Tematem rozmowy była kwestia ceł po brexicie. Gość tłumaczył jak by to wyglądało w przypadku twardego brexitu.
- Dla przedsiębiorców, którzy dokonywali wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów zostaną wprowadzone nowe reguły gry . Teraz będą traktowani jako osoby przywożące towar z kraju trzeciego. Do tej pory były tylko obowiązki podatkowe, teraz pojawią się obowiązki celne. To podroży import towarów do Polski - mówił Senda.
Wielka Brytania w początkowym okresie będzie traktowana jak Chiny, Stany Zjednoczone czy Rosja.
- Całe negocjowane porozumienie opiera się na kwestiach handlowych i celnych. Wszystkie dzisiejsze problemy, to nierozwiązane sprawy granicy celnej między Wielką Brytanią a Irlandią – tłumaczył gość.
W Wielkiej Brytanii produkowane są np. samochody. - Po brexicie pojawi się cło w wysokości 10 proc. Do tego dojdzie akcyza zależna od pojemności silnika (3,6 lub 18 proc.). Dodatkowym elementem jest 23 proc. VAT - wyliczał Senda.
Przypomniał, że przedsiębiorcy to też podróżni.
- Tu pojawiają się nowe normy przywozowe. Z Londynu będzie można przywieźć bez dodatkowych podatków drobiazgi, tylko do wysokości 430 euro. Już nie będziemy przechodzić przez zielone przejście na lotnisku. Wejdą też normy ilościowe, np. whisky przywieziemy tylko 1 litr – podał gość.
Jeżeli będzie wiadoma data, Komisja Europejska zaleca, żeby na kilka dni po brexicie wstrzymać się z wysyłaniem lub odbiorem towarów na Wyspy.
- Wtedy nastąpi przełamanie tego, co się będzie działa na kanale La Manche czy Dover. Wszyscy muszą się przyzwyczaić do nowych zasad - mówił Senda.
Gość podał, że przewiduje się, iż ponad 1 mln dodatkowych zgłoszeń celnych obciąży polski system. - Przeprowadziliśmy odpowiednie testy i wydaje się, że cały system IT powinien to wytrzymać – zdradził.
Zaznaczył, że główny problem będą mieli celnicy we Francji, Belgii, Holandii.
Senda zdradził, że ministerstwo myśli o uruchomieniu linii promowych z Gdyni do Wielkiej Brytanii, aby już na promach clić i przygotowywać deklaracje celne towarów.