fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekologia

Paweł Bartoszczuk: Ekologia zejdzie na dalszy plan

Wtorek, 17 marca, na parkingu pod centrum handlowym w Richmond w Kalifornii pusto. Czy po koronawirusie szaleństwo konsumpcji wróci z dawną siłą?
Justin Sullivan/Getty Images/AFP
Gdy pandemia się skończy, przedsiębiorstwa będą chciały odrobić straty i uruchamiać dodatkowe linie produkcyjne. Ekologiczne aspekty działalności zejdą na dalszy plan - mówi Paweł Bartoszczuk, ekonomista.

Plus Minus: Po wybuchu pandemii emisja dwutlenku węgla w Chinach zmalała nawet o jedną czwartą. Niektórzy wysnuli wniosek, że koronawirus okaże się zbawieniem dla klimatu. A może będzie to bardzo płytki oddech?

Chiny są jednym z największych emitentów dwutlenku węgla do atmosfery. Emitują go rocznie około 10 miliardów ton, na drugim miejscu są Stany Zjednoczone, za nimi Indie. W tej chwili obserwujemy spadek emisji związany z zatrzymaniem produkcji w Chinach, pytanie, jak długo on potrwa. Możemy się spodziewać, że po zakończeniu pandemii koronawirusa produkcja gwałtownie ruszy. A wraz z jej wzrostem ten spadek się zbilansuje.

Historia pokazuje, że wielkie problemy gospodarcze przekładały się na bezwzględne próby odrobienia strat. Dlatego jestem sceptyczny, jeśli chodzi o nadzieję, że pandemia koronawirusa uzdrowi środowisko i wpłynie na klimat. Oczywiście, mniejszy ruch drogowy w krajach ogarniętych pandemią przyczynił się do zmniejszenia zanieczyszczenia powietrza. Trudno jednak oczekiwać, że jednorazowe przejściowe ograniczenie emisji dwutlenku węgla zahamuje zmiany klimatu.

Tylko jak zmniejszyć emisję szkodliwych substancji, gdy tak wiele branż będzie dążyło do odbudowania działalności po pandemii?

W tak trudnej sytuacji potrzebna będzie pomoc państwa. Jeśli firmie w ogóle uda się przetrwać kryzys, to trudno oczekiwać, żeby nagle przeszła na przyjazne środowisku rozwiązania.

Ekologia przestanie być istotna?

Przedsiębiorstwa będą chciały odrobić straty i uruchamiać dodatkowe linie produkcyjne. A w sektorach, które wytwarzają dobra niezbędne dla życia, presja może wyłączyć proekologiczne aspekty działalności. Menedżerowie firm mogą przymykać na to oko w początkowym okresie po opanowaniu pandemii.

Zwróćmy choćby uwagę, że obecnie wzrasta produkcja środków ochrony osobistej dla pracowników służby zdrowia. Bardzo dużo maseczek jednorazowych czy fartuchów ochronnych będzie trzeba zutylizować, zapewne spalić, ze względów epidemiologicznych. Na ten moment trudno też ocenić, w jakim stopniu wzrośnie ilość plastikowych odpadów.

Jakie znaczenie dla ochrony klimatu ma załamanie w usługach, szczególnie tych związanych z turystyką?

Epidemia koronawirusa uderzyła w turystykę i uziemiła obsługujące turystów przedsiębiorstwa transportowe. Jednak w kontekście skutków pandemii dla ochrony środowiska radziłbym zwrócić uwagę raczej na kwestię biopaliw, które są przyjazną środowisku alternatywą zasilania pojazdów mechanicznych wyposażonych w silniki spalinowe. Transformacja w kierunku biogospodarki może zostać zahamowana. Udział energii odnawialnej może się zmniejszać, np. z powodu mniejszego zainteresowania samochodami elektrycznymi. Wskazują na to ostatnie problemy firmy Tesla w związku ze spadkiem cen ropy naftowej. Może się okazać, że takie pojazdy staną się zbyt drogie i ekspansja elektromobilności zostanie zahamowana.

A może zmiany stylu życia po opanowaniu pandemii – jeśli nastąpią i się utrwalą – skłonią firmy do powrotu do ekologii?

Nie wiadomo, czy powszechna w czasie pandemii praca zdalna na dłuższą metę się przyjmie. Choć praca z domu wydaje się jedynym dobrym rozwiązaniem na ten czas, to trudniej kontrolować pracownika, studenta lub ucznia oraz egzekwować wykonanie pewnych zadań na odległość.

Poza tym w takich sytuacjach, by się ze sobą kontaktować, korzystamy intensywnie z urządzeń elektronicznych, internetu. Zużycie energii jest spore, a przecież to także ma wpływ na emitowanie zanieczyszczeń do atmosfery.

Jeśli zaś chodzi np. o telekonferencje, które mogłyby ograniczać liczbę lotów biznesowych czy na konferencje naukowe – od nas zależy, czy będzie ich więcej.

Skłonność do nadmiernej konsumpcji wskazuje się jako jedną z przyczyn zagrożenia dla klimatu. Po pandemii będziemy kupować inaczej?

Na podstawie obecnego doświadczenia widać, że ludzie będą chcieli się zabezpieczać na przyszłość. Gdy panika już minie, zakupy mogą być bardziej przemyślane, nasz styl życia się zmieni. Pandemia koronawirusa uświadomiła nam, że zagrożenia są realne i nie jesteśmy tak bezpieczni, jak nam się wydawało. W tym momencie widzimy, że trzeba się stosować do zaleceń lekarzy i dbać o zdrowie. Być może takie przemyślenia wpłyną na konsumpcję. A świadomość zagrożeń związanych z wirusami i środowiskiem naturalnym sprawi, że będziemy racjonalniej kupować.

Tu wracamy do pytania, czy za taką zmianą postaw podążyłyby też zmiany w firmach.

Przedsiębiorcy dostrzegą ryzyko związane z nieoczekiwanymi zdarzeniami, które praktycznie uniemożliwiają im działalność, a nawet zagrażają ich istnieniu. Podejmą więc środki zabezpieczające i szczególnie duże firmy przygotują scenariusze na wypadek zagrożeń epidemiologicznych. Jednak już co do przejścia na odnawialne źródła energii czy „zielone" rozwiązania wiele będzie zależeć – jak wspomniałem wcześniej – od pomocy państw. A środki finansowe na walkę ze zmianami klimatu mogą one przesunąć na inne cele. W oczywisty sposób pandemia na razie wyłącza zainteresowanie klimatem w opinii publicznej. Nawet wśród tych osób, które dotychczas uważały jego ochronę za priorytet.

Do tego dochodzi niepewność dotycząca pomiarów emisji gazów cieplarnianych. Realizacja protokołu z Kioto wymaga przeprowadzenia ich krajowych inwentaryzacji. W badaniach prowadzonych w Polskiej Akademii Nauk wykazaliśmy, że ze względu na niedokładność raportowania często nie wiemy, jakie te emisje rzeczywiście są (przy czym ten brak pewności w większym stopniu dotyczy krajów byłego Związku Radzieckiego i wschodniej części Starego Kontynentu niż Europy Zachodniej). Wynika to stąd, że emisje dwutlenku węgla nie są obserwowane bezpośrednio.

Raporty, którymi dysponujemy, pokazują wielkości porównywalne lub większe od nałożonych przez protokół limitów emisji. W normalnych warunkach postulatem byłoby jeszcze większe ograniczenie wytwarzania dwutlenku węgla, aby mieć pewność osiągnięcia zobowiązań redukcji wynikających z protokołu. Wobec ryzyka problemów zdrowotnych, finansowych i z zaopatrzeniem długoterminowe zagrożenia związane ze zmianami klimatu odejdą jednak na dalszy plan. 

Dr hab. Paweł Bartoszczuk – ekonomista, pracownik naukowy SGH. Ekspert Eurostatu oraz programu Komisji Europejskiej Life Plus. Członek komitetów naukowych konferencji: Enviroinfo, modelowania statystycznego i symulacji. Autor ekspertyz dla Komisji Europejskiej z zakresu środowiska i gospodarki wodnej

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA