fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Martin Scorsese o guru sarkazmu

Martin Scorsese i Fran Lebowitz w serialu Netfliksa
Netflix
Siedmioodcinkowy serial dokumentalny „Udawaj, że to miasto" reżysera „Taksówkarza" pokazuje Nowy Jork pisarki Fran Lebowitz.

Gdy Scorsese zrobił o Fran Lebowitz pierwszy dokument „Wystąpienie publiczne" (2010), była już legendarną miejską osobistością, której rubrykę w magazynie „Interview" dał niegdyś sam Andy Warhol. Jej specjalnością stało się pisanie o filmach „najlepszych z najgorszych". Do ostrego stylu pasował męski garnitur i kowbojki. Gdy dopadła ją pisarska blokada, grała sędzinę w serialu „Prawo i porządek" oraz w „Wilku z Nowego Jorku".

– Teraz z Fran szukaliśmy takiej formy, by w nowy sposób opowiedzieć jej historię – mówi Scorsese dla „Rolling Stone". – Zaczęliśmy rozmawiać przy widowni, co tydzień w innym teatrze. Ludzie pytali, kłócili się, śmiali.

– Warunkiem było to, że nie znam pytań. I odpowiedzi! – mówi Lebowitz, która uwielbia improwizować. O Nowym Jorku mówi, że to „Pierścień Nibelunga", wielka opera, utrapienie wszech czasów. W filmie powracają David Bowie, New York Dolls, Brigitte Bardot. Bohaterka ujawnia, w zamian za co zaproponował jej e-papierosa Leonardo Di Caprio i dlaczego gonił ją po ulicach jazzman Charles Mingus.

Lebowitz uważa się za jedyną osobę pośród ośmiu milionów nowojorczyków, która porusza się w mieście, patrząc wokół i pod nogi. Czasami prowokacyjnie daje komuś na siebie wpaść, by powiedzieć: „Nie jesteś sam. Staraj się udawać, że to miasto, w którym są inni ludzie".

Nigdy się nie nudzi. Pochłania tysiącami książki i treść płyt na chodnikach, uwieczniających czyjąś działalność, egzystencję pisarzy. Stała się też specjalistką od nowojorskiego szaleństwa. Znajomi psychiatrzy żartują, że ich koledzy z innych miast uczą się 14 lat po to, by słuchać narzekań na żony i mężów. Na Manhattanie ludzie płacą 500 dolarów, żeby narzekać na miejski hałas.

Lebowitz to urodzona stand-uperka. Jej wspomnienia skrzą się od anegdot. Również o sobie. O tym, jak na premierze „Upiora w operze" spadał na nią żyrandol. Nie rozumie, dlaczego wkurza ludzi: wyraża tylko opinie. „Mnie wkurza tylko to, że nie mogę nic zmienić, choć opinie wypełniają mnie". Krytykuje wszystko: także kwiatki w ulicznych donicach, bo przypominają jej mieszkanie babci. Brakuje zdjęć wnuczków. I łakoci.

Fragment z talk-show Aleca Baldwina przypomina, że gdy przyjechała do Nowego Jorku, zwanego wtedy „horror city" ze względu na skalę przestępstw, nie przeszkadzały jej pomazane autobusy i kieszonkowcy w metrze. Zgłoszenie kradzieży rzeczy z samochodu było wyśmiewane przez policję. Kto zostawia je na widoku?

Aby utrzymać się w mieście, sprzątała, handlowała paskami, prowadziła taksówkę. Podrywając kogoś, pytała: czy masz w domu czynne ogrzewanie, bo było dla niej za drogie. Teraz podchodzą do niej młodzi ludzie i mówią: chcielibyśmy, tak jak ty, żyć w tamtej dekadzie. Odpowiada: ja nie zaczepiałam staruszków i nie mówiłam im, że chcę się przenieść w lata 30.

Mogłaby zostać burmistrzem. Jednak tylko na nocą zmianę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA