fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Zachód chce uderzyć Łukaszenkę po kieszeni

Bloomberg
Sankcje gospodarcze Zachodu to potężny cios w dyktatora. Ale mogą też spowodować wzrost cen żywności w krajach Unii Europejskiej.

W czwartek na szczycie Rady Europejskiej w Brukseli ostatecznie ma zostać ogłoszona decyzja dotycząca kolejnych sankcji wobec reżimu Łukaszenki, które zapewne uderzą w całe sektory białoruskiej gospodarki. To pokłosie interwencji władz w Mińsku, które 23 maja zmusiły do lądowania pasażerski samolot lecący z Aten do Wilna i aresztowały będącego na pokładzie opozycyjnego dziennikarza Ramana Pratasiewicza.

Wprowadzenia tak zwanego piątego i zarazem najbardziej bolesnego pakietu sankcji domagała się przebywająca na Litwie liderka białoruskiej opozycji demokratycznej Swiatłana Cichanouska. Opozycja i Zachód domagają się uwolnienia ponad 500 więźniów politycznych i wolnych wyborów.

Miliardowe straty

– Sankcje uderzają w sektor naftowy, potasowy, tytoniowy, finanse publiczne, a nawet banki. W grę wchodzi całkowite embargo na import białoruskiej broni. Podmioty z UE nie będą mogły inwestować na Białorusi, kupować białoruskich obligacji lub udzielać tam jakichkolwiek kredytów – mówi „Rzeczpospolitej" Franak Wiaczorka, doradca Cichanouskiej ds. międzynarodowych, który osobiście uczestniczy w rozmowach z Brukselą w sprawie wprowadzenia sankcji wobec Mińska.

– To olbrzymi cios w reżim Aleksandra Łukaszenki. To najodważniejsza dotychczas decyzja Unii Europejskiej wobec dyktatury na Białorusi – dodaje.

Mińsk oficjalnie szacuje straty z powodu sankcji UE na ok. 3 proc. PKB, które na Białorusi wynosi niespełna 60 mld dol. Ale to dopiero początek, ponieważ sankcje wprowadziły też USA, Wielka Brytania i Kanada, a niebawem może to zrobić Ukraina. Tylko w 2020 r. ukraińskie i brytyjskie firmy przelały do Mińska niemal 2 mld dol. i były głównymi importerami białoruskich produktów ropopochodnych. Na eksporcie paliwa do UE Mińsk zarobił 595 mln dol., Polska znalazła się zaś w pierwszej trójce największych importerów, po Holandii i Danii.

Jednym z głównych filarów białoruskiej gospodarki jest zaś soligorski Biełaruśkalij, na który przypada około 20 proc. światowego rynku nawozów potasowych. W 2020 r. zakład zarobił prawie 2,5 mld dol., a największymi odbiorcami były Brazylia, Chiny i Indie. Z kolei USA i UE zakupiły białoruskie nawozy potasowe za niemal 300 mln dol. Co ciekawe, spośród firm z UE najwięcej produktów Biearuśkaliju kupowały firmy z Polski.

Polskim firmom żal

– Poza Białorusią mamy też producentów potasu rosyjskich, kanadyjskich i niemieckich. Zatem dostawców nie zabraknie, ale sankcje wobec Białorusi mogą spowodować wzrost ceny potasu, a to prawdopodobnie przełoży się na wzrost cen nawozów w Unii i w konsekwencji może oznaczać nawet wzrost cen żywności – mówi „Rzeczpospolitej" Grzegorz Zagozda, prezes zarządu Luvena SA, która sprowadza z Białorusi sól potasową. – Naszej działalności to nie zakłóci, bo naszym podstawowym partnerem jest firma rosyjska i na pewno szybko tę lukę wypełni – tłumaczy.

Zdaniem prezesa Polsko-Białoruskiej Izby Handlowo-Przemysłowej Kazimierza Zdunowskiego nadchodzące sankcje gospodarcze uderzą nie tylko w polskie firmy, które handlują z Białorusią, ale równie w te, które tam zainwestowały.

– Zagrożenia wynikają z tego, że polscy inwestorzy na Białorusi mogą zostać zablokowani, jeżeli chodzi o eksport ich towarów do Polski i innych krajów UE. Zagrożone są też przygotowywane inwestycje, które mogą nie otrzymać finansowania kredytowego i ubezpieczenia ryzyka w związku z blokadą białoruskiego systemu finansowego. Ale chodzi też o zerwanie dostaw, jak w przypadku soli potasowej – mówi „Rzeczpospolitej" Zdunowski.

Jak twierdzi, polskie firmy, które ucierpią z powodu unijnych sankcji wobec Białorusi, powinny mieć prawo do roszczeń. – Zastosowane instrumenty powinny odpowiadać rodzajowi problemu, a tu problem ma charakter polityczny i społeczny, nie gospodarczy – dodaje. Sankcje UE porównuje do młocarza, który „zamiast młócić zboże, okłada cepem wszystkich dookoła".

– Na pewno polskim firmom będzie żal tej współpracy. Polakom również będzie szkoda potencjalnej współpracy przy rewersowych dostawach ropy czy gazu na Białoruś – mówi „Rzeczpospolitej" Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny biznesalert.pl. – Wina spada jednak na reżim w Mińsku, który sam odcina się od świata zachodniego poprzez krwawą rozprawę z opozycją – podsumowuje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA