fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Barbara Hollender poleca nowości na DVD

Kadr z "Prostej historii o morderstwie"
Kino Świat/ Krzysztof Wiktor
Dzisiaj sensacja po amerykańsku czyli brutalne kino akcji z tłem psychologicznym „Księgowy” Gavina O’Connora i sensacja po polsku czyli „Prosta historia o morderstwie” Arkadiusza Jakubika - znakomity film o przemocy w rodzinie, z tłem społecznym. A dla amatorów czegoś bardziej klasycznego – czwarty sezon „Sherlocka” z Benedictem Cumberbutchem

„Prosta historia o morderstwie”

reż. Arkadiusz Jakubik, Kino Świat

Już w pierwszych scenach kamera pokazuje tu zbrodnię. Zwłoki mężczyzny i kobiety. Kobieta w kałuży krwi. Jakby uderzyła się w głowę? Mężczyzna postrzelony. Obok niego pistolet. I syn. Przedziera się przez nocne miasto, wycieraczki nerwowo zgarniają z szyby krople deszczu. Pod domem karetka, radiowóz. Chłopak oniemiały. To jego rodzice.

Pod koniec filmu widz dowie się „kto zabił”. Ale „Prosta historia...” Arkadiusza Jakubika nie jest typowym kryminałem. To kino społeczne. I wiwisekcja rodziny. Niby zwyczajnej. Ojciec policjant, zahukana żona. Trzech synów. Najmłodszy - głuchoniemy, porozumiewa się językiem migowym. Starszy uciekł z domu. I ten trzeci, główny bohater, który właśnie skończył akademię policyjną.

„Prosta historia o morderstwie” to wstrząsający obraz przemocy w rodzinie. A w tle tej opowieści jest miasto. Szarobure, z odrapanymi podwórkami. Pełne korupcji, szemranych interesów, nieformalnych związków miejscowej władzy i drobnych aferzystów. Jakby przyzwalające na nieprawości.

Znakomity aktor, który swoje najważniejsze kreacje stworzył w filmach Wojciecha Smarzowskiego, zrobił film niepokojący, pełen niełatwych pytań. Mroczny. O agresji. O demonach, które kryją się z zwyczajnych ludziach. O źle zakorzenionym w życiu społecznym.

Jakubik jako reżyser ma swój własny, rozpoznawalny styl. Łamie na ekranie chronologię wydarzeń, ale robi to tak, że wszystko układa się w pełną, niepokojącą całość. Przygląda się bohaterom z bliska. Z jego filmu bije prawda. Szorstka, niełatwa.

„Prosta historia o morderstwie” jest opowieścią o życiu, miłości, tęsknotach i niespełnieniach. I o trudnej, siermiężnej, brutalnej codzienności. Wcale nie taka prosta.

„Księgowy”

reż. Gavin O’Connor, Galapagos 

Ben Affleck ma w domu dwa Oscary. Za scenariusz „Buntownika z wybory” i jako reżyser nejlepszego filmu roku 2013 „Operacja Argo”. Nie ma Oscara za żadną rolę i chyba nie bez powodu. Jest aktorem dość drewnianym. Jednak w roli Christiana Wolffa właśnie takie aktorstwo się sprawdza. Bohater „Księgowego” jest bowiem facetem, który ma problemy z okazywaniem uczuć i z relacjami z ludżmi. Jest za to genialnym matematykiem. Wybitnym księgowym. I facetem, który kryje niejedną tajemnicę.

„Państwa syn jest niezwykłym człowiekiem, cechuje go niezwykła inteligencja kognitywna i  osobowość anankastyczna” – powiedział kiedyś jego rodzicom psychiatra. „Czy będzie mógł normalnie żyć?” – pytali. Po latach Wolff oficjalnie prowadzi małą firmę rozrachunkową na przedmieściach Chicago, nieoficjalnie – pracuje dla organizacji przestępczych. Jest samotnikiem, maszyną. W domu ma jeden widelec, jeden nóż i jedną łyżkę, ale w garażu chowa ogromny majątek. Gdy zaczyna mu deptać po piętach FBI, podejmuje współpracę z firmą produkującą roboty i protezy.

W „Księgowym” każdy znajdzie coś dla siebie. Mocne kino akcji, thriller, dramat psychologiczny o autystycznym człowieku, który nie potrafi nawiązać emocjonalnego kontaktu z innymi. Wszystkie poplątane w pierwszej części filmu układają się pod koniec w logiczną całość. Zakończenie wielu widzów rozczaruje przewidywalnością, ale nudzić się w czasie projekcji nie można.

„Sherlock” - 4 sezon

Best Film

Tego serialu nie trzeba specjalnie rekomendować. Na pomysł zrealiowania na nowo opowieści o Sherlocku Holmesie wpadli Mark Gatiss i Steven Moffat. Podobno w pociągu, którym jechali na plan „Doktora Who”. Gatiss w tamtym cyklu grał, a Moffat był jego scenarzystą i producentem. Ich „Sherlock” zyskał ogromną popularność. Został sprzedany do 224 (!) krajów, na Facebooku ma około 6 mln fanów. Każdy odcinek – trwający półtorej godziny – to zamknięta całość jak w filmie fabularnym. Bardzo wysoko aktorską poprzeczkę postawili tu Benedict Cumberbutch grający tytułowego detektywa (z komórką w ręce) i Martin Freeman czyli filmowy Dr Watson.

Teraz widzowie dostają na płytach trzy odcinki czwartego sezonu. „Sześć popiersi Thatcher” wzorowane jest na „Sześciu popiersiach Napoleona”. Prowadząc śledztwo w sprawie śmierci syna ministra Holmes natyka się na informację na temat szpiegowskiej przeszłości Mary Watson. I próbuje ustalić, czy zniszczenie popiersia Thatcher to nic nieznaczący incydent czy zapowiedź katastrofy. Nie jest też spoilerem, że w tej serii Watson straci swoją żonę – podobnie było u Conan Doyle’a. „Zakłamanego detektywa” mamy zamiast klasycznego „Umierającego detektywa”.  Wreszcie finałowa „Ostatnia zagadka” oparta została na opowiadaniu pod tym samym tytułem. Recenzje tej ostatniej części nie były entuzjastyczne, ale twórcy musieli pozostawić sobie furtkę do realizacji kolejnych odcinków serialu.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA