Reklama

Witold M. Orłowski: Czas czarnych łabędzi?

Na marginesie rosnącej paniki związanej z epidemią koronawirusa warto zastanowić się nad samym problemem zjawisk trudnych do przewidzenia, lecz pociągających za sobą dramatycznie wielkie konsekwencje gospodarcze.
Witold M. Orłowski: Czas czarnych łabędzi?

Foto: Adobe Stock

Zjawiska takie ochrzczone zostały kilkanaście lat temu przez Nassima Taleba mianem „czarnych łabędzi" – ptaków, których nikt nigdy nie widział, więc sądzimy, że istnieją tylko w legendach (tak przynajmniej sądził rzymski aforysta Juwenalis, który niemal dwa tysiące lat temu jako pierwszy użył tego określenia). Oczywiście dopóki taki ptak się nie pojawi i nie narobi niewyobrażalnych szkód.

Pojawienia się czarnego łabędzia nie da się przewidzieć. Albo inaczej – w normalnych czasach zdarzenie to wydaje się to tak mało realne, że prawdopodobieństwo można uznać praktycznie za zerowe. Zdrowy rozsądek podpowiada, że nie warto ponosić kosztów przygotowań na spotkanie z czarnym łabędziem, skoro niemal na pewno ono nie nastąpi. I to jest właśnie błąd – powiedział Taleb – bo jeśli spotkanie z nim, nawet bardzo mało prawdopodobne, pociąga za sobą ogromne konsekwencje, nie powinniśmy go lekceważyć.

Przykładów pojawienia się czarnych łabędzi jest w historii bardzo wiele. Rewolucja wywołana przez internet, załamanie się rynków finansowych w roku 2008, szok naftowy z roku 1973 – wszystkie te zjawiska spadły jak grom z jasnego nieba, niosąc za sobą gigantyczne konsekwencje gospodarcze. Podobnie jak nalot na Pearl Harbour, rozpad ZSRR, atak 11 września.

A jednak w historii czarnych łabędzi jest coś znacznie bardziej przewidywalnego, niż się może wydawać. Preludium do rewolucji internetowej była trwająca od lat ekspansja domowych komputerów i spadek kosztów telekomunikacji; załamanie z roku 2008 miało swoje korzenie w uprzednim szaleńczym rozwoju rynku ryzykownych instrumentów finansowych; szok naftowy wybuchł po wielu latach kumulacji napięć na bogatym w ropę Bliskim Wschodzie. Podobnie w polityce: Pearl Harbour było ukoronowaniem ponad półwiecza japońskiej ekspansji, początków rozpadu ZSRR można szukać przy bramie Stoczni Gdańskiej, atak na WTC poprzedziły liczne ostrzeżenia o rosnącym zagrożeniu. Innymi słowy: czarny łabędź nie bierze się znikąd, konsekwencje jego pojawienia się wynikają z kumulacji ryzyka, które je poprzedziło.

Wniosek? Nieważne są same łabędzie. Ważne jest to, czy w gospodarce lub polityce istnieje nagromadzenie problemów, które mogą prowadzić do eksplozji. A czarne ptaszydło jest tylko iskrą wywołującą wybuch – tak jak kryzys meksykańskiego peso w roku 1994 zapoczątkował zamach na pewnego kandydata na prezydenta.

Reklama
Reklama

Nie mam wątpliwości (i stale o tym piszę), że we współczesnej gospodarce i polityce mamy obecnie ogromną kumulację problemów. Zarówno na świecie, jak w Polsce. A w takiej sytuacji pojawienie się kolejnych czarnych łabędzi jest tylko kwestią czasu. Więc lepiej być na to przygotowanym i zachowywać sporą ostrożność. Cechy, których akurat polska polityka gospodarcza w ciągu ostatnich lat całkowicie się wyzbyła.

Witold M. Orłowski

główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, Akademia Finansów i Biznesu Vistula

Opinie Ekonomiczne
Gdy wybuchł kryzys na Bliskim Wschodzie UE zajmowała się Industrial Accelerator Act
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Opinie Ekonomiczne
Eksperci: Iran, LNG i polska transformacja energetyczna – czego uczy nas nowy kryzys?
Opinie Ekonomiczne
Bogusław Chrabota: Kredyty na zbrojenia to inwestycje!
Opinie Ekonomiczne
Jak wojna Trumpa zahamowała wypas w Cannes
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama