fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Witold Orłowski: Chleb i igrzyska

Donald Trump
AFP
Na różne sposoby można wykorzystywać dla celów politycznych pandemię.

Donald Trump wykorzystuje ją dla prób podważenia wyniku wyborów prezydenckich. Ściślej rzecz biorąc, wykorzystuje w tym celu argument o większej niż normalnie liczbie Amerykanów, którzy zagłosowali korespondencyjnie (zwłaszcza tych żyjących w dużych miastach, a więc w większości głosujących na jego rywala). Dlaczego ma to stanowić dowód na wyborcze oszustwo, w gruncie rzeczy nie wiadomo, ale pokonany prezydent chce, by ziarno nieufności zostało zasiane. Bo patrząc na całe jego życie, można być pewnym jednego – jest to człowiek, który nigdy nie przyzna się ani do żadnego bankructwa swojego biznesu (choć zbankrutowało ich wiele), ani do przegrania wyborów.

Z kolei premier Boris Johnson wykorzystuje wywołany pandemią potężny kryzys gospodarczy do hazardowej zagrywki w negocjacjach z Unią Europejską po to, by wytargować bardziej akceptowalne politycznie i mniej upokarzające dla Londynu warunki brexitu. Gdyby nie pandemia rynki finansowe właśnie dziś żyłyby tym, czy jest jeszcze szansa na porozumienie handlowe, które uchroniłoby Wielką Brytanię od ogromnych strat spowodowanych rozwodem bez umowy. Wszyscy śledziliby z napięciem negocjacje i brytyjskie wskaźniki gospodarcze. Recesja, w którą mogłaby wpaść gospodarka – np. spadek PKB o 1 proc. w pierwszym kwartale 2021 – mogłaby też być gwoździem do trumny Johnsona. A jak to dziś wygląda? Przy prognozowanym spadku brytyjskiego PKB o ponad 10 proc. w roku 2020 skutków bezumownego brexitu nie da się prawie zauważyć.

Zwolennicy ściślejszej integracji Unii Europejskiej również wykorzystują pandemię jako narzędzie politycznego nacisku. Po trwającej całe dekady zażartej walce o to, by Unia nie zaciągała żadnych wspólnych długów (dbali o to przede wszystkim Niemcy, przekonani, że w efekcie to oni będą musieli te długi za innych spłacać), dziś kraje członkowskie zgodziły się na stworzenie Funduszu Odbudowy, finansowanego wspólnie zaciągniętymi na rynku pożyczkami. Czyli na coś, co niektórzy uważają za moment hamiltonowski – rozpoczęcie budowy naprawdę wspólnych finansów.

Wszystkie te historie mają wspólny mianownik: wszyscy starają się walczyć z pandemią, przy okazji wykorzystując ją po to, by realizować pewne cele polityczne.

A u nas, jak to u nas, całkiem odwrotnie. Miesiące letniego złagodzenia epidemii, kiedy należało przygotować służbę zdrowia na nieuchronną próbę jesienno-zimową, zostały zmarnowane. Więc w konsekwencji trzeba dziś zamykać gospodarkę. Więc budżet musi się dramatycznie zadłużać, żeby wypłacać zasiłki i rekompensaty. Więc coraz bardziej będzie brakować chleba. Więc trzeba więcej igrzysk. Nie po to, by wykorzystywać pandemię dla celów politycznych, ale po to, by jak się da odwracać od niej uwagę. Jak się da i czym się da: aborcją, obroną kościołów, wetem do budżetu Unii, walką ze spiskiem lekarzy, walką z typowym dla zachodniej Europy handlem dziećmi, prawami zwierząt.

Głęboka wiara rządzących, że w ten sposób skutecznie odwróci się uwagę od pandemii, jest o tyle błędna, że na dłuższą metę chleb jest jednak dla ludzi ważniejszy od igrzysk. A konsekwencje braku strategii i nieudolności będą coraz bardziej widoczne. Chleba będzie tym mniej, im bardziej szalone będą polityczne harce. I żadne igrzyska go nie zastąpią.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA