fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Krzysztof Kowalski: Odwieczny sen ludzkości o życiu bez bólu

Strzykawki i  środki przeciwbólowe
AdobeStock
„Nic na świecie nie jest tak straszne jak ból fizyczny. W obliczu bólu nie ma bohaterów" (George Orwell, „Rok 1984").

Dzieje walki z bólem to tysiące lat poszukiwania panaceum na wszystkie dolegliwości, to dzieje poczynań zmierzających do przywrócenia radości życia odebranej przez chorobę. Mądrość ludowa głosi, że „wszystkiej wódki nie wypijesz, wszystkich kobiet nie pokochasz, ale starać się trzeba". Wedle mądrości naukowej nie ma i w dającej się przewidzieć przyszłości nie będzie panaceum na wszelkie bóle, choroby, ale starać się trzeba. Trzeba szukać i znajdować jak najwięcej.

Nie trzeba za to być profesorem medycyny, żeby wiedzieć, że w ciągu życia, a już zwłaszcza na jego początku, w dzieciństwie, nie da się uniknąć bólu fizycznego. Człowiek, podobnie jak każdy ssak (żeby ograniczyć się tylko do tego szczebla ewolucyjnego), jest istotą zawsze czującą i niekiedy cierpiącą, niekiedy tak bardzo, że aż nie do wytrzymania. Co wtedy?

Od niepamiętnych czasów sięga się po mak, mandragorę, konopie indyjskie, żeń-szeń, lulek czarny, piwo, wino, ale także po źródła naturalnej elektryczności, jakimi są elektryczne ryby, żeby wymienić choćby węgorze, drętwy czy zębacze nilowe.

Na marginesie: napięcie prądu wytwarzanego przez elektryczne ryby – czego dowiodła współczesna nauka – jest w praktyce takie samo jak w nowoczesnych elektrycznych przezskórnych stymulatorach nerwów używanych do zwalczania przewlekłego bólu.

To zwalczanie jest stare jak świat. Nie znamy jego początków, ale wykopaliska archeologiczne dostarczyły już wielu dowodów na to, że już pod koniec epoki kamienia, co najmniej 5 tysięcy lat temu, w Europie i Egipcie, aby uśmierzyć ból głowy nie do wytrzymania, uciekano się do trepanowania czaszki; nie wiadomo, czy z dobrym skutkiem, ale wiadomo, że wielu ludzi taką operację przeżyło.

Co najmniej 2,5 tys. lat przed Chrystusem Chińczycy zaczęli praktykować akupunkturę jako środek przeciwbólowy, co – jak wiadomo – praktykowane jest do dziś, przy braku sprzeciwu medycyny akademickiej. Z maku „od zawsze" wytwarzano opium, w roku 1805 zaś z opium uzyskano morfinę. W ogóle XIX stulecie przyniosło przełom w walce z bólem. Przede wszystkim zaczęto stosować eter, dzięki czemu operowani nieszczęśni pacjenci, którym otwierano jamę brzuszną lub amputowano kończynę, przestali cierpieć potępieńcze męki. Także w XIX wieku odkryto acetanilid, substancję skuteczną, ale równocześnie toksyczną; próby pozbycia się tej toksyczności doprowadziły w 1893 r. do uzyskania paracetamolu. W 1899 r. przyszła na świat aspiryna – narodziła się z kory wierzbowej, którą ratowali się już neandertalczycy.

Środki przeciwbólowe to jedno, ale wiedza o samym bólu – drugie. Międzynarodowe Stowarzyszenie Badania Bólu (jego odpowiednikiem jest Polskie Towarzystwo Badania Bólu) definiuje ból jako „nieprzyjemne doznanie czuciowe i emocjonalne związane z rzeczywistym lub potencjalnym uszkodzeniem tkanek". Medycyna dowiodła w sposób bezsporny, że ból jest zjawiskiem subiektywnym, nieco inaczej odczuwanym przez każdą osobę, i że każdy człowiek inaczej „uczy się" bólu poprzez doświadczenia wczesnego dzieciństwa. Jednak nie koniec na tym. Najnowsze badania mogą skłaniać do wniosku, że nie tylko poszczególni ludzie, ale cała ludzkość uczyła się bólu od swojego wczesnego „dzieciństwa".

Profesorowie Hugo Zeberg z Instytutu Karolinska w Sztokholmie i Svante Pääbo z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej Maxa Plancka w Lipsku odkryli, że neandertalczycy byli nosicielami trzech mutacji w genie o nazwie SCN9A. Koduje on białko, którego rola polega na  przekazywaniu „sensacji bólowych" do mózgu. Te trzy mutacje sprawiają, że białko o zmienionej budowie staje się bardziej skuteczne. Artykuł o tym zamieściło pismo „Current Biology". Badacze odnaleźli te trzy mutacje w wielu genomach neandertalskich, co skłoniło ich do wniosku, że były one powszechne w populacji neandertalskiej. Badacze odnaleźli też współczesnych ludzi posiadających neandertalską wersję tego białka; okazało się, że 0,4 proc. ludzi z brytyjskiego biobanku (bazy danych przechowującej genomy pół miliona Brytyjczyków) posiada kopie zmutowanego genu. U ludzi tych stwierdzono eksperymentalnie tendencje do nasilonego odczuwania bólu.

W jakim celu natura wprowadziła takie „ulepszenie"? Tego badacze na razie nie wiedzą, podkreślają wszakże – jak to ujął prof. Pääbo – że „ból jest czymś przystosowawczym, ostrzegawczym, a poznawanie jego fizjologii, od kolebki ludzkości, być może przybliża nas do wynalezienia panaceum na wszelkie fizyczne boleści, co byłoby spełnieniem snu, jaki ludzkość śni od miliona lat".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA