fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Rosja - Kazachstan. Problem wyglądający dość spornie

Siergiej Ławrow
– Politycy w różny sposób budują swoje kariery. Są tacy, którzy uganiają się za sensacjami – wyjaśniał słowa swych kolegów rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow.
AFP
Rosyjscy politycy coraz częściej zgłaszają terytorialne pretensje wobec Kazachstanu, a Kreml je leniwie dezawuuje. W Nur-Sułtanie podejrzewają, że to zapowiada długi konflikt z północnym sąsiadem.

– Politycy w różny sposób budują swoje kariery. Są tacy, którzy uganiają się za sensacjami – wyjaśniał słowa swych kolegów rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow. Ławrow od niechcenia tłumaczył się za swego wiecznego konkurenta na stanowisko ministra Wiaczesława Nikonowa, wnuka Wiaczesława Mołotowa, obecnie szefa senackiej komisji zdrowia. Ambitny Nikonow uważa, że ze względu na rodzinne koneksje jest predestynowany do zajmowania się polityką zagraniczną. Jeszcze pod koniec ubiegłego roku w jednym z programów telewizyjnych powiedział, że „Kazachstan nigdy nie istniał jako państwo", a jego terytorium „to wielki prezent od Rosji i Związku Sowieckiego".

Już w kwietniu dołączył do niego były minister kultury, a obecnie doradca prezydenta Putina Władimir Miedinski. – Jak tak wyszło, że historycznie wielkoruskie terytoria w procesie formowania republik sowieckich okazały się częścią Kazachstanu, Ukrainy, Białorusi? – nie mógł się nadziwić w trakcie obrad forum poświęconego „hybrydowej agresji Zachodu".

Ławrow zapewniał, że od osób odpowiedzialnych za politykę zagraniczną Rosji „nikt nie słyszał i nie usłyszy" takich wypowiedzi. O terytorium Kazachstanu powiedział jednak: „problem wyglądający dość spornie". A latem ubiegłego roku sam prezydent Władimir Putin skarżył się na byłe republiki sowieckie. – Jakaś republika weszła w skład Związku Sowieckiego i dostała ogromną ilość rosyjskiej ziemi, tradycyjnych rosyjskich historycznych terytoriów, a potem nagle postanowiła wyjść ze Związku. No to choćby wychodziła z tym, z czym przyszła. A nie taszczyła ze sobą prezenty od rosyjskiego narodu – powiedział w wywiadzie.

305069900

– Wraz z narastającą konfrontacją Rosji z Zachodem coraz częściej słychać prowokacyjne oświadczenia rosyjskich polityków – podsumował kazachski ekspert Dosym Satpapiew.

W Nur-Sułtanie wywołuje to prawdziwe zaniepokojenie. W północnej części kraju (obwodzie północnokazachskim) graniczącej z Rosją Kazachowie stanowią jedynie 35 proc. mieszkańców, a Rosjanie prawie połowę. W administracyjnym centrum obwodu Pietropawłowsku (po kazachsku Petropawle) Rosjanie to aż 59 proc. mieszkańców, a Kazachowie tylko niecałe 30 proc. Zagrożenie kremlowską irredentą jest więc realne.

– W rzeczy samej Rosja już prowadzi wojnę informacyjną przeciw Kazachstanowi, na razie tylko na pół gwizdka – sądzi Satpapiew. Inni eksperci uważają, że prędko to się nie zmieni. – Putin wygra kolejne wybory prezydenckie (za trzy lata), dlatego że rosyjska elita jest skonsolidowana wokół niego, obecnie wokół (wielkomocarstwowych – red.) haseł „ruskiego miru" – uważa Jermuhamet Jertysbajew.

Prawdopodobnie dlatego „biblioteka" (tak w Kazachstanie nazywany jest ośrodek władzy skupiony wokół Nursułtana Nazarbjewa, pierwszego prezydenta kraju, a obecnie szefa Rady Bezpieczeństwa) promuje ugodową politykę wobec Kremla. Ludzie nowego prezydenta Kasym-Żomarta Tokajewa wydają się jednak liczyć właśnie na konfrontację i idącą za tym większą obecność USA w regionie. Już obecnie inwestycje amerykańskie w Kazachstanie są większe niż chińskie, a skupiają się w przemyśle wydobywczym ropy i gazu – również na północy kraju, zagrożonego rosyjskimi pretensjami terytorialnymi.

„Perspektywa stania się częścią »ruskiego miru« jakoś niezbyt cieszy nasze bratnie kraje" – zauważył jeden z rosyjskich publicystów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA