fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Jakub Wojnarowski: CETA nie powinna zaszkodzić Polsce

123rtf
Z Jakubem Wojnarowskim, zastępcą dyrektora generalnego Konfederacji Lewiatan, rozmawia Hubert Kozieł

Przyjęcie umowy CETA jest wciąż bardzo niepewne. Czy gdyby jednak ona weszła w życie, to byłaby korzystna dla Polski oraz naszych konsumentów i spółek? Należy Pan do nielicznego grona osób, które z tym porozumieniem gruntownie się zapoznały. Jaka jest więc Pańska opinia?

Jakub Wojnarowski: O ile dla całej Europy umowa CETA miałaby potencjalny minimalnie pozytywny wpływ, to dla Polski powinna ona być raczej neutralna, choćby ze względu na skalę wzajemnego handlu. Odpowiadając na argumenty krytyków tej umowy można przypomnieć, że dotychczasowe umowy regulujące handel pomiędzy Polską a Kanadą zawierają stary system arbitrażu, który nie jest szczególnie korzystny dla naszego kraju. Umowa CETA poprawia zaś pozycję państw członkowskich krajów Unii Europejskich w relacjach z inwestorami. Zawarty w tym porozumieniu mechanizm zwiększa możliwości państw narodowych w przypadku choćby modyfikowania przepisów dotyczących np. ochronę konsumentów.

Przecież słyszymy często, że CETA stawia w uprzywilejowanej pozycji korporacje przeciwko państwom narodowym...

To nie jest prawda. Są w tej umowie elementy umacniające pozycję państw. Trybunał zajmujący się arbitrażem ma być dwuinstancyjny, więc jest możliwość uruchomienia procedury odwoławczej, co zbliża arbitraż do procedury sądowej. Arbitrzy nie będą powoływani przez inwestorów zaangażowanych w spór, ale przez strony umowy, czyli UE i Kanadę. Obecność polskiego arbitra nie będzie miała żadnego większego znaczenia, gdyż on ma reprezentować tam interesy całej UE. Jego zadaniem będzie przede wszystkim ochrona europejskich przedsiębiorców na rynku kanadyjskim. Trybunał będzie miał prawo do odrzucania pozwów błahych. Samo zagrożenie dla zysków spółek nie może być więc podstawą do pozwu. Inwestor będzie musiał zaś podjąć decyzję, czy chce podlegać procedurze arbitrażowej czy sądowej obowiązującej w danym kraju. Nie będzie mógł tych procedur łączyć. CETA też bardzo jasno zaś mówi o tym, że strony mają prawo modyfikowania swoich przepisów dotyczących ochrony konsumentów, żywności, środowiska itp. Zmiana tych przepisów nie może więc mieć takiego skutku, że inwestor skieruje z powodu tej zmiany sprawę do trybunału. Warto dodać też, że sprawę przed trybunałem będzie mógł złożyć jedynie inwestor realny, a nie np. jakaś firma wydmuszka. To mnie przekonuje, że interesy państw narodowych są dobrze zabezpieczone przez umowę CETA.

Jak CETA może wpłynąć na polski handel?

Ze względu na naszą nadwyżkę w handlu z Kanadą dostrzegam szansę na to, że zmniejszenie barier doprowadzi do tego, że nasze spółki będą mogły szybciej i łatwiej wchodzić na rynek kanadyjski z towarami, które już tam są eksportowane. Wzrostu mogą doświadczyć więc nasze sektory, już obecne na tamtejszym rynku, czyli np. producenci żywności, maszyn i chemikaliów. Nie spodziewam się, by to wpłynęło to w znaczący sposób na wzrost napływu kanadyjskich produktów do Polski. Nie oczekiwałbym np. tego, że na polskim rynku będzie sprzedawane dużo więcej kanadyjskiej żywności, nawet taniej produkowanej.

Ale może CETA doprowadziłaby do wypierania polskiej żywności z innych rynków europejskich?

Również się tego nie spodziewam. Wiele regulacji pozostanie przecież w mocy a marka polskiej żywności bardzo rośnie, ogromną część naszej produkcji żywności eksportujemy a kanadyjski rynek jest w tej skali porównywany do polskiego. Pojawi się oczywiście zwiększona konkurencja, ale nie będzie to znacząco szkodziło naszemu eksportowi żywności na rynki europejskie. Pamiętajmy też, że CETA określa kontyngenty, Kanadyjczycy nie mogą więc gwałtownie zwiększyć eksportu żywności do UE.

Krytycy CETA wskazują jednak, że ta umowa może szeroko otworzyć polski rynek na kanadyjską żywność GMO...

Nie zgadzam się z tym zarzutem. Kanada, by wchodzić silniej na rynki europejskie, zmienia swoje procesy produkcyjne i skupia się w większym stopniu na produkcji żywności naturalnej. Umowa określa kontyngenty a także bardzo skrupulatnie określa procedury sanitarne wejścia na rynek. Produkcja będzie więc podlegała bardzo wyśrubowanym europejskim standardom. Ale, oczywiście Kanada i UE umówiły się, że będą dążyły do ujednolicenia tych standardów. To jest obecnie tylko zamierzenie, które nie stanowi krótkoterminowego zagrożenia. Nie jest ono zresztą też zagrożeniem długoterminowym, gdyż dążenie do wypracowania wspólnych standardów jest dobrą rzeczą.

CETA to sojusz obronny

Dla „Rzeczpospolitej" Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha:

Kolejne rządy, zawierając umowy handlowe, nigdy nie przekazywały opinii publicznej jaki jest ich bilans korzyści i zagrożeń. Jeśli taki bilans wskazywałby korzyści są większe niż ewentualne koszty i straty wynikające z jej podpisania, to sprawa byłaby prosta. Podpisywalibyśmy umowę nie dlatego, by pokazać że jesteśmy Europejczykami, ale dlatego, że przynosiłaby ona jasne korzyści dla społeczeństwa i gospodarki. W przypadku umowy CETA nigdy taki bilans nie został jednak przedstawiony. W dodatku dyskusja dotycząca tego porozumienia cały czas znajduje się na poziomie ogólnych haseł, co stwarza element niepewności co do istoty tej umowy. Poza tym dobra umowa o wolnym handlu powinna mieć jedną stronę, na której napisano, że znosi się ograniczenia w handlu i tyle. Jeżeli umowa handlowa liczy tysiąc kilkaset stron, to można ją uznać za wytyczanie korytarzy między polami minowymi i zasiekami, które tworzą niekompatybilne systemy Ameryki Północnej i Unii Europejskiej. Umowa CETA ma de facto charakter sojuszu obronnego przeciwko konkurencji z krajów azjatyckich lub już wręcz nawet z krajów afrykańskich. Jest to sojusz obronny i dlatego ten bilans wewnętrznych korzyści nie został podany do publicznej wiadomości. To powinno być rozstrzygające.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA