fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

(bez)silność

Adobe stock
Kiedyś wydawało mi się, że superbohaterki czy superbohaterowie żyją tak naprawdę ponad rzeczywistością. Są wyjątkowi, mają specjalne moce, ogromne siły i chęci. Rzadko przeżywają upadki, szybko z nich powstają. Odznaczają się pewnością siebie, odwagą i inteligencją. Ludzie darzą ich sympatią, stają się dla nich autorytetami. Ich częstym zajęciem jest ratowanie innych – pomagają nieustannie.

Ten obraz, którym od dziecka karmiło mnie otoczenie, pozostał ze mną na długie lata. Ciągle zresztą dociera do mnie taki sposób przedstawiania człowieka. Wizerunek perfekcyjny i charakteryzujący się przede wszystkim siłą (psychiczną i fizyczną). Pomiar tej siły stał się pomiarem wartości człowieka, a tym samym wyraźnie stworzył i nazwał granicę pomiędzy „lepszymi” i „gorszymi”, „sprawniejszymi” czy „mniej sprawnymi”. Na przeformułowanie tego sposobu myślenia czy takiego postrzegania autorytetów wpłynęły rozmowy z osobami w kryzysie bezdomności, które konkretnie wymogły na mnie zmierzenie się z pojęciem „słabości”.

Niezwykle ważne są dla mnie te rozmowy z osobami w kryzysie bezdomności, które znam już od kilku lat lub od kilku długich miesięcy. Jest w nich dużo szczerości, autentyczności i zrozumienia. Cieszy mnie ta swoboda i naturalność przekazu. Momentami gdy się zatrzymuję i zdaję sobie sprawę z ilości słów czy ciszy, które wymieniliśmy na przestrzeni czasu naszej znajomości, dotyka mnie wzruszenie, a po chwili wdzięczność. Ostatnie miesiące pozwalały nam głównie na kontakt telefoniczny i pomogły mi zrozumieć pewne myśli, które naturalnie pojawiły się w mojej świadomości.

***

– Wiem, że znów dzwonię, ale nie mam już siły. Minęło kilka miesięcy pracy i jest coraz więcej nowych zadań, projektów. Ciągle jakieś problemy. Przepraszam… Nie znam tu nikogo i czasem brakuje rozmowy… – powiedział mi pewnego dnia Patryk przez łzy. Po okresie załamania i niekończących się trudnościach, wyjechał pracować za granicą. Jest architektem, szybko angażuje się w powierzone mu zadanie i próbuje wykonać je jak najdokładniej. Kilka lat temu poznaliśmy się na Plantach, podczas środowych spotkań z osobami w kryzysie bezdomności. Dziś Patryk robi wszystko, żeby do stanu z przeszłości nie wrócić.

– Patryk, nie przepraszaj, to zupełnie zrozumiałe – zaczęłam nieporadnie. – Jesteś niesamowitym człowiekiem, wiesz o tym. Zobacz jaką długą drogę przeszedłeś. Podziwiam to, jak ciągle próbujesz i się nie poddajesz.

Ostatnie słowa zostały ze mną o wiele dłużej niż na czas trwania naszej rozmowy. Dlaczego wcześniej tego tak nie nazwałam? Podziwiałam przecież jego determinację zarówno wtedy, gdy żył na ulicy, jak i teraz – gdy powoli próbował się podnosić.

***

– Aga, mówię ci, pracuję za dwóch. Mam dwie roboty, nie ma chwili przerwy. Już nie wyrabiam – innym razem opowiada mi Antek, którego również poznałam na krakowskich Plantach. – Nie piję nadal od kilku miesięcy, nawet mnie nie ciągnie. Tylko jest ciężko trochę. Do starych znajomych nie mogę wrócić, bo od razu znajdzie się alkohol i nie ma do kogo się odezwać. Nie chcę wracać na ulicę, mówię ci, nie chcę. Tak długo to już trwało… Nie wiem czy mi się uda… Pamiętasz, że już nie pierwszy raz tak mówię, ale może tym razem będzie ok…

Mówię, że wierzę, że się uda i znów zatrzymuję się, myśląc, jak pod ogromnym wrażeniem jestem. Czy kiedykolwiek wcześniej spotkałam się z takim rodzajem siły?

***

– Nie udało się, musiałam zrezygnować. Wróciłam na jakiś czas do stanu sprzed dobrej fali, jestem beznadziejna… – opowiada mi kolejnego tygodnia Kasia, kobieta przeżywająca kryzys bezdomności. – Nie wiem jak długo będę próbować, może już nigdy nie będę żyć normalnie.

– Kasia, jestem z tobą. Wierzę, że dasz radę. Jesteś wielka – mówię z przekonaniem, bo przecież wiem, że jest bohaterką. Nie muszę się zastanawiać. Nie spotkałam silniejszej kobiety.

***

– Nie ma tu co podziwiać… Ale dzięki, zawsze jakoś takie słowa więcej wiary przynoszą. Chciałabym sam tak na siebie patrzeć – mówi Patryk cicho. – No i przepraszam, że płakałem…

– Daj spokój Aga, próbuję przetrwać, nie ma czym się zachwycać. Czuję się jak śmieć, a ty mówisz, że jesteś pod wrażeniem… Jak to? Wcześniej tak o tym nie myślałem… – komentuje moje słowa Antek. Trochę się śmieje, trochę nie wierzy. – Jesteś pod wrażeniem…

– Może rzeczywiście spróbuję jeszcze raz? Muszę pomyśleć. Może za kilka miesięcy… – zastanawia się Kasia. Nie płacze, choć czuję, że zacznie, gdy tylko się rozłączymy. Chce pokazać, że jest silna, ale ja przecież i tak wiem. Więc ja płaczę za nią. Jak mam jej wytłumaczyć, że ratuje mnie za każdym razem, gdy rozmawiamy?

***

Są superbohaterkami i superbohaterami rzeczywistości. Spotykam ich często na swojej drodze. Niezależnie od ich aktualnego stanu, humoru, zdrowia – angażują wiele moich emocji. Żyją na ulicy, próbują przetrwać, czasem się poddają, a czasem ciągle walczą. Nie wiem czy tym razem czy kolejnym czy kiedykolwiek kryzys bezdomności przestanie ich dotyczyć. Kilkukrotnie wspólnie mieliśmy już nadzieję, a ostatecznie sytuacja kończyła się powrotem do stanu z przeszłości. To nie są więc historie o ostatecznych zwycięstwach ani o powrotach do domu. To są historie o ciągłych załamaniach, słabościach i trudnych wyborach. Historie przykrego dzieciństwa, niezdrowych relacji, traum przeszłości. Mimo wszystko odnajduję w nich opowiadania o pięknej determinacji, która pojawia się z każdą kolejną próbą, z każdą kolejną podjętą pracą, decyzją i zaangażowaniem. Odnajduję w nich historie o tych wszystkich słabościach, z których rodzi się siła – mimo kolejnych upadków. Historie o bohaterach, którzy ratują mnie, ratują nas każdego dnia. Ratują spojrzeniem, wyciągniętą dłonią, zwyczajnym „przepraszam, dzień dobry, czy…” . Dają nam szansę na dostrzeżenie człowieka. I choć często marzę, żeby ostatecznie odnaleźli własny dom, kochające osoby obok i siłę psychiczną, to dziękuję za to, że po prostu są. Że są moimi bohaterami i bohaterkami rzeczywistości. Nieustannie pokazują mi, że siła nie zawsze związana jest z kolejnymi sukcesami, że słabość nie jest równoznaczna z przegraną, a przetrwanie choćby kolejnego dnia maluje najpiękniejszy obraz bohaterstwa.

Czuję, że dostrzegalna w człowieku słabość zbyt często stanowi przyzwolenie na dokładne przyszycie danej osobie etykiety ze słowem „gorszy”. Zupełnie tak, jakbyśmy w wyobraźni szyli sobie czyjś wizerunek na podstawie upadku, który bezpiecznie możemy obserwować. Często boję się, że w ten sposób zaszywamy całe społeczeństwo. Gdy lęk się nasila, biorę swoją nitkę i powoli wyszywam słowa: „superboha…”. Na chwilę przerywam, bo przychodzi sms od Patryka:

„Dam radę. Po raz kolejny. Może tym razem się uda…”

Autorka jest absolwentką biotechnologii oraz studentką relacji międzykulturowych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Uczestniczy w działaniach wspólnoty Hanna, która regularnie spotyka się z osobami w kryzysie bezdomności. Prowadzi blog Człowiekowi człowiek.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA