Wstępny szacunek inflacji w czerwcu to spora niespodzianka. Ekonomiści przeciętnie oceniali, że indeks cen konsumpcyjnych (CPI), główna miara inflacji w Polsce, wzrósł o 2,9 proc. rok do roku, tak samo jak w maju.
Czytaj także: Co najmniej dwa lata rozwoju stracone
W poprzednich miesiącach inflacja konsekwentnie hamowała, m.in. pod wpływem taniejących paliw. W czerwcu spadek cen w tej kategorii zwolnił, co podbiło CPI. Z wstępnych danych GUS wynika jednak, że źródłem niespodzianki była przede wszystkim tzw. inflacja bazowa, nieobejmująca cen energii i żywności, która – jak szacują ekonomiści – sięgnęła 4–4,1 proc. rok do roku. Tak wysoka nie była od 20 lat. W maju wynosiła 3,8 proc.
Czytaj także: Czy Polsce potrzeba słabszej waluty?
– Wiele wskazuje na to, że po odmrożeniu sektora usług i urealnieniu wcześniej szacowanych przez urząd statystyczny cen w wielu sektorach mieliśmy do czynienia z ich istotnym wzrostem. Odroczony popyt konsumpcyjny był na tyle silny, że pozwolił przedsiębiorcom na przerzucenie na konsumentów wyższych kosztów funkcjonowania w nowym reżimie sanitarnym – tłumaczy Adam Antoniak, ekonomista z Banku Pekao. Dotyczy to m.in. usług fryzjerskich, kosmetycznych i medycznych. Podwyżkom cen usług turystycznych sprzyja z kolei silny popyt związany z tym, że z powodu pandemii więcej niż zwykle Polaków spędzi wakacje w kraju.
Większość ekonomistów podtrzymuje jednak swoje dotychczasowe prognozy, wedle których inflacja będzie stopniowo malała pod wpływem recesji wywołanej przez Covid-19 i pogorszenia sytuacji na rynku pracy.