fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Giełda

Europejskie technologiczne IPO biją Amerykę

Akcje tegorocznych debiutantów notowanych w Paryżu, Londynie czy też w Berlinie w pierwszym miesiącu notowań średnio zyskały 20 proc. podczas gdy ich amerykańscy konkurenci dali zarobić inwestorom zaledwie 6,7 proc. Jaka jest tego przyczyna?
Sytuacja zmienia się. Dla inwestorów zainteresowanych szybkim zyskiem z ofert firm technologicznych takim magnesem jak niegdyś nie jest już kalifornijska Dolina Krzemowa, lecz Stary Kontynent. Głównym powodem są wyceny. W Europie są one o prawie połowę niższe.
W Europie obrodziło młodymi spółkami (startups) dzięki zachętom rządowym i ze strony korporacji. Takie firmy jak m. in. francuski producent elektronicznych zabezpieczeń Oberthur Technologies, czy brytyjski TransferWise zajmujący się transferem pieniędzy w tym roku przyciągnęły kapitał w wysokości 9,4 miliarda dolarów i obecnie w Europie jest więcej deweloperów profesjonalnych aplikacji mobilnych niż w Stanach Zjednoczonych , wskazują dane Atomico, firmy inwestującej w przedsięwzięcia na początkowym etapie rozwoju.
- Inwestorzy i przedsiębiorcy mają dużo okazji - przekonuje Mark Tluszcz, szef Mangrove Capital Partners, firmy, która jako jedna z pierwszych udzieliła wsparcia finansowego Skype'owi.
W tym roku na parkietach europejskich było 11 debiutów spółek technologicznych, które z IPO łącznie pozyskały 1,8 miliarda dolarów. Za oceanem technologicznych IPO było 13 a wpływy z nich sięgnęły 4,3 miliarda dolarów.
Ostatni przykład to szwedzka firma CLX Communications, dostawca technologii mobilnych. Jego akcje w ciągu miesiąca podrożały 49 proc. podczas gdy spółka Pure Storage w USA mogła się pochwalić 3,7-proc. wzrostem kursu. To zjawisko występuje tylko w branży technologicznej. W innych sektorach miesięczne stopy zwrotu debiutantów były prawie takie same.
Od 2013 roku na skutek rozgłosu wokół młodych firm w Stanach Zjednoczonych powstało prawie trzy razy więcej spółek o wartości miliarda dolarów niż w Europie, tzw unicorns. Ale wrzawa medialna podbiła ich wyceny. Te które zostały wprowadzone na giełdę w tym roku miały średnią wycenę na poziomie prawie czterokrotności sprzedaży. W Europie ten wskaźnik wynosił 2,6.
Powody windowania wycen prywatnych spółek technologicznych w USA są dobrze znane. Przyczyniają się do tego fundusze hedgingowe i inwestycyjne lokujące pieniądze w gorące startupy przed ich upublicznieniem, właściciele liczący na przejęcie oraz pojawienie się prywatnych rynków akcji, gdzie iinsiderzy mogą sprzedać swoje walory.
- W Europie inwestorzy preferują dłuższy horyzont - wskazuje Fernando Chueca z Carlyle Group.
Na giełdach azjatyckich w tym roku były 54 technologiczne debiuty, a spółki te łącznie pozyskały 2,1 miliarda dolarów. Średni miesięczny skok cen wyniósł 189 proc. Największy udział w tym miały Chiny i Hongkong, gdzie drobni inwestorzy są skłonni kupić gorące akcje nie patrząc na fundamenty spółek czy wyceny, zwraca uwagę Andre Awdry, zarządzający w Henderson Global Investors, gdzie inwestorzy ulokowali około 120 miliardów dolarów.
Susan Anthony z Mirabaud Securities sugeruje, że bardziej korzystne może być skoncentrowanie się na większych i bardziej rozwiniętych rynkach. Takich jak Stany Zjednoczone.
- W Europie są interesujące spółki, ale trzeba znać ten rynek a z takim sektorem jak technologie, który wciąż się zmienia wiąże się dodatkowe ryzyko - przekonuje Anthony.
Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA