fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Kacper Kuszewski o swoich najlepszych wakacjach

EAST NEWS
Moje najlepsze wakacje: Kacper Kuszewski, aktor

Chociaż sporo w życiu jeździłem po świecie i odwiedziłem wiele pięknych miejsc, to jednak poczułem w sobie na tyle patriotycznego ducha, że postanowiłem państwu szczególnie zarekomendować Kaszuby. To miejsce, z którym czuję olbrzymi związek emocjonalny, ponieważ są dla mnie mitycznym rajem dzieciństwa.

Wychowywałem się w Trójmieście, a jak wiadomo, wszyscy jego mieszkańcy latem uciekają stamtąd przed tłumem turystów, którzy swą obecnością bardzo zmieniają nadmorskie miasta. Dla mnie urodzonego w Gdyni spacery po nadmorskich bulwarach w szczycie sezonu turystycznego w tłumie i hałasie były czymś mało przyjemnym. Dlatego też wraz z rodzicami i siostrą wyjeżdżaliśmy zazwyczaj na wakacje na Kaszuby, nad jezioro.

Jak już wspomniałem, stały się one mitycznym rajem mojego dzieciństwa, bo tato wprowadzał mnie w świat przyrody oraz w życie biwakowe. Nie mieszkaliśmy bowiem w hotelu, tylko rozbijaliśmy namiot na łonie natury. Zabieraliśmy ze sobą małą, składaną żaglówkę, którą tato uczył nas żeglować. Na tamtych jeziorach nauczyłem się pływać.

Zapach Kaszub i malowniczość krajobrazu zapamiętałem na długo. Kaszuby poza miejscami powszechnie znanymi mają wiele urokliwych zakamarków do odkrycia. Dla mnie jednym z ważniejszych miejsc, wartych polecenia, jest skansen etnograficzny Muzeum Wsi Kaszubskiej we Wdzydzach Kiszewskich. Właśnie tam na dość rozległym terenie przeniesione są z całych niemal Kaszub zrekonstruowane autentyczne chłopskie chaty z przełomu XIX i XX wieku. Jest tam m.in. szkoła wiejska, a także budynek poczty. Wszystko urządzono tak, jakby życie stale się w tych miejscach toczyło. Złudzenie jest niezwykłe, bo na przykład wchodzi się do kuchni jednej z chat, a tam na stole jest deska, na której widać świeżo pokrojony szczypiorek. Z kolei w klasie szkolnej na stole nauczyciela leży otwarty dziennik z wpisanymi ocenami, a obok leży odkręcone pióro. Można było usiąść w ławkach i poczuć atmosferę tamtych lekcji.

Każda chata urządzona jest trochę inaczej. Wchodziłem tam i miałem poczucie jakiegoś równoległego świata, w którym ciągle żyją ludzie. Przed każdą posesją były zadbane ogródki warzywne i kwiatowe. To wszystko dojrzewało na krzakach, widać było, że ktoś o to dba. I naprawdę nie robiło to wrażenia muzeum czy skansenu, tylko normalnie żyjącej wsi, w której nagle czas stanął w miejscu. Ta wizyta w skansenie to był taki dodatek do opowieści o moich ukochanych Kaszubach, za którymi ciągle tęsknię i bardzo żałuję, że nie mogę tam powracać tak często, jak bym chciał. ©?

—not. Jan Bończa-Szabłowski

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA