fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Schengen tylko dla wybranych krajów?

Fotorzepa, Łukasz Solski
Przywrócenie kontroli granicznych w UE oznaczałoby miliardowe straty dla gospodarki. Jednak niektóre państwa chciałyby ograniczenia wolności wprowadzonej układem z Schengen.

W unijnej polityce jak bumerang powraca pomysł ograniczenia strefy Schengen do grona krajów podobnie myślących o polityce migracyjnej. W takiej grupie nie byłoby miejsca dla Polski, bo rząd od kilku lat sprzeciwia się przyjmowaniu uchodźców i harmonizacji polityki azylowej.

Jednym z głównych orędowników reformy jest Emmanuel Macron. – Nie dość chronimy nasze granice zewnętrzne. Nie ma już solidarności i zbyt wiele różni nasze prawa azylowe. Chcę przeglądu Schengen i jeśli trzeba, stworzenia mniejszego obszaru, z lepszą ochroną wspólnych granic, harmonizacją prawa azylowego i kontrolą ze strony ministrów spraw wewnętrznych – mówił ostatnio francuski prezydent. Nie jest jedyny, o groźbie rozpadu Schengen z powodu braku solidarności powiedział kilka dni temu Frans Timmermans, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej i kandydat socjalistów na jej przewodniczącego.

Dwa tygodnie temu w Paryżu był minister spraw wewnętrznych Holandii i z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że w rozmowie z francuskim odpowiednikiem miał poprzeć pomysł Macrona. – Holendrzy są bardzo zainteresowani francuskim pomysłem wzmocnienia Schengen – mówi nam jeden z dyplomatów. Czy takie mini-Schengen oznaczałoby, że kraje obecnie w Schengen, które nie dołączyłyby do nowej, znacznie szerszej formuły współpracy, zostałyby odcięte kontrolami na granicach wewnętrznych UE? – Ta swoboda przemieszczania się już jest ograniczona. Pytanie więc, jak przejść do określonej grupy państw, gdzie tych kontroli nie będzie – tłumaczy dyplomata. Nie byłoby to więc wprost wyrzucenie Polski czy innych krajów niechętnych wspólnej polityce migracyjnej z Schengen. Raczej pozostawienie dużego Schengen z pewnymi kontrolami wprowadzonymi teraz czasowo, ale zmienionymi na permanentne, a może nawet rozszerzonymi. I w środku tego obszaru powstałoby małe Schengen, gdzie żadnych ograniczeń by nie było.

Dyskusja na pewno powróci oficjalnie po wyborach do Parlamentu Europejskiego. Kluczowe jest jednak, czy poparcie dla tego pomysłu wyrażą Niemcy. – Po wyborach Berlin ma przedstawić swoje stanowisko w tej sprawie – mówi nam jeden z dyplomatów.

Inni są jednak sceptyczni, czy Niemcy mogłyby poprzeć ten projekt. – Dla Berlina relacje gospodarcze w krajami Europy Wschodniej, które miałyby pozostać poza nowym Schengen, są zbyt cenne. Każda godzina postoju ciężarówki na granicy niemiecko-polskiej czy niemiecko-czeskiej to dla koncernów samochodowych potężne straty – mówi inny dyplomata. Przeciwnicy pomysłu mini-Schengen liczą więc głównie na presję ze strony niemieckiego biznesu.

Według szacunków Komisji Europejskiej całkowite wycofanie się z Schengen oznaczałoby roczne koszty dla gospodarki od 5 do 18 mld euro. Od 1,3 do 5,2 mld euro to tylko koszt utraconego czasu. Dochodzą koszty kontroli granicznej dla przewoźników, a także dla całej gospodarki, wynikające z nieuchronnego wzrostu cen. Niemiecka Fundacja Bertelsmanna szacowała, że ceny w imporcie wzrosłyby od 1 do 3 proc.

Dla Polski byłby to poważny cios. Swoboda podróżowania w strefie Schengen to dla nas symbol wolności po przystąpieniu do UE. Według ogólnoeuropejskiego badania opinii publicznej Eurobarometr 80 proc. Polaków uważa, że Schengen to jedno z największych osiągnięć UE. W Polsce 94 proc. osób wie, że nasz kraj należy do Schengen – wyższy odsetek jest tylko w Luksemburgu i Słowenii.

Wreszcie dla Polaków największą wartością Schengen jest zniesienie kontroli paszportowej. Układ istnieje od 1985 r. i obejmuje 420 mln ludzi w 26 państwach: 23 krajach UE i 3 spoza UE.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA