fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Kraków ma rozliczyć niedoszłą olimpiadę

Adobe Stock
Pieniądze z dotacji nadal mają status środków publicznych i można je wykorzystać jedynie w ściśle określony sposób i w niezbędnym zakresie.

Dotacje podlegają zwrotowi, m.in. gdy zostały pobrane w nadmiernej wysokości. Te same zasady obowiązują, gdy jest spór co do ich wysokości między beneficjentem a przekazującym dotację.

To sedno najnowszego wyroku Sądu Najwyższego dotyczącego rozliczenia dotacji, jakiej minister sportu i turystyki udzielił Gminie Miejskiej Kraków na organizację zimowych igrzysk olimpijskich w 2022 r.

Nieprzewidziane okoliczności

Miasto Kraków domagało się od Skarbu Państwa – ministra sportu 963 tys. zł jako reszty drugiej transzy dotacji. Fakty były niesporne: 28 lutego 2014 r. strony zawarły umowę, na podstawie której SP reprezentowany przez ministra sportu zlecił miastu Kraków prowadzenie starań o przyznanie roli gospodarza olimpiady (wraz ze słowackim regionem). Na ten cel przyznano miastu dotację celową 12,7 mln zł. Miała być przekazana w czterech transzach, ale gdyby kandydatura miasta nie zakwalifikowała się do drugiej fazy (MKOl miał podjąć decyzję 8 lipca 2014 r.), Kraków miał przedstawić sprawozdanie z dotychczasowych prac, a trzeciej i czwartej transzy już nie otrzymywał. Strony przewidziały też możliwość rozwiązana umowy polubownie w razie uniemożliwiających jej wykonanie okoliczności, za które nie ponoszą odpowiedzialności. I taką okolicznością okazało się referendum. Miasto rozpisało je na 25 maja 2014 r., a mieszkańcy Krakowa nie poparli idei organizacji igrzysk. Minister zaproponował miastu rozliczenie końcowe, a ponieważ miasto odmówiło, sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Warszawie.

Ten uznał, że ponieważ Kraków jednostronnie odstąpił od zadania, uniemożliwiając jego ocenę przez MKOl, żądanie zapłaty pełnej drugiej transzy jest niezasadne. Sąd apelacyjny był innego zdania i ją zasądził. Wskazał, że miasto przygotowało aplikację i złożyło ją w MKOl, a odpadł jedynie cel umowy. Taką możliwość w niej jednak przewidziano, dzieląc proces dotacji na dwie fazy: aplikacji i kandydatury. Minister nie mógł odmówić dotacji za pierwszą fazę, gdyż nie wskazał, aby miasto w jakiejś części jej nie wykonało.

Nie ma na zapas

Sąd Najwyższy, do którego odwołał się SP, był innego zdania. Wskazał, że niezakwalifikowanie się do drugiej tury nie oznaczało konieczności zwrotu środków wydanych przed dniem decyzji MKOl. Wskutek referendum, które było wiążące dla władz miasta, Kraków wiedział już jednak, że igrzysk nie będzie, a wydatki byłyby niecelowe. Miasto nie nabyło zatem uprawnienia do całej drugiej transzy, ale jedynie w części uzasadnionej harmonogramem przedsięwzięcia, z uwzględnieniem proporcji wkładu własnego miasta i kwoty dotacji.

– Nawet już przekazane pieniądze z dotacji nadal mają status środków publicznych i można je wykorzystać jedynie w sposób ściśle określony przez dotującego i w niezbędnym zakresie – podkreślił w uzasadnieniu wyroku sędzia SN Władysław Pawlak.

W konsekwencji SN zwrócił sprawę SA do ponownego rozpoznania.

Sygnatura akt: I CSK 652/17

Opinia dla „rzeczpospolitej"

Stefan Płażek, adwokat

Jako krakowianin nie mam powodów do radości z wyroku Sądu Najwyższego, niezależnie od tego, że większość z nas pomysłu olimpiady nie poparła. Dla mojego miasta jest to jakaś tam strata, ale z wywodem SN trudno mi polemizować. Rzeczywiście nie jest tak, że podjęcie poniewczasie w stosunku do ogłoszenia pomysłu olimpiady inicjatywy referendalnej można zakwalifikować jako nieprzewidywalny wypadek losowy. Wszczynając referendum, należy mieć świadomość jego rezultatów, a zatem przeprowadzić zawczasu albo zaproponować kontrahentowi konkretne rozwiązania na wypadek referendalnego niepowodzenia. Tymczasem było to trochę mierzenie sił na zamiary. Mam nadzieję, że kiedyś taka inicjatywa jeszcze u nas powstanie, a wtedy już będziemy bogatsi w obecne doświadczenie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA