fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Giełda

Wysyp debiutantów na Wall Street

Rynek w Nowym Jorku jest w tym tygodniu miejscem wielu IPO
Spencer Platt/Getty Images/AFP
W tym tygodniu ma dojść na giełdach w USA do 14 ofert publicznych, które mogą być warte łącznie 7,8 mld dol. Pod względem liczby IPO ten tydzień będzie więc najlepszy od 2014 r. Jeśli chodzi o pieniądze zebrane w ofertach publicznych, to obecny tydzień może być najlepszy od maja 2019 r., czyli od oferty Ubera.

W środę zadebiutowała w Nowym Jorku firma technologiczna Snowflake (producent oprogramowania baz danych wykorzystywanego w chmurze), a przed rozpoczęciem obrotu jej akcjami szacowano, że może ona zebrać w ofercie publicznej od 3,86 do nieco ponad 4 mld dol. To prawdopodobnie będzie największe w historii IPO amerykańskiej spółki, zajmującej się wyłącznie produkcją oprogramowania.

Spółka Snoflake przekonała do zakupu dużego pakietu jej akcji (wartego 250 mln dol.) firmę inwestycyjną Berkshire Hathaway, należącą do miliardera Warrena Buffetta. Zrobiła to, choć Buffett jest znany z awersji do młodych spółek technologicznych oraz ich IPO. Pakiet akcji wart 250 mln dol. kupi również firma technologiczna Salesforce.com. Snowflake wywołała tak duże zainteresowanie m.in. dlatego, że oferuje klientom opragramowanie dla baz danych o wysokim standardzie, które może być wykorzystywane w chmurach internetowych wszystkich liczących się dostawców tego typu usług. Snowflake początkowo zapowiadała, że cena jej akcji w momencie IPO wyniesie 75–85 dol., w poniedziałek podwyższyła ją jednak do 100–110 dol., a we wtorek – do 120 dol.

W środę miała również miejsce inna znacząca oferta publiczna w Nowym Jorku. Debiutowała izraelska firma technologiczna JFrog Ltd (również producent oprogramowania wykorzystywanego m.in. w chmurze). Chciała ona zebrać z rynku 510 mln dol., a cenę swoich akcji w ofercie wyznaczyła na 44 dol. za sztukę, gdy wcześniej zapowiadała, że cena będzie w granicach 39–41 dol.

Od początku roku do środowego otwarcia, na giełdach w USA doszło do 113 ofert publicznych, w których zebrano z rynku łącznie 38,4 mld dol. Ofert było więc więcej niż na przykład w całym 2016 r. (105), ale jak dotąd mniej niż przez cały 2019 r. (160). Wiele z tych ofert dało dobrze zarobić inwestorom. Liczony przez firmę Renaissance Capital indeks U.S. IPO (pokazujący zmianę cen akcji spółek, które przeprowadziły oferty publiczne) wzrósł od początku roku o 58 proc. W tym czasie amerykański indeks giełdowy Nasdaq Composite zyskał prawie 25 proc., a Dow Jones Industrial spadł o niemal 2 proc.

– Rynek IPO jest w ogniu. Pomijając pewne obszary ryzyka, nie spodziewam się jego spowolnienia w tym roku – prognozuje Michael Gray, partner w chicagowskiej kancelarii prawnej Neal, Gerber & Eisenberg.

Część ekspertów widzi jednak złe strony dużej ilości ofert publicznych. – Gdy mamy zalew ofert, to zwykle jest zły znak dla reszty rynku. Jest tak dlatego, że zarządzający nie mają tylu nowych pieniędzy, co trzeba, więc wyprzedają część posiadanych przez siebie akcji, by kupić nowe. Biorąc pod uwagę to, że wrzesień jest zwykle słabym miesiącem dla rynku akcji, mówię wam, że musicie być przygotowani na czas, gdy te oferty będą przeprowadzane – stwierdził Jim Cramer, rynkowy guru i zarazem prowadzący programu „Mad Money" na CNBC (powiedział to jednak 11 września, czyli w okresie wyprzedaży akcji amerykańskich spółek technologicznych).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA