fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finansowanie

#RZECZoBIZNESIE: Bartosz Turek: Na wkład własny są sposoby

tv.rp.pl
Gdyby nie było wymagania wkładu własnego to ceny mieszkań byłyby znacznie wyższe – mówi Bartosz Turek, analityk Open Finance, gość programu Pawła Rożyńskiego.

Gość tłumaczył dlaczego nie mamy boomu kredytowego, mimo rekordowej zdolności kredytowej przeciętnej rodziny, niskich stóp procentowy i wysokich wynagrodzeń.

- Jest to ciekawy paradoks. Obecnie trzyosobowa rodzina, w której dwie osoby zarabiają średnią krajową, może dostać ok. 490 tys. zł w formie 30letniego kredytu hipotecznego. Jest to prawie największy wynik w historii – mówił Turek.

- Żeby się zadłużyć nie jest większym problemem posiadanie zdolności kredytowej. Problemem jest wkład własny. Trzeba mieć 20 proc. ceny mieszkania, żeby myśleć o kredycie – dodał.

Gość wyliczył, że gdybyśmy chcieli kupić przeciętną, 30 metrową kawalerkę w Warszawie, na wkład własny i koszty transakcyjne potrzeba 50-60 tys. zł w gotówce. - W miastach jak Wrocław, Poznań, Gdańsk czy Kraków to mniej więcej 10 tys. zł mniej – stwierdził.

Turek zaznaczył, że gdyby nie było wymagań odnośnie wkładu własnego, to rynek byłby znacznie bardziej dynamiczny. - Zarówno w okresach hossy mocniej by rósł, ale w czasie spowolnienia czekałby nas większy kryzys. Wkład własny stabilizuje rynek – ocenił.

- Teoretycznie wysoki wkład własny powoduje, że trudniej jest kupić mieszkanie. Z drugiej strony, gdyby go nie było to ceny byłyby znacznie wyższe – dodał.

Zaznaczył, że teoretycznie mieszkania w Polsce byłyby o 30-50 proc. droższe niż dziś, gdyby banki nie wymagały 20 proc. wkładu.

Gość przypomniał, że według szacunków NBP w 2016 r. Polacy w 6 największych miastach, idąc do sprzedaży biur deweloperów, wydali ponad 14 mld zł gotówki na zakup mieszkań. - Uogólniając, można powiedzieć, że 2 na 3 mieszkania były sprzedawane za gotówkę – mówił.

- W tym momencie mieszkania kupują inwestorzy szukając alternatywy dla swoich pieniędzy – dodał.

Turek zaznaczył, że po pierwszym tygodniu kwietnia skończyły się ostatnie pieniądze w ramach programu MdM w tym roku.

- Widać, że w najbliższych miesiącach nie będzie udzielanych tylu kredytów jak na początku roku. Zobaczymy, czy to będzie efekt trwały, czy tylko przejściowy – mówił.

Turek podał, że przeciętne oprocentowanie kredytów hipotecznych w tym momencie to ok. 4-4,5 proc.

- Trudno się dziwić, że nie jest to najważniejszy produkt w bankach, jeżeli jest on niskomarżowy. Bank po odliczeniu wszystkich kosztów na kredycie zarabia 1 proc. Po wprowadzeniu podatku bankowego musi połowę tego oddać – tłumaczył.

- Jest to wciąż atrakcyjny produkt, bo wiąże klienta, który może w przyszłości skorzystać z innych, znacznie wyżej marżowanych produktów – dodał.

Gość wyjaśnił, że wybierając kredyt jest wiele kwestii na które trzeba zwrócić uwagę. - Może się okazać, że bank zaoferuje nam jakieś ubezpieczenie, a dzięki temu będziemy mieli niższą marżę. Wszystko trzeba przeliczyć czy się opłaca. Podobnie z korzystaniem z karty kredytowej. Może, ale nie musi się to opłacać – mówił.

Turek podkreślił, że można znaleźć substytut wkładu własnego. - Będzie jeszcze jedna transza programu MdM. Są też książeczki mieszkaniowe, które dają premię gwarancyjną. Może ona wynosić nawet kilkanaście tys. zł – tłumaczył.

- Jeżeli ktoś ma stare mieszkanie, to może zadeklarować, że je sprzeda. Banki wtedy uwzględnią część planowanej ceny sprzedaży jako wkład własny – wyliczał.

- Jeżeli ktoś buduje dom to wkładem własnym jest grunt, czy kupione materiały budowlane – dodał.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA