwartym największym źródłem przychodu, odpowiadając za 5 procent wpływów. Z kolei np. dla Nike Chiny są trzecim rynkiem odpowiadając za 23 proc. globalnej sprzedaży.

Są koncerny, które uginają się także teraz. Południowokoreańska marka FILA poinformowała, że kupuje i będzie kupować bawełnę z Sinciangu. Do tego chiński oddział marki poinformował w mediach społecznościowych o tym, że marka wycofa się z Better Cotton Initiative, organizacji zrzeszającej firmy odzieżowe, która promuje dobre praktyki środowiskowe i standardy przestrzegania praw pracowniczych.

Obecna kampania bojkotu w Chinach to odpowiedź na sankcje nałożone na Chiny przez UE, USA i Wielką Brytanię, które dotknęły niektórych chińskich oficjeli. Chińczycy uderzają w marki, które wyraziły zaniepokojenie sytuacją w Sinciangu (Xinjiang), prowincji zamieszkanej głównie przez ujgurską mniejszość etniczną. Doniesienia mówią o zmuszaniu do niewolniczej pracy i wręcz o obozach koncentracyjnych dla Ujgurów. Chińskie władze zaprzeczają informacjom o łamaniu praw człowieka, a obozy nazywają „szkoleniowymi".

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA