Giełda

Jak zyskać 254 proc. zamiast 116 proc.? Michał Wojciechowski, DM BOŚ

ROL
Gościem #PROSTOzPARKIETU był Michał Wojciechowski, zastępca dyrektora DM BOŚ.

W jednym z ostatnich "Przeglądów strategii funduszowych" publikowanych przez bossafund.pl przekonujecie, że kupowanie jednostek uczestnictwa funduszy kiedy są drogie przynosi zdecydowanie wyższe stopy zwrotu nić kupowanie ich, gdy są tanie. To dość rewolucyjna teza.

To prawda. Problem z kupowaniem w "dołku" polega na tym, że trzeba ten "dołek" znaleźć. Zwłaszcza, że najbardziej zależy nam nie tyle na samym "dołku", ile na następującym po nim odbiciu. Z przeprowadzonej przez nas symulacji wynika, że kupowanie jednostek funduszu akcji, których wycena spada poniżej minimum z wybranego okresu - a sprawdziliśmy to dla różnych przedziałów czasowych - w nadziej, że właśnie zbliża się "dołek" przynosi nieporównanie gorsze wyniki, niż kupowanie jednostek, kiedy ich wycena przekracza maksimum z ostatnich X dni, a więc w czasie, gdy - przynajmniej teoretycznie - zbliża się "górka".

"Dołek" okazuje się nie być "dołkiem" a "górka" górką"?

Dokładnie tak. Trendy giełdowe, zarówno spadkowe jak i wzrostowe mają swój impet. Prawdopodobieństwo, że trafimy na kontynuację trendu jest zdecydowanie większe niż wytypowanie momentu jego zmiany. To dlatego opłaca się postępować odwrotnie niż podpowiada logika i kupować siłę rynku - drogie jednostki - niż inwestować w jego słabość. To podejście rzeczywiście przeczy "logice supermarketu", według której najlepiej wybierać produkty po promocyjnych cenach.

Idąc krok dalej, proponujecie przeniesienie na grunt funduszy "strategii żółwia", którą nazywacie "funduszową strategią wybicia z kanału cenowego". Polega ona na tym, żeby kupować jednostki funduszu akcji gdy jego wycena przebija maksimum z minionych np. 20 dni, a sprzedawać, kiedy spada poniżej minimum z minionych np. 10 dni. Inwestowanie zgodnie z tym podejściem w latach 1999-2017 przyniosłoby 254 proc. zysku, podczas gdy nastawienie "kup i trzymaj" zaledwie 116 proc.

Strategia nie jest skomplikowana, wymaga jednak poświęcenia odrobiny czasu każdego dnia na śledzenie wycen jednostek funduszy. „Strategia" to jednak niewłaściwe słowo, mówimy raczej o podejściu inwestycyjnym, każdy musi sam wybrać jakie interwały mu najbardziej odpowiadają - 15, 20 czy 30-dniowe. Chcieliśmy przekonać inwestorów, szczególnie tych początkujących, żeby nie kierowali się wspomnianą "logiką supermarketu". Stopy zwrotu, które pan wspomniał nie są zresztą najważniejsze w tym przypadku. Dzięki podejściu kupowania wzrostów i sprzedawania spadów zyskujemy automatyzm działania, wyzbywamy się emocji. I jeszcze jedna ważna sprawa - ta strategia zdecydowanie ogranicza maksymalne obsunięcia wartości kapitału. We wspomniany okresie, największy spadek w „funduszowej strategii kanału cenowego" sięgnąłby 28 proc. Przy podejściu "kup i trzymaj", byłoby to aż 50 proc.

Jakie interwały wybrać przy strategii żółwia dla funduszy?

20 dni to taki okres sprawdzony i wielokrotnie testowany. Co nie znaczy, że dla wszystkich jest optymalny, wiele zależy od opłat, które inwestor ponosi kupując jednostki. Interwał 20-dniowy niewątpliwie generuje więcej transakcji niż 100-dniowy. Jeżeli inwestujemy w fundusze przez bossafund.pl nie musimy się przejmować dużą liczbą transakcji, bo nie ponosimy żadnych kosztów manipulacyjnych. Ale jeżeli ktoś kupuje fundusze u dystrybutora pobierającego opłatę manipulacyjną, koszty dużej liczby transakcji mogą zjeść sporą część zysku.

Wasze symulacje nie odpowiadają jednak na najważniejsze pytanie - który spośród 100 funduszy akcji polskich wybrać?

Tę kwestię poruszymy w najnowszym biuletynie. Nie ma jednej uniwersalnej odpowiedzi dla każdego inwestora. Dla kogoś najważniejsza będzie maksymalizacja zysku w krótkim okresie, dla kogoś innego powtarzalność wyników. Przy analizie stóp zwrotu musimy pamiętać, że fundusz, który jest na czele rankingu mógł dużo ryzykować, w związku z czym może tego dobrego wyniku nie powtórzyć. W najnowszym numerze biuletynu porównujemy strategię kupowania liderów pod względem wartości stóp zwrotu z kupowaniem maruderów.

Wyniki znów przeczą zdrowemu rozsądkowi?

Lepszą strategią okazuje się kupowanie jednostek funduszy, które plasują się w końcówce stawki. Zresztą analogiczne wnioski płyną z rynku amerykańskiego. Trzyletnia inwestycja w fundusze, które w minionych trzech latach były najlepsze, przynosi zdecydowanie gorsze stopy zwrotu niż postawienie na najsłabsze fundusze funduszy.

Dlaczego tak się dzieje?

Zarządzający równają do średniej - nie ma takich, którym zawsze udawałoby się dobrze obstawiać. Gdyby byli, prawdopodobnie nie zajmowaliby się zarządzaniem funduszami. I przeciwnie - ci, którzy przeholowali, nabierają pokory do rynku. Badania z USA pokazują, że średni czas utrzymywania się w czołówce dla 99 proc. funduszy wynosi właśnie trzy lata. My sprawdziliśmy to dla polskiego rynku w okresie rocznym. Nasza symulacja potwierdza, że lepiej zainteresować się funduszem "z dołu". Z jednym bardzo istotnym zastrzeżeniem. Nie powinien to być ostatni fundusz. Taka strategia nie przynosi dobrych rezultatów. Zdarza się, że ostatni przedstawiciel danej grupy ma jakieś poważne kłopoty strukturalne. Lepiej zdecydować się na kilka funduszy z końca stawki, ale unikać tych absolutnie najsłabszych. Trzeba przy tym sprawdzić, skąd się bierze ta słabość.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL