fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Fundusze Europejskie

Coraz więcej strat w efekcie weta dla unijnego budżetu

weto UE
AFP
Miasta mogą odczuć zaburzenia w przepływach unijnych pieniędzy już w 2021 roku. Ale najgorsze jest widmo braku dotacji pomocowych przy nowych inwestycjach.

Jeśli Polska i Węgry nie zrezygnują z groźby weta dla unijnego budżetu, już za kilka dni Bruksela będzie musiała rozpocząć przygotowania prowizorium budżetowego na 2021 rok. I im bliżej eksperci przyglądają się temu rozwiązaniu, tym bardziej widać, że niesie ono więcej ryzyk.

Pewne opóźnienia

Okazuje się, że prowizorium może utrudnić lub w niektórych przypadkach nawet uniemożliwić wykorzystanie w pełni unijnego wsparcia także na lata 2014–2020. – Można spodziewać się opóźnień w płatnościach z budżetu UE – mówi nam urzędnik Komisji Europejskiej, proszący o anonimowość.

Chodzi o to, że przez prowizorium do kasy unijnej już w 2021 r. wpłynie mniej pieniędzy niż faktyczne zobowiązania, wedle szacunków KE może zabraknąć 25–30 mld euro rocznie. – Te zobowiązania muszą być spłacane, ale może się to stać dopiero wtedy, kiedy bieżące wpływy do unijnego budżetu na to pozwolą – dodaje.

Zagrożone projekty

Pod znakiem zapytania stoją też projekty, które nie mają jeszcze podpisanych umów o dotacje z Unii Europejskiej. Tymczasem dotychczas (według stanu na 29 listopada) wartość podpisanych umów to 89,6 proc. dostępnej dla nas puli na lata 2014–2020 (chodzi o fundusze strukturalne). Czy pozostałe 10 proc., czyli ok. 35 mld zł, przepadnie, jeśli prowizorium wejdzie w życie?

Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej w odpowiedzi dla „Rzeczpospolitej" przekonuje, że nie ma takiego ryzyka. „Nowe nabory dotyczące pieniędzy z perspektywy 2014–2020 mogą być bowiem ogłaszane, umowy podpisywane, a środki wypłacane beneficjentom" – pisze resort.

– Za to pewne jest, że jeśli chodzi o nową perspektywę na lata 2021–2027, prowizorium wyklucza w ogóle nowe inwestycje czy przedsięwzięcia rozwojowe – zaznacza urzędnik KE.

Wśród największych beneficjentów unijnego wsparcia są samorządy, dlatego zapytaliśmy je, co dla nich w praktyce oznacza prowizorium. – W związku z tym, że za kształt prowizorium odpowiada Komisja Europejska, trudno jednoznacznie określić jego skutki – komentuje Krzysztof Żuk, prezydent Lublina. Jego zdaniem wygląda na to, że na finansowanie mogę liczyć jedynie projekty, na które podpisane zostały umowy o dofinansowanie i które są w toku realizacji.

Gra o miliardy

Jeśli chodzi o Lublin, to aktualnie wszystkie strategiczne inwestycje mają taki status, co oznacza, że ich realizacja nie powinna być zagrożona. – Ogromne jest jednak ryzyko dla przyszłych inwestycji, co oznacza gigantyczne kłopoty samorządów. Ich brak oznacza brak dużych inwestycji w rozwój infrastrukturalny, kulturalny, turystyczny czy społeczny – zaznacza prezydent Żuk. Sam Lublin musiałby zrezygnować z takich zaplanowanych inwestycji na łączną kwotę 2 mld zł, z czego dotacje UE mogłyby sięgnąć ok. 1,5 mld zł.

Maciej Fijałkowski, dyrektor biura funduszy europejskich i polityki rozwoju w warszawskim magistracie, także zaznacza, że stołeczne projekty mają już umowy. Ale wylicza, że w razie prowizorium stolica nie mogłaby zrealizować takich zaplanowanych projektów jak dokończenie II linii metra na warszawskiej Pradze, budowa dwóch stacji na I linii metra, rozbudowa sieci tramwajowej czy zakupów niskoemisyjnych autobusów.

Widmo katastrofy

– Teoretycznie weto nie wpłynie na obowiązującą perspektywę finansową i już realizowane przez miasto projekty, nie wiemy jednak, czy nie doprowadzi do zaburzenia w przepływie środków unijnych – zauważa Piotr Grzymowicz, prezydent Olsztyna. – A brak lub opóźnienie zaliczek mogą oznaczać, że będziemy musieli wykładać pieniądze z własnej kasy, na co nas nie stać – dodaje.

Jego zdaniem w dłuższym horyzoncie prowizorium i brak porozumienia w sprawie perspektywy na lata 2021–2027 to dla samorządów katastrofa. – Wetowanie budżetu unijnego jest niebezpieczne i może doprowadzić do chaosu. Nie tylko w kraju, ale też w całej Wspólnocie – mówi Grzymowicz. – Teraz powinniśmy skupić się na tym, jak podnieść się po pandemii, skorzystać z unijnego programu odbudowy i na nowo rozpędzić gospodarkę, nie możemy pozwolić sobie na to, by te fundusze nas ominęły – przekonuje.

Apel do rządu

Zresztą takie argumenty podnoszą wszyscy samorządowcy i wspólnie apelują do rządu polskiego o pilne porozumienie w kwestiach budżetowych. – Bez dotacji z UE rynek inwestycji samorządowych w zasadzie zamiera, bo większość tych projektów jest realizowana w oparciu o zewnętrzne źródła finansowania – mówi nam Arkadiusz Wiśniewski, prezydent Opola.

– Dlatego prosimy rząd, by nie rezygnował z 750 mld zł dla Polski. To nie chodzi o nas, te pieniądze trafiają do firm, tworzą miejsca pracy i tworzą gwarancję, że nie obniży się jakość życia naszych mieszkańców – przekonuje Wiśniewski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA