fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

"Zamiast rozmowy było expose pani minister Zalewskiej"

Trudno powiedzieć, że rozmawialiśmy z panią minister, ponieważ miało być to spotkanie dotyczące podwyżek wynagrodzeń zasadniczych nauczycieli, tymczasem pani minister przez półtorej godziny wygłaszała exposé, co już zrobiła do tej pory i co jeszcze zamierza zrobić - powiedziała w piątkowym wydaniu #RZECZoPOLITYCE Urszula Woźniak z zarządu głównego ZNP.

Dzień dobry, Tomasz Krzyżak #RzeczoPolityce moim gościem jest Urszula Woźniak, członek zarządu głównego ZNP.

Dzień Dobry.

Wczoraj przez kilka godzin rozmawialiście z minister Zalewską na temat podwyżek wynagrodzeń, jak się te rozmowy toczyły, czy zakończyły się jakimiś konkretami?

Trudno powiedzieć, że rozmawialiśmy z panią minister, ponieważ miało być to spotkanie dotyczące podwyżek wynagrodzeń zasadniczych nauczycieli, tymczasem pani minister przez półtorej godziny wygłaszała exposé, co już zrobiła do tej pory i co jeszcze zamierza zrobić. Mówiła o przedszkolakach, o różnych innych rzeczach, natomiast co do rozporządzenia w sprawie wynagradzania, nie odnosiła się wcale. Zaproponowała, że da dużo pieniędzy, ale to będą pieniądze wypłacone w inny sposób. Np. mamy negocjować z samorządami regulaminy wynagradzania. To znaczy, że samorządy mają dać te pieniądze, ewentualnie odbiurokratyzuje się też pracę nauczyciela. Tu pieniędzy nie przybędzie, może da się stażyście na start jakieś pieniądze raz w roku. Ale przypomnę, że dopiero co minister zabrała kontraktowemu nauczycielowi zasiłek na zagospodarowanie.

Pani minister Zalewska mówi o tym, że ma kilka propozycji liczonych w setkach milionów złotych, te propozycje państwu przedstawiła. Państwo mówicie, że te propozycje to prima aprilisowy żart.

No bo to są właśnie te propozycje o których przed chwilą powiedziałam, plus, to że pani Zalewska zdecydowała, że od 2020 roku będzie przysługiwał dodatek w wysokości 3% czyli 98 zł za wyróżniającą się pracę, który będzie przysługiwał każdemu nauczycielowi, a nie tylko dyplomowanemu, jeśli uzyska taką ocenę. Ale w niższej wysokości.

To o czym pani mówi, to jest taka zepchnięcia odpowiedzialności na samorząd - „niech samorządy wam dadzą, idźcie do wójtów, prezydentów, burmistrzów i niech oni się martwią”, tak?

Dokładnie tak. Oprócz tego jest to strategiczne zarządzanie informacją, żeby nie powiedzieć kłamstwo, bo kulturalna jestem. Chodzi o to, co pani minister przekazuje sypiąc w tej chwili ogromnymi liczbami i mówiąc: „6,5 miliarda daliśmy”. Otóż żadnych 6.5 miliarda nie dano, po pierwsze konkluzja z całego spotkania była taka, że „jest was 700 tysięcy, więc jest was dużo i my nie mamy pieniędzy dla takiej grupy nauczycieli”.

Ale strażaków, policjantów, strażników granicznych, też jest dość duża grupa i dla nich pieniądze się znalazły w ostatnim czasie, na żołnierzy też podobno mają się znaleźć.

Tak, jest ich trochę mniej niż nauczycieli, a pieniądze się znalazły. Nie chciałabym tego podsumowywać tym, że państwo w którym policjant zarabia więcej od nauczyciela. to jest państwo policyjne, nie chcę iść aż tak daleko. Nauczyciele są tak sfrustrowani, tak rozgoryczeni w tej chwili... A jeszcze postawa pani minister i od jej tour po mediach, powtarzanie tego samego co nam przedstawiła... Jeśli państwo jesteście ciekawi, co pani minister nam wczoraj przedstawiła, to jest to, co ona dzisiaj mówi w telewizji. Żadnej propozycji dotyczącej rozporządzenia, a w końcu w tej sprawie poszliśmy.

Czyli to są te trzy punkty, o których pani minister mówi…

Tak. Odbiurokratyzowanie, dołożenie stażyście na start oraz to, że żaden nauczyciel nie będzie pracował i prowadził zajęć za darmo, bo pani minister dołoży środki do dyspozycji dyrektora na zajęcia.

Czyli tak zwane „po-karciane” czyli po godzinach wynikających z Karty Nauczyciela. No tak, ale ministerstwo podaje, że w 2018 roku nauczyciel stażysta zarabiał średnio 2087 zł na rękę, nauczyciel kontraktowy 2309, mianowany 2976, a dyplomowany 3784 zł, natomiast jak rozumiem z tego co pani mówi, nauczyciele mówią, że te kwoty są zawyżone i nikt takich kwot na kontach nie widział.

Tak, nikt nigdy takich kwot nie widział.

To skąd w takim razie ministerstwo edukacji bierze te średnie wyliczenia?

Do średnich wyliczeń ministerstwo edukacji wlicza dokładnie wszystko, czyli wszelkie dodatki, jakich nie dostaje każdy nauczyciel, tylko pojedynczy, również za pracę w godzinach ponad wymiarowych. Jeżeli nauczyciel pracuje w szkole a prócz tego sprząta, bo tak w innej firmie po południu, to nikt mu tego nie wlicza do wynagrodzenia, prawda? W tej chwili brakuje 1600 nauczycieli w samej Warszawie, więc pracują 1,5 etatu i pani minister liczy, że średnio oni tyle na etacie zarabiają, do tego średniego wynagrodzenia wlicza się nawet odprawę pośmiertną.

To znaczy, że do tego średniego wynagrodzenia wliczane są płace ministerstwa edukacji narodowej i pensja pani minister?

Jak czytałam ostatnio, wynagrodzenia pań o podobnym wykształceniu jak nauczyciele, ale pracujących w NBP, są znacznie wyższe. Publikowano również oświadczenie pani minister, która zarobiła w ciągu roku w ministerstwie 250 tysięcy. Nauczyciel, jeżeli w ciągu roku zarobi 40-50 tysięcy, to jest może uznać, że jest dobrze.

Sami nauczyciele w ankiecie którą zrobiliśmy dla potrzeb dzisiejszego artykułu w Rzeczpospolitej, twierdzą, że zarabiają pomiędzy 1750 a 2800 zł na rękę. To rzeczywiście są kwoty nieco odbiegające od tego, co podaje ministerstwo edukacji. Państwo domagają się jako ZNP wzrostu kwoty bazowej o 1000 zł. Natomiast jest Forum Związków Zawodowych, które też uczestniczy w tych rozmowach, które mówi o wynagrodzenia zasadniczym wyższym o 100 zł. Jak jest różnica między kwotą bazową a kwotą wynagrodzenia zasadniczego?

Kwota bazowa jest ogłaszana corocznie, ona się od kilku lat nie zmieniała, w tym roku dopiero uległa lekkiemu podwyższeniu i rzeczywiście - my proponujemy wzrost kwoty bazowej od której liczone są średnie wynagrodzenia. To powodowało, że wynagrodzenie zasadnicze nauczycieli, w zależności od ich stopnia awansu i kwalifikacji, wzrośnie proporcjonalnie, czyli na najmniejszym stopniu awansu - 600 zł, a dyplomowanego nauczyciela ponad 900 zł. Nasza propozycja podyktowana jest tym, że to najprościej zrobić, ponieważ budżet jest jeszcze nie uchwalony, a przy budżecie uchwala się kwotę bazową. Podwyższenie kwoty bazowej o 1000 zł spowodowałoby w konsekwencji możliwość zmiany zasadniczych wynagrodzeń nauczycieli.

Czwartkowe rozmowy zakończyły się bez efektu, co dalej?

Wczoraj podjęliśmy uchwałę, że z dniem 10 stycznia wchodzimy w spór zbiorowy i zgodnie z ustawą o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, rozpoczynamy przeprowadzanie procedur prowadzących do strajku. To jest dość skomplikowana procedura, trochę nam to będzie utrudniał fakt, że w niektórych województwach rozpoczynają się ferie.

No tak rozpoczynają się 14 stycznia i potrwają do końca lutego.

Właśnie, raz w jednych, raz w drugich - a my musimy dokonywać procedury w każdej szkole, odrębnie. Czyli występujemy do pracodawcy z żądaniami, a pracodawca nam odpowiada na nasze pismo w ciągu 5 dni, potem przystępujemy do negocjacji, podpisujemy protokoły rozmów z każdym pracodawcą.

Pracodawcą, czyli z każdą gminą w Polsce?

Z każdym dyrektorem, pracodawcą w oświacie jest dyrektor. Czyli ile jest szkół w Warszawie, prawie 1000, z tyloma pracodawcami wchodzimy w spór zbiorowy, potem są mediacje, protokoły rozbieżności i dopiero wtedy możemy przystąpić do legalnego strajku.

Czyli o jakiej moglibyśmy mówić ewentualnej dacie takiego strajku?

Najwcześniej mógłby to być marzec, ale może to być maj, mogą być egzaminy. Nie chcemy takich rzeczy robić, ale przecież nauczyciele, którzy są egzaminatorami, nie mają obowiązku sprawdzania matur, oni robią to dodatkowo. Czyli muszą zgłosić się do okręgowej komisji egzaminacyjnej. Otóż na ten moment bardzo niewielu nauczycieli zgłasza się do sprawdzania egzaminów.

Z czego to wynika, to są pewnie dodatkowe pieniądze dla nauczycieli?

Nie chodzi o dodatkowe pieniądze, wynika to z tego, że tak się ich traktuje. Nauczyciele czują się już tak sfrustrowani, taką mają w sobie determinację... Na spotkaniu z panią minister było kilkoro młodych nauczycieli, oni patrzyli na te rozmowy tak szeroko otwartymi oczyma, myślę, że mają traumę do dzisiaj. Szeroko otwarte oczy, buzie - mówili, że gdyby nie byli na miejscu i sami nie widzieli jak to wygląda, w życiu by nie uwierzyli, w jak niewiarygodny sposób pani minister rozmawia.

 

Mówi pani, że to było exposé, że nie ma tam żadnego dialogu.

To jest tylko PR, to jest PR pani minister, ja akurat już się trochę przyzwyczaiłam, brałam udział w ostatnich dwóch latach między innymi w posiedzeniach komisji sejmowych, kiedy była praca nad tymi ustawami zmieniającymi system, godzina druga w nocy, procedowanie bardzo szybkie. Zarówno my, jako związek i rodzice którzy tam byli, zadajemy pytania – np. jak pani minister zabezpieczy dwujęzyczność w 7 i 8 klasach szkół podstawowych na terenach wiejskich. Pani minister odpowiada, że „mamy środki na doskonalenie zawodowe nauczycieli”, koniec odpowiedzi. To w ogóle jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Nauczyciel, który jest potrzebny na wsi i który ma uczyć hiszpańskiego, angielskiego czy jakiegokolwiek nowożytnego języka, nie ma nic wspólnego ze środkami na doskonalenie nauczycieli, bo one akurat mu w tym nie pomogą.

Dziękuję za rozmowę moim gościem była Urszula Wożniak ze Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Dziękuję.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA