fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Kredyt złotowy, oprocentowanie frankowe

AFP
Tylko 31 tys. zł kosztowałby 30-letni kredyt złotowy, gdyby w 2008 r. został zaciągnięty z oprocentowaniem we franku. Sądy mogą sprawić, że nie będzie to tylko teoretyczny kredyt.

Sąd Najwyższy w kwietniu wydał orzeczenie w sprawie dwóch osób mających hipotekę frankową, które skutkowało usunięciem mechanizmu indeksacyjnego, uznanego za klauzulę abuzywną, z umowy. De facto przewalutowanie hipoteki na złote przy utrzymaniu oprocentowania w szwajcarskiej walucie (CHF LIBOR). Zdaniem sądu umowa może istnieć bez mechanizmu indeksacyjnego, więc nie została rozwiązana ani nie szukano innego mechanizmu.

Kredyt jak marzenie

Taki kredyt byłby bardzo korzystny dla klientów, bo CHF LIBOR wynosi od lat ok. -0,75 proc., zaś polski WIBOR ok. 1,7 proc. Najlepiej zobrazować potencjalne skutki takich wyroków na przykładzie. - Weźmy pod uwagę kredyt zaciągnięty w połowie 2008 r., a więc wtedy, gdy helwecką walutę można było kupić za około dwa złote. Był to najgorszy moment, aby kredyt we franku zaciągnąć, bo mające niebawem nadejść umocnienie się szwajcarskiej waluty doprowadziło do skokowego wzrostu raty. Szybko okazało się, że to kredyt złotowy potrafi być tańszy niż walutowy – mówi Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments.

Przyjmuje, że modelowy kredytobiorca zaciągnął wtedy dług o wartości 300 tys. złotych na 30 lat. Gdyby pieniądze te pożyczyć w ramach kredytu we franku szwajcarskim z marżą na poziomie 1,2 proc., to do dziś kredytobiorca oddałby do banku około 239 tys. złotych, a do spłaty pozostałoby jeszcze około 398 tys. zł – wynika z szacunków HRE Investments.

Pod tym względem w znacznie lepszej sytuacji byłby ktoś kto zadłużył się 11 lat temu w rodzimej walucie. W międzyczasie musiałby oddać do banku 198 tys. zł (w tym odsetki w kwocie prawie 126 tys.), a do spłaty zostałoby około 228 tys. zł. Zakładamy przy tym, że w 2008 r. kredyt był zaciągnięty z korzystną marżą na poziomie 1 proc.

A co gdyby kredyt zaciągnięty został w złotych, a oprocentowanie było frankowe, czyli bardzo niskie? - W takim przypadku przez 11 lat kredytobiorca wydałby na raty łącznie 131 tys. zł, ale do spłacenia pozostałoby mu niecałe 200 tys. złotych. W efekcie faktyczne odsetki i koszty pochłonęłyby w tym wypadku mniej niż 31 tys. zł. Kredyt ten byłby więc cztery razy tańszy niż złotowy – wylicza Turek.

Takiej sytuacji pozazdrościć mogłaby więc zarówno osoba, która wybrała kredyt w helweckiej walucie, jak i taka, która wolała mniej ryzykowny, ale droższy kredyt złotowy. Kredytobiorca, który ma kredyt złotowy z oprocentowaniem frankowym po pierwsze oszczędza na obsłudze kredytu, a ponadto ma do spłacenia mniej niż ktoś kto od 11 lat regularnie spłaca kredyt w rodzimej walucie.

Pomieszkanie z poplątaniem

Sytuacja, w której kredyt walutowy zmienia się w złotowy oznacza, że ryzyko walutowe zostaje przerzucone na bank. Do tego bank bierze na siebie ryzyko rodzimej stopy procentowej, a kredytobiorca zostaje z ryzykiem szwajcarskiej stopy procentowej. To dla klienta świetna informacja, ale może mieć też zły skutek edukacyjny – klienci w przyszłości mogą zdecydować się na bardziej ryzykowne działania, bo uznają, że może sądy ich wybronią.

Dla banku to zła informacja, bo składnik oprocentowania kredytu frankowego - LIBOR dla franka - jest dziś ujemny, czyli oprocentowanie kredytu w tej walucie powinno być niższe niż marża ustalona w umowie kredytowej. - Nie tylko w oprocentowaniu leży cały problem. Bank musi ponadto wziąć na siebie sporą stratę związaną z różnicami kursowymi. Chodzi o to, że pożyczając 200 tys. złotych w połowie 2008 roku bank pożyczał równowartość około 100 tysięcy franków, a dziś 100 tysięcy franków wartych jest około 380 tysięcy złotych. W międzyczasie osłabienie złotego wobec franka miało wpływ nie tylko na saldo samego kredytu, ale też wszystkie dotychczas płacone przez „frankowiczów” raty – zaznacza ekspert HRE Investments.

Jeśli sądy uznają, że kredyt w helweckiej walucie jednak ma być traktowany jak ten udzielony w złotówce, ale ze szwajcarskim oprocentowaniem, to wszystkie rozliczenia pomiędzy bankami i kredytobiorcami trzeba będzie wykonać od nowa. Koszty dla banków mogą iść w wiele miliardów złotych (wg ZBP nawet ok 60 czy 80 mld). Dla porównania zysk całego sektora bankowego w 2018 roku wyniósł 14,7 mld złotych.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA