fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja i wychowanie

Doktoraty: w firmie będzie można zacząć karierę naukową

123RF
Tematem doktoratu pracownika będzie mogło być rozwiązanie problemu badawczego danego przedsiębiorstwa. Uczelnia zapewni promotora.

Duże zmiany czekają obecnych studentów. Gdy zdobędą tytuł magistra, będą mogli iść nową ścieżką kariery akademicko-naukowej i obronić doktorat wdrożeniowy. Tak wynika ze strategii ministra nauki i szkolnictwa wyższego, którą ma ogłosić w piątek.

Podwójne zyski

Temat takiego doktoratu można zgłosić uczelni na dwa sposoby. Przez magistra, który będzie chciał prowadzić badania doktoranckie związane z konkretnym problemem pracodawcy, albo przez firmę. Jego rozwiązanie będzie przedmiotem rozprawy doktorskiej.

Studia doktoranckie będą w tym przypadku prowadzone w systemie dualnym – w jednostce naukowej oraz w przedsiębiorstwie. Doktorant będzie miał więc z jednej strony status uczestnika studiów, z drugiej zaś pracownika zatrudnionego w pełnym wymiarze. Jednostka naukowa zapewni mu kształcenie, dostęp do laboratoriów, opiekę promotora i wsparcie zespołu badawczego. Zysk również będzie podwójny – z jednej strony stypendium doktoranckie, z drugiej pensja.

– To słuszna idea. Doktoraty nie powinny trafiać na półki. Niepokój może jednak budzić, że inni doktoranci będą w dużo gorszej sytuacji. Wciąż mają walczyć o stypendium w wysokości 1,5 tys. zł netto – mówi Michał Gajda, przewodniczący Krajowej Reprezentacji Doktorantów. Dodaje przy tym, że doktorzy, którzy napiszą rozprawy w nowej formule, zyskają na pewno lepsze perspektywy zatrudnienia. To wszystko sprawi, że będzie im zależało na tym, by iść nową ścieżką kariery.

Koszty programu „doktorat wdrożeniowy" w pierwszym roku wyniosą 20,7 mln zł – przy założeniu, iż liczba doktorantów wyniesie do 500 osób rocznie, a stypendium doktoranckie będzie równe minimalnemu wynagrodzeniu asystenta, które wynosi 2450 zł miesięcznie.

Telefon do badacza

Rząd chce też inaczej ułatwić współpracę biznesu z nauką. Uruchomi program „telefon do badacza". Wystarczy, że firma poszukująca partnera naukowego skontaktuje się z resortem. W ciągu 48 godzin otrzyma informację zwrotną, z którą uczelnią czy instytutem badawczym może rozpocząć współpracę.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: k.wojcik@rp.pl

Opinia

Aneta Pieniądz, ruch Obywatele Nauki

Projekt telefon do badacza przypomina pomysły ministrów poprzednich kadencji. Instytucje pośredniczące między naukowcami i przedsiębiorcami już istnieją, ale nie są efektywne. Taką funkcję pełnią np. brokerzy innowacji. Po prostu wymagają dofinansowania. Nie wystarczy sama baza danych o badaniach. Brokerzy powinni umieć ocenić, co z badań prowadzonych przez daną jednostkę naukową może przydać się przedsiębiorcom. To wymaga przygotowania merytorycznego. Zdobycie tej specyficznej wiedzy kosztuje.

Przedsiębiorstwa nie są też z reguły zainteresowane zaangażowaniem w projekty naukowe. Stworzenie zachęt do współpracy może okazać się więc trudne. Ale chociażby pomysł doktoratów wdrożeniowych jest dobry.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA